Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IgaTv. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IgaTv. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lipca 2010

Znowu Port

Życie jest piękne, dlatego znowu nadarzyła się okazja, by pojechać do Nowego Portu, gdzie Archie ma mieszkanie:




I gdzie nad kanałem odbywały się urodziny Dominika:





HRYP!

"Dominik, jak się czujesz wkraczając w ten wiek?"
"Póki nie robię pod siebie, jest dobrze"

Sh. dał Dominikowi książkę 500 instrukcjami, czyli jak zrobić wulkan, wyznaczać kierunki patrząc na gwiazdy, czy walczyć z krokodylem.

A gdy już mówimy o najlepszych prezentach na świecie, to gdy Pegaz powiedział, że ma coś dla mnie, to w pierwszej chwili pomyślałam, że nie inaczej jak pierścionek zaręczynowy, albo perfumy, niech stracę!

Jednak oczom moim ukazał się...






Niestety komórka nagrywa mi tylko kilkanaście sekund, a dopiero potem on się rozkręca i wchodzi na wysokie tony śpiewając OOoooOOOOOoooooo.

Ale moja A. mnie udusi, jeżeli kiedykolwiek go jeszcze włączę :)

piątek, 25 września 2009

Niespodzianki

Współlokatorka Sh. wyprowadza się od niego (jeżeli lubisz sprzątać, prać i gotować dla kogoś za darmo - dam Ci numer Sh., bo szuka nowej osoby) i Sh. postanowił zrobić dla niej przyjęcie niespodziankę.
Trzeba było widzieć jej minę, jak zobaczyła bandę ludzi z balonami w kształcie chomików czających się w ciemnym pokoju.
Zresztą, co ja Wam będę pisać :) Zobaczcie :)



Ale to i tak nic w porównaniu z moją miną, gdy zobaczyłam dziś Pegaza pod moim balkonem, który jak gdyby nigdy nic przyjechał do mnie na weekend :)
Zresztą, co Wam będę pisać :) Zobaczcie :)

I nie mogę przestać się uśmiechać :)

czwartek, 17 września 2009

A jednak



Byłam dziś w Spółdzielni Literackiej na filmie "Kola", bo chociaż nie wiecie o tym, to lubię czeskie kino.
Był ze mną Sh., którego objadałam, kiedy poszedł do łazienki.
I nawet oczy mu się zaszkliły pod koniec filmu, bo było o uczuciach i małych dzieciach, co czułego Sh. zawsze rozbraja.

Przy okazji dostałam od niego świnkę, która nie tylko ma tę magiczną właściwość, że spod ogona wypadają jej cukierki, ale:



Taki już czuły jest ten Sh.

piątek, 11 września 2009

O pracy, słonecznikach, "Bękartach wojny" i najdłuższych urodzinach świata

Moja praca nadal jest najlepsza na świecie.
Czasem spotykamy się także po niej. Jak np. w środę, gdy poszliśmy na koncert naszego kolegi z redkacji.
Ten kawałek zapowiedział mówiąc, że napisał ją Jacek Skubikowski, a początkowo miała wykonać ją Irena Santor:



Stoczyliśmy tam bitwę pod Grunwaldem. 1410 - 1 kostka drożdży, 4 kg cukru i 10 l wody.
Rano więc przyszłam z taaaaaką dużą głową i...
dostałam taaaaakiego dużego słonecznika :)


A skoro moja praca jest najlepsza na świecie, to musieliśmy przecież dostać zaproszenia na przedpremierowy pokaz "Bękartów wojny" Tarantino.

Na filmach się nie znam, filmów nie lubię i rzadko kiedy oglądam, więc jak ja Wam tu i teraz powiem, że "ooo idźcie, musicie, koniecznie", to nikt z Was tyłka nie ruszy.
Ale jak przeczytacie recenzję Tomka chłopaka z sąsiedztwa, która ukazała się na głównej stronie wp.pl, to już nikt nie powinien się wahać.

Po powrocie do domu jeszcze długo nie mogłam się uspokoić, dopiero Pegazowi się udało za pomocą najlepszego prezentu na świecie.

I tak o. Skończyły się moje urodziny :)
Jutro znowu je celebrujemy. Ale nie ma co się dziwić - osiemnastkę obchodzę tylko raz w życiu!


p.s. dziękuję Wam za życzenia :)
Sh. zapomniał, ale ma dla mnie prezent, więc też się liczy.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Wyjeżdżam

Jutro wyjeżdżam, więc Bianka jak zwykle....





Ps. Dziewczyna Sh.(która jest najpiękniejszą dziewczyną w kraju, odkąd piękna A. wyjechała do Anglii) bardzo jasno powiedziała, co myśli na temat wożenia mojego tyłka jego motorem i no cóż...
Od dziś na gorsze dni tylko powtórki "W Labiryncie" na TV Polonia i paczka chipsów.

sobota, 25 lipca 2009

Balkonowo odzyskane czyli o mistyfikacji

Bo muszę się do czegoś przyznać.

Kiedy niektórzy tu zachwycali się moimi bratkami, to ja oczywiście niczego nie sprostowałam. Bo jestem złym człowiekiem.
A prawda jest taka, że zdjęcie bratków zrobione było milion lat temu i po bratkach zostało tylko tyle:



Mam za to nikogo nieinteresujący żywopłot.

I kwiatka, który nie kwitnie:


Ta tutaj to też niezła kłamczucha. Niby taka puchata maskotka do głaskania, a wczoraj upolowała ćmę i dziś o mało co nie pożarła motyla.

Tylko spójrzcie, jaka z niej dzika i nieokiełznana bestia:


niedziela, 19 lipca 2009

"I had the time of my life" czyli wieczór panieński Pięknej A.

No i stało się!
Wieczór panieński Pięknej A. w końcu się odbył.

Piękna A. nas bardzo ładnie ugościła.


Bardzo, bardzo ładnie.


Jednak nie mogło być żadnej ściemy i Piękna A., musiała przejść przez niezwykle trudne testy sprawdzające, czy może objąć nową rolę.

Więc musiała ulepić ciasto.


A potem z tego ciasta najważniejszą część mężczyzny.

Niestety dla tej zakochanej dziewczyny nie ma już nadziei.

Panieński bez półnagiego dziada? Jakże to tak?

Ja w pijackim omamie uderzyłam w rzewne tony w stylu "curuś moja curuś już ty panienką nie będziesz!'


A potem pojechałyśmy do Gdańska na balety i tu już urwę tę relację...

Tylko pokażę Wam, co działo się kilka godzin później w pewnym samochodzie wiozącym dwie uczestniczki panieńskiego do domu:




:D

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Żyrafy kenijskie

Giraffa camelopardalis dziś żyją tylko na terenie Tanzanii i południowej Kenii.
Zdjęcie z Focusa ma przedstawiać ich rytuały godowe.
I chyba w życiu nie widziałam nic śmieszniejszego :)


A to już Pegaz i ja:

I dalsza część naszego zezwierzęcenia. Tu atakuję kozę.

A to jest świnia tak gruba, że aż nie ma oczu :) (poniżej)




A tu Pegaz broni mojej czci i rozprawia się z łabędziem, który krzywo się na mnie spojrzał.


Nie wiedziałam nawet, że od niektórych rzeczy można się tak odzwyczaić.



A wtedy, gdy poznaje się je na nowo, są jeszcze lepsze.

Mamy czerwiec.

I tylko tyle Wam powiem ;)

Tymbark: Jak nie Ty, to kto?

poniedziałek, 25 maja 2009

Post zoologiczny.

Tomek, chłopak z sąsiedztwa, opowiadał mi o artykule w "Fakcie" na temat krzyżowania przez naukowców szczura z sałatą, z czego wyjść miała szczurosałata czyli szczur z uszami zrobionymi z sałaty.
Wczoraj na spacerze z piękną A. widziałyśmy kangurolisa.

"Zobacz Iga, to lis"
"Hm.. to wygląda jak kangur.. I jest trochę podobne do Bianki!"

A gdy już dwie polonistki ze wzrokiem zepsutym przez milion przeczytanych książek (albo - jak w naszym przypadku - nocne siedzenie na kompie) podeszły bliżej...

Widziałyśmy jelonka :)


Dlaczego kocham swoje osiedle? Powód 152:





10 minut spacerkiem od mojego bloku, ha ;)

niedziela, 17 maja 2009

Po!

Obecna!

Lecimy, lecimy z tym koksem, muszę iść spać, bo ostatnie cztery dni mnie zniszczyły. Wszystko fajnie, ale w moim wieku (jestem stara) to już nie jest takie łatwe. Po czterech dniach czyli czterech zapiekankach, kilku podróbach RedBulla, czterech godzinach snu i bliżej nieokreślonej ilości alkoholu czuję się trochę słabo i włosy mi się puszą.

Zatem zaczynamy:

Cała Korto zaczyna się zawsze Paradą Wydziałów, czyli spokojnym przejściem grupy studentów po ulicach Olsztyna ze śpiewem na ustach, tak o:



(a przyśpiewki są przeróżne, składają się głównie ze słów: geodezja, kortowiada, UWM, juwenalia, genitalia, patomorfologia i jamochłony)



Było wszystko, co na każdej szanującej się Kortowiadzie być powinno.

Beznadziejna pogoda.


Wizyta w punkcie ratunkowym na reanimacji (by Bobą)


Robienie wiochy w miejscach publicznych (by Bobą)


Żanet Kaleta czyli najbardziej irytująca radiowa położna w kraju + hel z balona







;DDD

Super koncerty.


Słynne olsztyńskie zapiekanki.

(w rzeczywistości wyglądają apetyczniej)


Składanie zeznań (by Bobą)


Wspólne wędrówki po Kortowie.

(jakie to nieszczęście, że Biedronka jest tak daleko :/)



I wcale nie byłam najstarsza! :D


No co Wam będę opowiadać, tam po prostu trzeba być, żeby to zrozumieć :)




I już, już, koniec, wracamy do rzeczywistości!

sobota, 2 maja 2009

Diverse Crone Boogie czyli o Nigdy


Nigdy przenigdy nie skoczę na bungee. Ani ze spadochronem.
Jak ci tutaj dzisiaj na terenie Stoczni Gdańskiej.







I teraz opowieść:
Idę sobie wczoraj po Sopocie, okolice Atelier, z daleka słyszę stukot obcasów i brzęk bransoletek. W moją stronę idzie blondynka za rękę z jakimś podgolonym i nieco zwietrzałym metalem.
To była Doda.
Daję Wam tutaj moje słowo, że nogi miała do samej ale to do samiuteńkiej ziemi. Spódnicę wielkości etui na komórkę i wysokie lśniące buty.
Przez tę chwilę, gdy mnie mijała, ja obok niej wyglądałam jak mały, okrągły kloszard.

I nie jest to najlepsze uczucie pod słońcem ;)


Maj

Dopiero niedawno przestała boleć mnie głowa, więc spieszę Wam donieść Kochani, że

mamy maj :)


Ekipa z Olsztyna (tak naprawdę to ludzie byli ze wszystkich możliwych miast tylko nie z Olsztyna) okazała się nieprzygotowana na warunki plażowe i na propozycję G., żebyśmy przenieśli się do niej do Wrzeszcza wszyscy zareagowali gorącym entuzjazmem.

I równie entuzjastycznie integrowaliśmy się za pomocą kieliszków z przesłaniem. (drugi od lewej to mój ulubiony i dedykuję go M.)

To ja może wytłumaczę. Co roku przez jedną z sopockich szkół wyższych organizowane są zawody autostopowe do jakiegoś europejskiego miasta. W tym roku jest to Lwów. Start był o 12 w południe.
Po 7 godzinach Pawulon zadzwonił do mnie z Pasłęka (jakieś 120 km od Gdańska), żebym im znalazła na necie pociąg do Olsztyna :o)
Ale chłopaki się nie poddają i jutro rano uderzają na Lwów! :)



Zaczęła się zatem majówka. Moja A. zabrała pod pachę moją blogową torbę i swojego M. i tyle ich widzieli. Zapowiada się spokojny weekend.



Spokojniutki.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Szczecin nie leży nad morzem. Weekend u S.

Szczecin nie leży nad morzem ale ma więcej statków niż Gdynia.

Jest słoneczny, zielony a w środku jest S.
Czy potrzeba więcej powodów, żeby tam pojechać?


W ramach wpadania na świetny pomysł postanowiłam nie zabierać ze sobą aparatu, więc zdjęcia musieliśmy robić telefonem.

S. zaprezentował mi Szczecin nocą:

A ja zaprezentowałam mu najlepsze wino świata:


A potem wyruszyliśmy na Grand Tour de Germania, gdzie ja byłam pilotem a S. kierowcą i byliśmy najlepsi na świecie.

Od początku do końca naszej drogi towarzyszyła nam kupa na szybie, która jest na każdym możliwym zdjęciu z samochodu (całość fotorelacji na mojej picasie).

Niemcy to bardzo ładny kraj.

Czysty.


Zielony.

I nie ma w nim żadnych ludzi.


Dlatego za modelkę dla S. robiłam ja.

O na przykład.

Albo tu.

Myślę, że już niedługo zaczną spływać propozycje od Vogue'a czy Vanity Fair.

:]

Nieudane próby nakręcenia Zoofilischeporno mit Barane ;))) S. reżyser, ja opiekun planu i treser die Barane :)





a tu jeden gratis...

Potem był powrotny dół, czyli "ja nie chcę wracać do Gdańska"

i kupa.


Dzięki za ratunek w ten weekend :*