Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fitless. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fitless. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 kwietnia 2010

Cały świat przeciwko mnie

Słowo daję, cały świat jest przeciwko mnie.


Zawsze, gdy wybieram się na fitless, żywię nadzieję, (bo w końcu sto razy fajniej jest żywić nadzieję, niż ją po prostu mieć) że coś się stanie i fitlessu nie będzie.
Zatem może nagły pożar wywołany przez zbyt wysoką temperaturę w solarium w klubie strawi większą salę do aerobiku i połowę karimat.
Albo oliwscy separatyści przejmą tramwaj, którym jadę i pertraktacje będą trwać do 22, czyli godziny zamknięcia klubu.
Kto wie, mogę też przecież znaleźć małe niemowlę w krzakach po drodze, które okaże się zaginionym dzieckiem niezwykle bogatych i równie hojnych młodych ludzi, którym zdarzyło się zgubić dziecko.

To wszystko przecież może się wydarzyć.
Ale nigdy się nie wydarzyło :|


Jakiś czas temu przestałam żywić nadzieję, niestety jednak nie przestałam żywić samej siebie. Co w efekcie spowodowało, że wyglądam mniej więcej tak:




A właściwie to tak:


Postanowiłam się jednak wziąć w garść, aby lato powitać w ciele bogini, której Pegaz będzie chciał dać swoje nazwisko, a wydawcy miejsce na okładkach.

Muszę Wam też powiedzieć, że nabrałam nawet trochę ochoty na ten fitless i odrobinę ruchu.
To zawsze przecież jakaś rozrywka w moim życiu pełnym komputera i sierści Bianki.

Pakuję więc dzisiaj te buty i ciuchy. Wyruszam w wielką podróż tramwajem.
Wbijam się w swój uniform pt. "fitness? fitness to moje drugie imię" i ochoczo kieruję się na salę, gdzie pan mówi nam wszystkim, że zajęć dziś nie ma.

I tak o.
Siedzę odgarniam sierść Bianki z monitora i wzdycham.
Cały świat jest przeciwko mnie.

piątek, 26 września 2008

Cmentarnie

Gdy wracam z fitlessu, idę sobie radośnie przez cmentarz a potem, żeby było jeszcze romantyczniej przez Park Oliwski.
Chyba, że jest już ciemna noc, to wtedy idę przez starą Oliwę, i też jest wesoło.

A tu proszę, komunikat:



Dzika ani jednego, ale za to:

Nawet miseczki miał swoje :)

Wyjeżdżam, wrócę w niedzielę wieczorem.

A Wy w tym czasie napiszcie mi proszę, dlaczego Winamp mam tylko na pasku zadań a na pulpicie się nie chce pokazać.

Czyńcie zło :*

środa, 2 lipca 2008

Akademos

W ramach wyszukiwania rzeczy, które mogę robić zamiast pisania mgr chadzam sobie czasem na fitness (który w moim przypadku jest bardziej fitlessem).

Fajne jest to, że:
Na sali mają lustra wyszczuplające, w których jestem taaaka wysoka i smukła
W szatni puszczają Justina Timberlake'a, Nelly Furtado, Madonnę, Timbalanda..

Niefajne jest to, że:
Ta ich waga jest taka kurna dokładna :/ oczywiście wmawiam sobie, że moje buty i ubranie ważą 30 kg a dopiero cała reszta to ja :o]
Jak się wychodzi z sali do szatni, to trzeba przejść spory kawałek mijając męską szatnię i siłownię, z rozczochranymi włosami, czerwoną buzią i bez oczu, poezja.


Dziś miałam zajęcia z Asią G., która w niejednym wojsku mogłaby siać postrach. Najgorzej jest, gdy mówi "teraz będzie ostatnie powtórzenie", bo to oznacza 42 wymachy jedną nogą, która boli, jakby miała zaraz odpaść. Ale w sumie lepiej jest sobie pochodzić i pomachać niż siedzieć na tyłku. I pisać mgr ;)

Dziś ktoś w komentarzach napisał (dla tych, którzy nie zaglądają do koment.): "Po meczu David Beckham rozdając autografy niespodziewanie podpisał kontrakt z Odrą Wodzisław..."
No myślałam, że padnę :)))))))))))

A jeszcze ze śmiesznych rzeczy, usłyszałam dziś męską odpowiedź na majtki z golfem - krawatoslipy! :D

Ok, pośmiałam się, a teraz do jakiejś roboty.

No i co? Wesoły temat, nie?