Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moi ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moi ludzie. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 września 2010

Fragile


Przyjaciół poznaje się w biedzie i nie ma co z tym dyskutować.

Przekonałam się o tym na własnej skórze.


Przechodzę teraz przez całkiem poważne zmiany. Sytuacja mnie trochę przerasta, nie wszystko jest tak, jak powinno być, jak tego chciałam.

W ostatnim czasie zawiodłam się kilka razy, zaskoczyłam bardzo niemile i (żeby pomnożyć jeszcze synonimy) rozczarowałam niektórymi ludźmi.


Jednak to jest mało ważne wobec reakcji innych osób. Pomoc, zrozumienie i prosta (a jak się okazuje dla innych bardzo trudna) obecność.

Nieoceniona Piękna A. potrafiła mnie podnieść na duchu 10 cm kwadratowymi papieru z życzeniami urodzinowymi i 500 kaloriami w eklerze z wbitą w niego świeczką.



A. która pięknie śpiewa nawet nie musiała na mnie patrzeć, żeby wiedzieć, że jej potrzebuję.


Więc jutro popołudniu zawiezie mnie i ten karton do mojego nowego domu.



A Bianka leci w kosmos.


piątek, 5 lutego 2010

Cieszymy się!

Nie dość, że Meryl Streep dostała nominację do Oscara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej, to jeszcze Z. się wczoraj obroniła!


Dziś zatem u mnie spotkanie na szczycie na cześć Z.
Z., Bianka i ja, a co!


Więc cieszymy się!

wtorek, 22 grudnia 2009

To, co kocham

Ten post będzie o tym, co kocham.


Kocham prezenty, moich przyjaciół, czekoladę i Biankę.


Kocham też święta. Żeby celebrować tę moją miłość, świętuję już od tygodnia.
Zaliczyłam Kolibę, w której DJ dorzucał do ognia i to wcale nie była przenośnia.
Byłam u Sh, który zrobił wigilijne spotkanie.

I dał mi prezent!!! Książkę z Simon's Cat :)))))

Simon's Cat to animowana wersja Bianulki :)

Dziś spotkałam się z piękną A. i jej mężem Chrisem, bo od wczoraj są na polskiej ziemi i dostałam od nich.....

Czy te święta mogą być jeszcze lepsze?

Kocham piękną A. nie tylko ze względu na to, że zna słowa wszystkich piosenek Beyonce na pamięć, ale także dlatego, że zgodziła się zaglądać do Bianki.


Bo Bianka, która teraz zadowolona siedzi w mojej torbie, jeszcze nie wie, co ją czeka do niedzieli :|


Jadę jutro zaraz prosto z pracy. Święta spędzam w E. z Mamą, moją siostrą i jej mężem i... ich bobasem, który jest jeszcze w brzuchu :)

Mogę nie mieć okazji potem, więc.... życzę Wam radosnych Świąt Kochani :)

sobota, 31 października 2009

Girls just wanna have fun

Piękna A. jest już na polskiej ziemi i zaczęłyśmy wczoraj pierwszą część celebracji.

Najpierw byłyśmy u Izy i Wiktora, którzy mają łóżko wielkości mojego pokoju.

A potem udałyśmy się do Irisha, gdzie z rozrzewnieniem wspominałyśmy panieński Pięknej A., po którym wychodziłyśmy z klubu na czworakach.


Tylko Piękną A. tak dobrze zna przeboje MTV, więc zabawa była przednia. Ja czułam się jak na studiach, a Piękna A. czuła się jak panienka. No, może poza tym momentem, w którym udawała moją dziewczynę, żebyśmy mogły się bawić nienękane przez podejrzany element.

A dzisiaj część druga w....... Kolibie!
Zniszczenie przybywaj!

wtorek, 1 września 2009

Bardzo długi post o bardzo krótkim weekendzie.


Chociaż ten weekend trwał jakieś pół godziny, to jak się okazuje, całkiem sporo się działo.

Przyjechał Pegaz. I chociaż Bianka była przekonana, że przyjechał tylko do niej, po to, by ją przez trzy dni głaskać, to przyjechał w zupełnie innym celu.

Przyjechał upiec ze mną 12 babeczek.

Pojeździć na rowerach.

Zjeść sopockiego gofra.

Zrobić wiochę w Almie robiąc "oooOOOooo" za każdym razem, gdy zobaczyliśmy coś smacznego.

(tu suszone morele nadziewane migdałami i zatopione w miodzie)
W konkursie na "Coś, czego nigdy nie kupisz" zwyciężyła jedna czarna trufla w słoiczku wielkości paznokcia za 99 zł :)

Przyjechał także po to, by siedzieć ze mną na terenie Stoczni Gdańskiej na trawie, pod gwiazdami, gdzie Ennio Morricone dyrygował orkiestrą i chórem specjalnie dla nas.

Dzisiaj Pegaza już nie ma. Ale za to jest wrzesień:

Ja odsypiałam u mojej A. ten najkrótszy weekend świata.

A Bianka oczywiście ze mną.

niedziela, 23 sierpnia 2009

Weekend w E.

Śmiesznie, bo gdy weszłam do domu Mamy, okazało się, że kotka sąsiadów wskoczyła przez okno i sobie paradowała po pokojach. A ja dopiero po chwili zorientowałam się, że kot w mieszkaniu to wcale nie taka (oczywista) oczywistość.
I śmiesznie było głaskać kota, która ma nos.

Weekend w E. jak zwykle pracowity.

Robiłyśmy malowanie, podlewałyśmy ogródek, paliłyśmy ognisko, wydałyśmy wszystkie pieniądze na ciuchy, ćwiczyłyśmy jogę, aż coś mi strzeliło w krzyżu, oglądałyśmy Dodę z Nergalem w Sopocie i zrobiłyśmy górę naleśników.

A potem zasłużony odpoczynek.

I wróciłam do Bianki.

A Kasia Wilk na festiwalu była genialna. Nawet z tym kapciem z gipsu.

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Piękna A. wyszła za mąż

W ostatnią sobotę Piękna A. wyszła za mąż za Chrisa, którego ksiądz uparcie nazywał Kristoferem.

Nie mam jeszcze od nikogo zdjęć z wesela, tylko parę swoich robionych moim telefonem, którego zazdroszczą mi najlepsi fotografowie National Geographic.

Więc jedziemy, jedziemy!

Było całe mnóstwo szamy, najedliśmy się jak dzikie bąki.
Tu na zdjęciu A., która pięknie śpiewa demonstruje głowę ryby, która łypała na nas okiem.

Było całe mnóstwo picia.
Tak dużo, że trzeba było brać ze sobą, żeby pomóc im jakoś pozbierać się z tym wszystkim. Naprawdę.

Wesele odbyło się gdzieś na Kaszubach. W niedzielę skoro świt (o 11), gdy styrani i nieprzytomni ( po całonocnym czuwaniu) wyszliśmy ze swoich pokoi, naszym oczom ukazał się taki o widok:

No i co było robić. Nie mieliśmy wyjścia. Popłynęliśmy z Pegazem rowerem wodnym na środek jeziora.


Gdzie słońce poparzyło moją strzaskaną na mahoń skórę tak, że nie mogę teraz ruszać ramionami.


A potem z innymi wznieśliśmy kilka(naście) toastów za Młodą Parę i skończyło się to mniej więcej tak:

Dziś przyszłam do Pięknej A., żeby zjeść resztę tortu i wypić całe wino, które zostało.


A tak naprawdę to po to, żeby pożegnać ją przed czwartkiem. Kiedy to wyleci do Anglii już na stałe.
I na szczęście wtedy, gdy płakałam stojąc z Piękną A. w przedpokoju, nikt nie robił żadnych zdjęć.

Pa Asiu.

niedziela, 19 lipca 2009

"I had the time of my life" czyli wieczór panieński Pięknej A.

No i stało się!
Wieczór panieński Pięknej A. w końcu się odbył.

Piękna A. nas bardzo ładnie ugościła.


Bardzo, bardzo ładnie.


Jednak nie mogło być żadnej ściemy i Piękna A., musiała przejść przez niezwykle trudne testy sprawdzające, czy może objąć nową rolę.

Więc musiała ulepić ciasto.


A potem z tego ciasta najważniejszą część mężczyzny.

Niestety dla tej zakochanej dziewczyny nie ma już nadziei.

Panieński bez półnagiego dziada? Jakże to tak?

Ja w pijackim omamie uderzyłam w rzewne tony w stylu "curuś moja curuś już ty panienką nie będziesz!'


A potem pojechałyśmy do Gdańska na balety i tu już urwę tę relację...

Tylko pokażę Wam, co działo się kilka godzin później w pewnym samochodzie wiozącym dwie uczestniczki panieńskiego do domu:




:D

wtorek, 7 lipca 2009

Superbohaterowie

Cokolwiek robią - robią to najlepiej. A wszystko, co robią, jest najlepsze na świecie.


Więc byłam na Openerze.


I Pegaz był ze mną.

Na zlot żaglowców przyjechała Sowa ze swoimi znajomymi, więc w czwartek wieczorem uskutecznialiśmy małą integrację na polu namiotowym, na które wkradliśmy się z Pegazem używając naszych supermocy (wejściówek znajomych Sowy).

A nad ranem łapaliśmy na bosaka wschód słońca.

Aż przechyliliśmy horyzont.

Myślę, że we dwójkę ustaliliśmy standardy Super-Śniadania.
I wyzywam każdego na pojedynek na śniadania, bo nie wierzę, że ktoś kiedyś miał lepsze, od tamtego naszego na kocyku nad morzem.


Skoro już kupiliśmy bilety, to zahaczyliśmy o gdyńskie lotnisko i Openera, gdzie spędziliśmy 80% czasu stojąc w przeróżnych kolejkach a ja rozleciałam się na kawałki na koncercie Mobiego.

Poszliśmy na kino letnie na molo na "Slumdoga", gdzie po tym, jak wszyscy rozsadowili się wygodnie na leżakach, lunął deszcz. Na miejscu została tylko dwójka chichrających się superbohaterów zakryta folią i pijąca najpaskudniejsze wino na świecie z plastikowych kieliszków.

Razem tapetowaliśmy mój pokój, przy czym o mało co nie doszło do rękoczynów :)

Dziś Pegaza już nie ma i nie mam już supermocy.

środa, 17 czerwca 2009

Urodziny mojej A.






Mam nadzieję, że je rozczyta. A nawet jeśli nie, to na pewno dobrze wie, jak bardzo Ją kocham i chcę, żeby była szczęśliwa.



Sto lat Aguś :*