Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Familiada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Familiada. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 maja 2010

Nareszcie!

Już! Już jest! Coś, na co czekałam baaardzo długo i z wielką niecierpliwością!

Ma 3,6 kg i 52 cm.
Nazywa się Michał i jest pierwszym dzieckiem mojej siostry :)

Lecę do niego z Mamą w czwartek (:

A poza tym moi Drodzy są już polskie truskawki! Przyznać się, kto już ma za sobą pierwsze truskawkowe zatrucie?;)

czwartek, 27 maja 2010

Mama's day

Jako córka roku postanowiłam zrobić Mamie niespodziankę i zaskoczyć ją swoją wizytą.

Gdy już wylądowałam w E. z bukietem kwiatów w ręku (swoją drogą pierwszy raz w życiu zobaczyłam zielone kwiaty), zadzwoniłam do Mamy i okazało się, że właśnie była w drodze na działkę i wjechała rowerem na najwyższą górę na świecie. No cóż, musiała szybko wrócić, bo byłam głodna :)


Po okrzykach radości i niedowierzania zjadłyśmy rybę, makaron z truskawkami, ciastka, winogrona i kiełbasę, napiłyśmy się piwa i obejrzałyśmy w piżamach "You Can Dance".

Nie może zatem dziwić mój apel - zrobić więcej takich dni!


sobota, 3 kwietnia 2010

Kwiecień czyli historia pewnego żartu

Chociaż nie uważam się za osobę szczególnie lotną, to zdarzają mi się momenty chwały, gdy to wpadam na świetny pomysł.

Tak jak 1. kwietnia.
Siedziałam w pracy przy komputerze i nagle stało się. Wpadłam na świetny pomysł.

W ramach prima aprilis postanowiłam na swoim Facebooku napisać, że jestem zaręczona.


To, co zaczęło się dziać kilka sekund po tym, trochę mnie przerosło.
Wieść o tym, że wejdę w ten jakże radosny i piękny stan cywilny przedrozwodowy poniosła się aż za Ocean.
Zaręczona pobyłam przez jeden dzień i muszę Wam powiedzieć, że nie jest to takie najgorsze uczucie, polecam.
I pozdrawiam Adama vel. "patrząc na twoje doświadczenie mogłem uwierzyć, że to nie był prima aprilis".


Było nie było, przyszły Święta.

We dwie z Mamą walczymy z tą Wielkanocą.



I idzie nam całkiem nieźle.


Wesołych Świąt Kochani!

wtorek, 22 grudnia 2009

To, co kocham

Ten post będzie o tym, co kocham.


Kocham prezenty, moich przyjaciół, czekoladę i Biankę.


Kocham też święta. Żeby celebrować tę moją miłość, świętuję już od tygodnia.
Zaliczyłam Kolibę, w której DJ dorzucał do ognia i to wcale nie była przenośnia.
Byłam u Sh, który zrobił wigilijne spotkanie.

I dał mi prezent!!! Książkę z Simon's Cat :)))))

Simon's Cat to animowana wersja Bianulki :)

Dziś spotkałam się z piękną A. i jej mężem Chrisem, bo od wczoraj są na polskiej ziemi i dostałam od nich.....

Czy te święta mogą być jeszcze lepsze?

Kocham piękną A. nie tylko ze względu na to, że zna słowa wszystkich piosenek Beyonce na pamięć, ale także dlatego, że zgodziła się zaglądać do Bianki.


Bo Bianka, która teraz zadowolona siedzi w mojej torbie, jeszcze nie wie, co ją czeka do niedzieli :|


Jadę jutro zaraz prosto z pracy. Święta spędzam w E. z Mamą, moją siostrą i jej mężem i... ich bobasem, który jest jeszcze w brzuchu :)

Mogę nie mieć okazji potem, więc.... życzę Wam radosnych Świąt Kochani :)

wtorek, 26 maja 2009

Człowiek nr 1.

Niezaprzeczalnie i niepodzielnie.
Pierwsze miejsce w rankingu wszystkich ludzi.


Rzuciłam wszystko w pierony i przygnałam moim ulubionym środkiem lokomocji do E.

Ok, wcale nie jestem takim dobrym dzieckiem, które leci do domu, żeby tylko chwilę tam pobyć, bo to nie było tak zupełnie bezinteresownie ;) -->

(dieta srieta ;p)

Lubi czerwone grejpfruty, Jerzego Połomskiego, nordic walking i swoją działkę.
Nie potrafi szyć, otwierać jakichkolwiek opakowań według instrukcji, nastawić video na nagrywanie i zanim założy okulary trzyma gazetę do góry nogami.

Każe mi myć drzwi i wszystkie kratki wentylacyjne w domu. Zwraca mi uwagę, że źle stawiam stopy, gdy chodzę i "czemu znowu w spodniach zamiast w spódniczce jak dziewczyna??".

Jest najlepszą osobą, jaką kiedykolwiek znałam i moim największym wsparciem.
Odkąd zostałyśmy same, nikomu nie ufam tak jak Jej.
Nie wiem, ile lat musiałabym żyć, żeby jakoś móc się odpłacić za to wszystko.

Kocham Cię Mamo.

wtorek, 3 lutego 2009

Post z dwoma imiesłowami

Jak wiele pokoleniowych porażek krótka fascynacja piosenką "4 nad ranem" mnie nie ominęła. I teraz, gdy tak leżałam w łóżku nie mogąc zasnąć, to właśnie ten kawałek przyszedł mi do głowy.
"Może sen przyjdzie, może mnie odwiedzisz"
Sen raczej się do mnie nie wybiera, ale chociaż Bianka widząc, że nie śpię, wpakowała mi się na kolana.

Wczoraj spędziłam dzień z Nuną, moją chrześnicą. Robiłyśmy biżuterię z koralików i jadłyśmy ciastka owsiane.
Nuna jak zawsze zwaliła mnie z nóg. Pokazywałam jej zdjęcia, jakie mam w portfelu i telefonie: Mamy, mojej A., Bianki... "a twój tata nie lubi zdjęć??"
Albo "a ja w swoim portfelu mam zdjęcie Pana Boga"
"Nuna, a jak On wygląda na tym zdjęciu?"
"Nie pamiętam, dawno go nie używałam"

ja też nie.


Tymbark: Liczę na Ciebie

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Iga rysuje

Często przy diagnozie dzieci psycholog posługuje się ich rysunkami.
Nasza pani z psychiatrii dziecięcej opowiadała nam, że u chłopca widzącego w układzie kresek i figur geometrycznych rakietę podejrzewa psychozę. Nikt z nas się wtedy na tych zajęciach nie odezwał - bo wszyscy widzieliśmy na tym rysunku rakietę.

Dlatego trzeba podejść dość sceptycznie do wszelkich diagnoz psychiatrów i psychologów stawianych na podstawie dziecięcych bazgrołów.

Przyjechałam dzisiaj od Mamy i przywiozłam ze sobą słoik marynowanej papryki i kilka znalezionych rysunków, które zrobiłam, gdy byłam mała.

Przy większości można się posikać ze śmiechu. Ale jeden może być dość niepokojący:

Dłuższą chwilę zastanawiałam się, co ja właściwie chciałam przedstawić rysując w wieku 8 lat brodatego faceta w ciemnych okularach czającego się w krzakach za chłopcem siedzącym na ławce w parku. A to przecież scena z 'Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa' Niziurskiego! :) (należałam do tej części dzieci, które czytały Ożogowską i Niziurskiego zamiast Musierowicz)


Cofnijmy się w czasie. Pięcioletnia pyzata ruda Basia rysująca ludziki w perspektywie liniowej wprost z egipskich hieroglifów. Czy pozbawienie tych ludzików szyi i połowy ramienia to już początek psychozy mającej objawić się w wieku starczym?
Ochoczo maszeruje Wojsko Polskie.

Niepełnosprawni - pełnosprawni w pracy. Listonosz mimo, że głowa wyrasta mu z tego samego miejsca co ramię zakończone trzema palcami, odbiera i donosi listy.

A jedna z tych dwóch dziewczynek topless to autorka tego bloga (łokcie nadal stanowią anatomiczną tajemnicę)

I jeszcze mały landszafcik ze zwierzyną.

Ta różanousta rozczochrana postać ujeżdżająca lwa to moja dzielna Mama. A my z siostrą na krokodylu, a co.

To moja piękna Mama w łowickiej spódnicy założonej "na Pawełka" tj. pod same pachy.

Wersja country. Tym razem siedzimy na kaktusie.

Była z nas całkiem kozacka rodzina.


A to Bianusia siedząca na Wojsku Polskim, która nie wyobraża sobie, że mogłabym zająć się czymś poza nią ;)

sobota, 20 grudnia 2008

Elbląsko

Kupiłyśmy z Mamą choinkę. Osadziłyśmy w nowym stojaku, podlałyśmy, ustroiłyśmy i położyłyśmy już pod nią prezenty. Więc pierwsze co.. fota na bloga:

A zaraz potem choinka się przewróciła, tłukąc bombki i zalewając wodą prezenty.

Wesołych Świąt Kochani!

wtorek, 11 listopada 2008

Weekend z Człowiekiem nr 1

Moja Mama jest najlepsza na świecie. Kupiła nam pralkę! Ale i bez tego jest super.
Weszła do domu, zobaczyła Biankę i "co to jest? skąd to macie?" i zaraz zrobiła z nią porządek zrzucając ją z krzesła i komody i lodówki i łóżka. Gdy Bianka patrzyła na nią swoją mordką płaską jak talerz, to moja urocza Mama powiedziała do niej "no i czego tu szukasz? chodź, wypuszczę cię do lasu".
Miałyśmy pójść do kina, ale grali tylko Jamesa Bonda, więc poszłyśmy na lody.
Byłyśmy też w Sopocie i nałaziłyśmy się jak wariatki od Monciaka po molo aż do samego Jelitkowa.. Ale oczywiście zachowałyśmy stały punkt każdej wycieczki do So :)


A to jest klif. Kiedyś tam będę.


I chciałam ogłosić, że jestem absolutnie, szaleńczo i bez reszty zakochana w tej oczytanej kulce puchu.


Myślę, że już oficjalnie zostałam starą panną.

środa, 29 października 2008

Piękna A. wyjeżdża


Tak, wiem, że tylko na 10 dni, ale już myślę o tym, co będzie za rok, gdy wyjdzie za Chrisa i zamieszka z nim w Leeds już na stałe.
I aż chciało by się zanucić "gdy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?", ale na całe szczęście mam zapalenie dziąseł i nie mogę otwierać buzi :)

Jeszcze przed wyjazdem zdążyła zrobić prezent ślubny dla mojej siostry - piękny album, wzbudzający zachwyt wszystkich gości, którzy uwierzyli, że to ja go zrobiłam :]








Na pewno przyniesie im szczęście :)

poniedziałek, 7 lipca 2008

No jestem, jestem!

Lubię Warszawę, bo:

- Pola Mokotowskie są naprawdę git

- metrem jeździ się bez problemu, bo jest tylko jedna linia i nawet moja Mama by się nie zgubiła

- można zobaczyć ludzi z telewizji

Nie lubię Warszawy, bo:

- tam mieszkają Warszawiacy

Warszawa Warszawą, ale weekend spędziłam na pięknej Lubelszczyźnie. Jadłam czereśnie i piłam piwo. Pojechaliśmy nawet nad jezioro, gdzie - jak to zwykle bywa na plaży - odbył się wielki festyn cellulitu i rozstępów, w którym nie chciałam brać udziału i siedziałam sobie w ciuchach na kocu rozwiązując sudoku. Ale opaliłam sobie nos i stopy.

A wieczorem grill i tańce przy ukraińskim popie.

Od Babci przywiozłam jajka, mleko i kwiatka z ogrodu do zasadzenia na balkon. Jajko się potłukło, mleko skwaśniało a kwiatek padł.

Ale co się najadłam tych czereśni, to moje :)

a fotka zrobiona FEDem :)

sobota, 21 czerwca 2008

U cioci na imieninach

Zawsze, jak jestem u swojej cioci, to jest mnóstwo jedzenia (przeważnie gotowanych jajek), picia, śmiechu i zagajek o D., a co tam u niego, a kiedy ślub. Dziś było tak samo, tylko bez pytań o narzeczonego ;) Obżarłam się jak świnia. Arbuza i czereśnie popiłam winem i teraz radośnie umieram. Dziś moi Drodzy.. Kolyba! Czyli sopocki lans bez napinki. Tylko musiałam obiecać, że nie będę tańczyć na stole i śpiewać do pustej butelki.
A. wróciła nareszcie z dwutygodniowego wygnania do Wrocławia.
Nawet dzisiejszy Tymbark o tym wie: Jesteś, no i w porządku.