Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cztery kąty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cztery kąty. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 stycznia 2012

Przeprowadzka

Jednym z najtrudniejszych momentów zeszłego roku była przeprowadzka.
Gdy przyjechałam do mojego nowego domu i dostałam klucze, wcale nie miałam ochoty skakać z radości i otwierać szampana (nie lubię szampana).
Miałam ochotę siąść na podłodze i się rozpłakać.

Z pewnością nie pomógł fakt, że poprzedni właściciele wykręcili nawet żarówki zostawiając smutno wiszące kable z sufitu.

Ludzie mówili mi, że wszystko z czasem jakoś się ułoży. Ale trudno było wtedy to uwierzyć.

Nie było łatwo. Jednak daliśmy radę dzięki pomocy Sh. i A., którzy cały tydzień wbijali się w stare ciuchy i pomagali nam w remoncie. Dzięki czemu (a także Ikei, którą kocham) czuję się tu jak w domu.
Dużo dało także ściągnięcie gazet z okien.
To lecimy.

Before:



After:




Before:




After:



Jest jeszcze masa (masa) rzeczy do zrobienia. Choćby trzeci pokój, który nazywam (żeby zdenerwować Pegaza) dziecięcym. Gdy ludzie chcą go zobaczyć, mówimy im, że zamek w drzwiach się popsuł.
Karnisz do powieszenia, wycieraczka do kupienia, połowa okna do umycia...

Ale teraz wiem, że wszystko z czasem się jakoś ułoży.

piątek, 30 grudnia 2011

Miłość x 4

1.
Sh. i jego A. właśnie wrócili z Afryki i dziś oznajmili nam, że wzięli tam masajski ślub bez białej sukni, tysiąca gości i deski serów, za to z bransoletkami z kamyków. Na moje pytanie, czy on jest ważny tu w Polsce, odpowiedzieli równocześnie -
A.: Nieee
Sh.: Oczywiście, że tak!


2.
Czy wiecie, że Nowy Port zamieszkują nie tylko ludzie w kapturach plujący, palący i pijący przed klatkami schodowymi, ale również Jowita, która po prostu ot tak dała mi regał?


...który kocham?


3.

I nie tylko ja :)

4.

Co jest prawdziwym testem miłości?
Gdy mama wiesza mokre pranie nad wanną zaraz przed tym, jak masz się wykąpać.

wtorek, 22 listopada 2011

IKEA

Zawsze sądziłam, że wszyscy mieszkańcy Trójmiasta, którzy mają dzieci, czekają na niedzielne popołudnia, by wsadzić dzieci do samochodów i jechać z nimi do Ikei. Gdzie te do woli biegają, biegają płacząc lub tylko płaczą. Musi być w tym ziarno prawdy, bo dziś, we wtorek w całym sklepie była może dwójka dzieci (oba płaczące, tylko jedno biegające).



I nikt inny jak Ikea właśnie odpowiada za chwilowe zbratanie się moich dwóch kotów.



Bo nawet Bianka słysząc szelest folii zawsze wyjdzie ze swojej kryjówki, by ją pozaczepiać. Bratanie trwało pół minuty, nie skończyło się najlepiej dla Bolusia, a dla folii jeszcze gorzej.



W przybijaniu ramy pomagał Bolek.


A oto efekty.


Jak widzicie moi drodzy Czytelnicy, jeśli idzie o zdjęcia, ich jakość jest niezawodnie ta sama :)

wtorek, 15 grudnia 2009

Doświadczenie utraty

Miałyśmy dziś z moją A. sajgon w domu.



Wstawiali nam nowe okna i dziś, po raz pierwszy w tym mieszkaniu, nic na mnie nie wieje :)
No chyba, że sobie zrobię opcję *pyk* rozszczelnienie i proszę, jak ładnie hula.

Wstawianie okien wiąże się z niesamowitym bajzlem. Bianka z zawałem serca siedziała w łazience i gwizdała (gdy się czymś bardzo przejmie, to wtedy zawsze gwiżdże), my z moją A. siedziałyśmy w kuchni w kurtkach, a dwóch kolesi walczyło z oknami. ("tylko prosimy uważać, bo jak śnieg leży na parapecie, to okna mogą wypaść")

Ponad rok po mojej obronie nareszcie mogę wymawiać słowa "praca magisterska", co jest teraz całkiem przydatne, bo Z. wysłała mi jeden rozdział swojej do sprawdzenia.
Z. zawsze była jedną z najlepszych osób na naszym roku, więc czuję się teraz jak debil, czytając jej pracę i przypominając sobie swoje żałosne wypociny. A czemu o tym piszę? Bo praca Z. traktuje o utracie jako doświadczeniu granicznym.


I takie graniczne doświadczenie mnie spotkało, gdy po wyjściu monterów chciałyśmy z moją A. podłączyć z powrotem internet i okazało się, że podłączyć to ja mogę najwyżej palec do prądu, bo internetu nie było, jakiś błąd, że cośtam. Nic. Siedzieć i płakać.

Ale Pegaz, który jest zarówno informatykiem jak i królem świata (i dlatego właśnie jesteśmy dla siebie stworzeni), wszystko mi przez telefon naprawił i tylko z dwiema bluzgami, czterema papierosami, jednym krzykiem i tylko jednym rzuceniem słuchawką.
Jak to nie jest przeznaczenie, to ja się pytam, co?

poniedziałek, 7 września 2009

Rzeczy ważne i ważniejsze

Przede wszystkim dziękuję tym, którzy kupili Lotka na ostatnie sobotnie losowanie, a dzięki którym moje konto wzbogaci się o 12 milionów już jutro.


Z jeszcze ważniejszych spraw: mam nową firankę.

Ten ważki fakt zobowiązuje mnie do zaproszenia Was w najbliższą sobotę do mnie na niewielką alkoholizację.

Teraz najważniejsze:
dziś na jodze dotknęłam palca u stopy. Swo-je-go!
:D

wtorek, 25 sierpnia 2009

Nie ma problemu

Ilu niebieskookich brunetów potrzeba do naprawy zatkanego zlewu?

Jak się okazuje - żadnego.
Moja A. wróciła z pracy, założyła rękawice i odkręciła to ustrojstwo. Obie umarłyśmy z obrzydzenia, ale zlew sobie elegancko stoi przetkany.


Obejrzałam 'Senność' i mi jakoś tak smutno i strasznie.
Jakiś niebieskooki brunet jednak by mi się przydał.

Jest problem.

Bo zatkał się nam zlew.

Kupiłam kreta w granulkach. W zlewie stała woda i trochę zdołałam jej wybrać, ale zostało tak z 5 cm.
Wsypałam do odpływu tego kreta i zaczęło się pienić i tę pianę wywaliło do zlewu.

Więc wsypałam znowu kreta i teraz piana zajmuje cały zlew, a woda nie zeszła ani o centymetr.

Pytanie: co robić?

(moja A. będzie tu za godzinę)

środa, 8 lipca 2009

Dzieła

Nie wiem, o co chodzi ale po ostatnich paru dniach coś mnie wzięło na kwiaty i moja ściana w cudowny sposób rozkwitła:

Tak, nadal jestem najgorszym fotografem pod słońcem.


Za to Pegaz ślicznie rysuje. I właśnie tak sportretował mnie w moim pokoju:

Jak to śpiewał Joe Cocker - You are so beautiful.. to me.


A ta otwarta i wybebeszona szafa to najnowsze poranne dzieło mojej Bianusi wraz z dumną autorką spoczywającą niewinnie na kocyku:

wtorek, 7 lipca 2009

Superbohaterowie

Cokolwiek robią - robią to najlepiej. A wszystko, co robią, jest najlepsze na świecie.


Więc byłam na Openerze.


I Pegaz był ze mną.

Na zlot żaglowców przyjechała Sowa ze swoimi znajomymi, więc w czwartek wieczorem uskutecznialiśmy małą integrację na polu namiotowym, na które wkradliśmy się z Pegazem używając naszych supermocy (wejściówek znajomych Sowy).

A nad ranem łapaliśmy na bosaka wschód słońca.

Aż przechyliliśmy horyzont.

Myślę, że we dwójkę ustaliliśmy standardy Super-Śniadania.
I wyzywam każdego na pojedynek na śniadania, bo nie wierzę, że ktoś kiedyś miał lepsze, od tamtego naszego na kocyku nad morzem.


Skoro już kupiliśmy bilety, to zahaczyliśmy o gdyńskie lotnisko i Openera, gdzie spędziliśmy 80% czasu stojąc w przeróżnych kolejkach a ja rozleciałam się na kawałki na koncercie Mobiego.

Poszliśmy na kino letnie na molo na "Slumdoga", gdzie po tym, jak wszyscy rozsadowili się wygodnie na leżakach, lunął deszcz. Na miejscu została tylko dwójka chichrających się superbohaterów zakryta folią i pijąca najpaskudniejsze wino na świecie z plastikowych kieliszków.

Razem tapetowaliśmy mój pokój, przy czym o mało co nie doszło do rękoczynów :)

Dziś Pegaza już nie ma i nie mam już supermocy.

sobota, 13 czerwca 2009

W najbrzydszą sobotę roku

...siedzę sama w domu z Bianką.
Akurat to mam w małym paluszku, więc zajęć mi nie brakowało.

Postałam na balkonie.
Zagłosowałam w głupiej ankiecie na gronie.
Zrobiłam pranie.


Otworzyłam sezon na śliwki.

(i pobawiłam się picasą ;p)

I skończyła mi się wena na następnych kilka godzin, więc siadłam do sudoku.
Tja...



Boże jaka nuda.

niedziela, 3 maja 2009

Majówka

Byliście na działce, nad jeziorem, na grillu czy na rowerach?
To uroczo. Bo ja pracowałam.

Z przerwami na imitację ogródka czyli mój balkon.

Siedziałam trzy dni w domu sama z Bianką, której gorąco już daje się we znaki.

Uczyłam ją mówić "mama", ale póki co osiągnęłyśmy tylko "ma".

Ok, ja też siedziałam na słońcu.

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Syndrom pustego domu

Po świętach zawsze ciężko jest mi się przestawić na tryb ja+kot. Po tych trzech dniach pełnych jedzenia, ludzi i jedzenia czuję się w swoim domu jak pustelnica (z zamrożonym jedzeniem).
W dodatku moja A. jeszcze nie wróciła.


I tak o. Tylko ja, Bianka i plama na suficie w łazience, którą zafundował nam pomarańczowy sąsiad z góry.


.

sobota, 4 kwietnia 2009

"Tak właśnie mija nas czas"

Z okazji pięknej i zachęcającej do spacerów pogody, zostałam w domu i umyłam okno.
Potem leżałam, oglądałam swoje dzieło, rozczapirzałam palce u stóp i czekałam, aż ktoś zaproponuje spacer, wypad, imprezę albo coś.

Żadne zaproszenie nie spadło mi z nieba. Więc, no cóż...

A dziś na TVN "Bridget Jones". Mogłabym powiedzieć to, czego nie lubi Tomek chłopak z sąsiedztwa - "jestem jak Bridget Jones".
Ale brakuje mi pewnego szczegółu:

Więc, no cóż...

wtorek, 17 marca 2009

Moja A. miała wolny dzień

Moja A. miała dzisiaj wolny dzień.
Jak zwykle, gdy mamy wolne dni, zamiast leżeć do góry brzuchem, trzeba załatwić cały pierdylion spraw na mieście. I jak zwykle zamiast słońca, które świeci tylko wtedy, gdy jesteśmy w pracy, pada wszystko, co tylko możliwe.

Moja A. była w bankomacie, na poczcie (Z.! Już wysłane! Priorytet - więc powinno dojść jeszcze przed Bożym Narodzeniem) i odebrała po 7 miesiącach dyplom z dziekanatu :)

Potem stała godzinę w kolejce w UPC, żeby dowiedzieć się od miłej i kompetentnej pani, że nie może oczekiwać, że wydadzą jej zaświadczenia o opłacaniu internetu BO NIE. Chyba, że napisze gdzieśtam i zapłaci 20 złotych.

Potem u pani w PKO BP dowiedziała się, że nie może wyczarować potwierdzeń przelewów z konta starszych niż rok BO TAK. Chyba, że zapłaci 15 złotych.

I tak sobie moja A. wróciła do domu w mokrych włosach i rumianych policzkach. I nic dziwnego, że w naszej łazience pojawiało się dziś coś takiego:

Jakie to szczęście, że mi jeszcze taaak do tego daleko, uo ho ho ho!




uo ho ho..... :<

wtorek, 3 lutego 2009

A co u mnie?

A mamy aptekę w domu.

Jestem rozwalona.

Aniołek nad spadł znad lustra w łazience. to ja:


a ja zamieniam się w Biankę.

czwartek, 18 grudnia 2008

:)

Tralala..lala



laaaaaaaaaaaaaaaaaaa

la.

niedziela, 16 listopada 2008

Marzenia

Jest taka Fundacja "Mam marzenie", która spełnia marzenia chorych dzieci. W tę sobotę dzięki ludziom z Fundacji mała Marlenka z Gdańska, chorująca na guza mózgu zamieniła się w księżniczkę w pięknej sukni i koronie, w karocy pojechała na bal do Dworu Oliwskiego. Tu jest strona Fundacji i spis niesamowitych rzeczy, które już zrobiła.

Poza byciem księżniczką jest wiele marzeń i życzeń, które są w stanie przyjść do głowy dzieciakom.
Dziś na dziecięcej mszy ksiądz jak zawsze zapytał "za co się dziś pomodlimy?". Było więc siedemnastokrotne "za rodzinę" i ośmiokrotne "za mamę i tatę". Dało się także zauważyć uniwersalistyczne dążenia w intencjach typu "za cały świat", "za wszystkich". Coś, co zawsze wprawia księdza w konsternację "za Jezusa" (:D). Dziś jednak miałam swojego bohatera: jakiś szkrab dopchał się do mikrofonu i wykrzyczał "za wszystkich bajkopisarzy i za mojego brata!"

Wracając do marzeń. Postanowiłyśmy z moją A. spełnić nawzajem swoje marzenia.
Jej to jednakowa linia zapachowa płynu do płukania i proszku do prania a moje to ustawienie TVN Style na naszym tv na pierwszym kanale.

Bo prawdziwe szczęście to nie zdobycie tego, o czym się marzy ale marzenie o tym, co można mieć.


A jak już o praniu.. mamy pralkę! :)

sobota, 15 listopada 2008

Koncert Adama

Dziś w Cafe Szafa w Gdańsku odbył się koncert Adama i jego sopockiego zespołu Ćma. Chłopaki już dość dawno nie grali w tym składzie, więc zapowiadał się fajny wieczór.

Nie chcieliśmy z Patrikosem iść nieprzygotowani, więc najpierw zaszliśmy po meczu hokejowym do mnie. Kurtuazyjnie wypiliśmy za zwycięstwo sopockiej drużyny Mad Dogs nad Warszawiakami.
A potem dołączyła do nas piękna A.


I wznieśliśmy toast za moją obronę na podyplomówce.
A potem za nasze dyplomy ze studiów magisterskich.

(Ryba wpływa na wszystko)
Potem za to, że A., która pięknie śpiewa będzie śpiewać na weselu pięknej A. (w międzyczasie oblewaliśmy również zaręczyny pięknej A.)

Potem przyszedł Kuba i świętowaliśmy, że pracuje. Ale nie zgodził się zrobić mi masażu nawet za 70 zł.

Pojawił się także toast za przejęzyczenia i za Freuda.

Potem Niektórzy na krótką chwilę odpadli.
A kiedy piłyśmy z piękną A. toast za to, że jesteśmy piękne i młode to był już sygnał, że czas kończyć imprezę.

Ale koncert Adama na pewno był bardzo fajny.

piątek, 7 listopada 2008

Mamy kota! :)

Spędziłam dziś godzinę w raju. Byłam u pani, która ma w mieszkaniu 20 kotów (około, nie była do końca pewna)
Głaskałyśmy, całowałyśmy i tuliłyśmy puchate i skaczące kulki.
Wyniosłyśmy stamtąd kilogram kociej sierści na ciuchach i piękną, przerażoną kotkę.
Ten tydzień jest tak na próbę, ma się u nas zaaklimatyzować, ale już widzę, że nie będzie z tym żadnych problemów.
Poznajcie Biankę, najpiękniejszego kota na świecie:


(aktualnie pod komodą, pod którą weszła godzinę temu i nie chce wyjść)

wtorek, 4 listopada 2008

Brakujący element

Nadal walczymy o kota.




Dziś dowiedziałam się o czymś takim jak umowa adopcyjna podpisywana przed adopcją kota. Tak.
To znaczy, że będę adopcyjną matką i moja A. też.
Więc chcąc nie chcąc stanowimy homoseksualny związek.


Tylko teraz pytanie, kiedy mu powiedzieć "Kocie..jesteś adoptowany"?