Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianka. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 marca 2012

Reminiscencje

Z podstawówki najlepiej pamiętam to uczucie w niedzielę wieczorem, gdy okazywało się, że na jutro na pracę technikę potrzebuję miedzianego drutu, tektury falistej i kalarepy.
Oczywiście powiedziałam o tym rodzicom za późno o kilka dni i była wielka niedzielna awantura.

Odkąd pamiętam, miałam problem z robieniem czegoś na czas, dlatego kogo może dziwić, że dziś publikuję zdjęcia z zeszłomiesięcznego urlopu?

Zakładając, że ktoś czyta mój blog.



W trakcie tego wyjazdu na narty potłukłam się strasznie i dostałam zakwasów. Głównie przez grę w ping-ponga i upadek ze schodu (dość kompromitujący).


W tak pięknej górskiej miejscowości delektowaliśmy się tym, co w niej najlepsze:


Imprezami w górskiej chatce.

I regionalnymi specjałami.




Znana ze swojego uwielbienia dla sportów zimowych niemal nie schodziła z nart.

dowód:



Piękne widoki, wyłączony budzik, oscypek z żurawiną... Wszędzie dobrze.


Ale w domu najlepiej.


Pomarańczowa plama z cyferkami? Oh nie, to marzec według Tylkowskiego i mojego super aparatu ;)

sobota, 14 stycznia 2012

Chorobowe

Nigdy do tej pory nie byłam na chorobowym, więc nie wiedziałam, jak to jest.
Dlatego miałam cały ten dzień zaplanowany.

Segregowanie ubrań (noszę; nie noszę, ale będę nosić; nie będę nosić, ale nie wyrzucę; wyrzucę, więc położę tutaj), segregowanie przepisów (zrobię; zrobiłam i było niejadalne; nie zrobię, ale poudaję, że zrobię) i mycie podłóg.
Otóż w myśl zasady "zawsze wszystko jest inaczej" rzeczywistość okazała się różnić od moich wyobrażeń.


Gdy tylko nie leżałam obłożona chusteczkami i kotami, inhalowałam się z kocem na głowie.



Cały dzień spędzony tylko z kotami dał mi możliwość obserwacji tego, co zazwyczaj robią, gdy my jedziemy do pracy.




Okazuje się, że jeśli nie wchodzą na parapety i regały, nie zjadają lampek choinkowych, to po prostu śpią.

Czytałam kiedyś, że koty wyczuwają chore miejsce u człowieka i właśnie na nim siadają. To chyba prawda, bo gdy chciałam skorzystać z kompa, Bianka usiadła między moją twarzą, a laptopem. Mogłam jedynie sięgnąć po telefon.



I tak o. Ja tu sobie choruję, a w tym czasie zmieniła się pora roku:


środa, 11 stycznia 2012

Top model

Pewnego dnia siedziałam i nie wiedziałam, co zrobić. Wtedy to postanowiłam, że Bolutek weźmie udział w fotograficznym konkursie piękności.
Jedyne, czego potrzebowałam, to dobre zdjęcie.


Każdy, kto ma zwierzę, które nie jest patyczakiem, wie, jak trudno jest zrobić mu zdjęcie.

Oczywiście znacznie łatwiej byłoby, gdyby Boluś zechciał w jakikolwiek sposób współpracować, jednak on miał swoje plany na ten wieczór...









Pegaz był bardzo pomocny i zaangażowany



W końcu jednak nawet i Bolo padł ze zmęczenia, co ja resztą sił wykorzystałam:






Na moim podium są dwa pierwsze miejsca :)

środa, 4 stycznia 2012

Przeprowadzka

Jednym z najtrudniejszych momentów zeszłego roku była przeprowadzka.
Gdy przyjechałam do mojego nowego domu i dostałam klucze, wcale nie miałam ochoty skakać z radości i otwierać szampana (nie lubię szampana).
Miałam ochotę siąść na podłodze i się rozpłakać.

Z pewnością nie pomógł fakt, że poprzedni właściciele wykręcili nawet żarówki zostawiając smutno wiszące kable z sufitu.

Ludzie mówili mi, że wszystko z czasem jakoś się ułoży. Ale trudno było wtedy to uwierzyć.

Nie było łatwo. Jednak daliśmy radę dzięki pomocy Sh. i A., którzy cały tydzień wbijali się w stare ciuchy i pomagali nam w remoncie. Dzięki czemu (a także Ikei, którą kocham) czuję się tu jak w domu.
Dużo dało także ściągnięcie gazet z okien.
To lecimy.

Before:



After:




Before:




After:



Jest jeszcze masa (masa) rzeczy do zrobienia. Choćby trzeci pokój, który nazywam (żeby zdenerwować Pegaza) dziecięcym. Gdy ludzie chcą go zobaczyć, mówimy im, że zamek w drzwiach się popsuł.
Karnisz do powieszenia, wycieraczka do kupienia, połowa okna do umycia...

Ale teraz wiem, że wszystko z czasem się jakoś ułoży.

czwartek, 22 grudnia 2011

Bianusia i Boluś

Gdy ma się tak cudownego kota jak Bianka, jedyną słuszną decyzją jest wzięcie drugiego takiego samego.


Stąd właśnie u nas Boluś, który miał być kopią Bianulki.


Okazało się jednak, że on i ona diametralnie się różnią!


Mają zupełnie różne głupie pomysły: podczas gdy ona zjada słomki w szklankach z napojami, on gryzie światełka choinkowe

Ona obraża się śmiertelnie za wpychanie jej tabletki do gardła, on zalewa się wtedy pianą i gryzie mnie po palcach


Ona ucieka w panice, gdy ktoś niesie w ręku coś większego niż książka, on wniesioną do domu choinkę wita od progu z podniesionym ogonem i wielkimi okrągłymi oczkami


Gdy ktoś dzwoni do drzwi, Bianka chowa się przez pół godziny pod łóżkiem, a Bolek już stoi w przedpokoju gotowy, bo przecież ten ktoś za drzwiami przyszedł właśnie do niego


Bianka nie zje niczego poza swoją i Bolutka karmą, Boluś zje wszystko poza swoją karmą


Jednak w dwóch kwestiach są identyczni:

Oboje muszą spać koło mnie


i..




Tak, jestem gotowa, by jechać na święta do Mamy. (Bolek podobnie jak Bianka wydelegował się sam)

Pegaz jedzie jutro samochodem do Opola, więc wszystkim, którzy "marzą o białych Świętach", proponuję chwilę refleksji nad wypadkami, opóźnionymi lotami, odwołanymi pociągami i zerwanymi trakcjami. Śnieg ssie.

Wesołych Świąt!

poniedziałek, 19 grudnia 2011

All I want for Christmas


Pakowanie jak każda inna czynność manualna nigdy nie było moją mocną stroną.

Stąd też obdarowywane przeze mnie osoby musiały silić się na sztuczne uśmiechy już trzymając pakunek jakby wyjęty z ogniska dla niepełnosprawnych dzieci.




Gdy masz kota pakowanie staje się zdaniem jeszcze trudniejszym.



Gdy masz dwa koty, przestaje to być możliwe.



(macie pojęcie, ile kosztuje ten zestaw plastikowych zwierząt z anomaliami?!)

czwartek, 8 grudnia 2011

Drapak

By oduczyć Bolutka drapania bardzo wyrafinowanej i stylowej ściany z imitacji łupka w stylu późnych lat dziewięćdziesiątych w przedpokoju, kupiliśmy mu drapak.

Jako że lubimy wszystko robić z rozmachem, to się rozmachnęliśmy i kupiliśmy mu taki z budką i dwoma platformami do leżenia.



Gdy Pegaz go składał, Bolek oglądał W11.



Na chwilę zainteresował się nim, gdy Bianulka podeszła i zaczęła z niego korzystać (najmądrzejszy kot na świecie)




Ale poza tym ma go gdzieś, a najlepszą rzeczą, jaka mogła mu się w życiu przytrafić to...




...karton po drapaku.


A drapak z budką i dwoma platformami?


Czasem służy nam za dodatkowy stolik, gdy mamy gości.

wtorek, 22 listopada 2011

IKEA

Zawsze sądziłam, że wszyscy mieszkańcy Trójmiasta, którzy mają dzieci, czekają na niedzielne popołudnia, by wsadzić dzieci do samochodów i jechać z nimi do Ikei. Gdzie te do woli biegają, biegają płacząc lub tylko płaczą. Musi być w tym ziarno prawdy, bo dziś, we wtorek w całym sklepie była może dwójka dzieci (oba płaczące, tylko jedno biegające).



I nikt inny jak Ikea właśnie odpowiada za chwilowe zbratanie się moich dwóch kotów.



Bo nawet Bianka słysząc szelest folii zawsze wyjdzie ze swojej kryjówki, by ją pozaczepiać. Bratanie trwało pół minuty, nie skończyło się najlepiej dla Bolusia, a dla folii jeszcze gorzej.



W przybijaniu ramy pomagał Bolek.


A oto efekty.


Jak widzicie moi drodzy Czytelnicy, jeśli idzie o zdjęcia, ich jakość jest niezawodnie ta sama :)

niedziela, 13 listopada 2011

Przyjęcia niespodzianki

Uczestniczyłam w takich dwóch. Jedno odbyło się na cześć koleżanki Sh., gdy schowaliśmy się po ciemku w jej pokoju w 20 osób i czekaliśmy, aż przyjdzie, a mi się chciało siku. A z drugiego wróciliśmy wczoraj.
Gdy po kolei wchodziliśmy z klatki do mieszkania A., która pięknie śpiewa, oczy jej męża odzianego w luźny dość każualowy dres robiły się coraz większe. Wszystkiego najlepszego Michał! ;)
Impreza mimo, że robiona na kolanie i w wielkiej tajemnicy, była przednia. Zrozumiałam, że czas już iść, gdy pośród imion dla naszego nowego kota padały takie propozycje jak Bimber, Bigos i Bidet (żeby było podobne do "Bianka").

A co u mnie?

Kupiłam mieszkanie, zamieszkałam z Pegazem, więc jak sami widzicie, nic specjalnie ciekawego się nie dzieje.

No chyba, że przebieramy Bianusię za Króla Juliana i wtedy jest strasznie śmiesznie.

niedziela, 16 stycznia 2011

Adasia już nie ma

Właściwie nie spodziewałam się, że osobą, która najbardziej zatęskni za Adasiem, będzie Pegaz. Okazało się jednak, że kot, który wykonuje więcej ruchów w jedną godzinę niż moja puchata Bianusia w ciągu dnia, przypadł mu do gustu.

Jednak dzień rozłąki nadszedł i musieliśmy oddać Adasia do jego domu. Ale po kolei.


Początkowo Adamowi bardzo zależało na konfrontacji z Bianką, której chęci na to samo były mniej więcej takie:



Jako że znana jestem z wpadania na dobry pomysł, postanowiłam na takiż wpaść.
Pamiętacie, co działo się w przedszkolu, gdy nie chcieliście jeść wątróbki? Niektóre panie przedszkolanki niezaznajomione z dwudziestowieczną myślą pedagogiczną próbowały różnych środków.
Ja też.



Efekty były takie sam jak przy połączeniu rozpłakanego przedszkolaka i wątróbki.


Odpuściłam zatem, jednak Adaś powalczył jeszcze trochę.


Bez efektów.


Resztę pobytu u nas piękny roczny burman spędził na zrzucaniu różnych rzeczy z blatów, stołu i półek. Jak się okazało dopiero po jego wyjeździe, także na odgryzaniu nogi mojemu piernikowemu reniferowi z choinki.



Adaś odjechał, Pegaz się z tym pogodził i tak o... wróciła nasza codzienność.

środa, 5 stycznia 2011

Drugi kot

Zastanawiałam się, jak skończy się wzięcie drugiego kota do domu.

Jak się okazuje, dla jednego oznacza to dodatkową miskę z karmą.


A dla drugiego piekło na ziemi :)


Poznajcie Adasia, który zamieszkał z nami na kilka dni i najbardziej na świecie boi się mojej puchatej Bianusi :)

środa, 29 września 2010

Fragile


Przyjaciół poznaje się w biedzie i nie ma co z tym dyskutować.

Przekonałam się o tym na własnej skórze.


Przechodzę teraz przez całkiem poważne zmiany. Sytuacja mnie trochę przerasta, nie wszystko jest tak, jak powinno być, jak tego chciałam.

W ostatnim czasie zawiodłam się kilka razy, zaskoczyłam bardzo niemile i (żeby pomnożyć jeszcze synonimy) rozczarowałam niektórymi ludźmi.


Jednak to jest mało ważne wobec reakcji innych osób. Pomoc, zrozumienie i prosta (a jak się okazuje dla innych bardzo trudna) obecność.

Nieoceniona Piękna A. potrafiła mnie podnieść na duchu 10 cm kwadratowymi papieru z życzeniami urodzinowymi i 500 kaloriami w eklerze z wbitą w niego świeczką.



A. która pięknie śpiewa nawet nie musiała na mnie patrzeć, żeby wiedzieć, że jej potrzebuję.


Więc jutro popołudniu zawiezie mnie i ten karton do mojego nowego domu.



A Bianka leci w kosmos.


wtorek, 21 września 2010

Wystarczyło powiedzieć



Przecież wystarczyło mi powiedzieć, że chcecie nową notkę, to przecież bym napisała, a nie jakieś protesty, "Gdzie jest notka?!", apele, no po co.


Więc - jak wiecie - miałam urodziny, które w myśl zasady "ile lat - tyle obchodów" obchodziłam z osiemnaście razy.


Przed szereg wyszedł oczywiście Sh., który jeszcze przed godziną zero wyprawił mi imprezę u Kasi i dał tort.



Wypiek ten razem z ręką Sh. i całą klatką schodową Kasi o mało co nie strawił ogień, ale marcepan z woskiem był naprawdę smaczny. Od Sh. i jego dziewczyny dostałam Jengę, która od tamtego dnia podbiła wszystkie spotkania towarzyskie, w których brałam udział.



Wciąż jestem w trakcie wymyślania sposobu, by zagrać w to w pracy.





Sh. obchody otworzył, po czym ja dalej świętowałam w wielu miejscach i z wieloma ludźmi, aż w końcu Sh, je zamknął.



I masz, 18 lat skończone jak nic.





Tak więc wrzesień mijał całkiem spokojnie i poza początkiem Top Model naprawdę nie działo się nic, co by mogło wybudzić mnie z letargu.



Dopóki moja A. nie wróciła z urlopu i nie pokazała pierścionka zaręczynowego od jej M.



I jeszcze Bianka.