wtorek, 22 lipca 2008

Jak nie chce mi się iść na fitness (fitless), to muszę znaleźć sobie inne zajęcie, dzięki któremu mogę odsunąć pisanie mgr.
Ostatnio było to malowanie paznokci, klejenie szuflady, smażenie kotletów, peeling twarzy, porządki w komodzie i obcinanie suchych liści nasturcji. Dziś wyprałam kapcie.. ale wezmę się już za tę nieszczęsną mgr. Więc resztę dnia spędzę We młynie, we młynie mój dobry panie...*

Kot na ksero! :D

*
tytuł opowiadania, o którym piszę jeden rozdział.

2 komentarze:

sowisko pisze...

Zebediaszek!

Iga pisze...

Oj chyba Zebedełe jest chudsza i by sie tak nie rozpłynęła na szybie.. co nie zmienia faktu, że jest boska.