Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tylkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tylkowski. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 marca 2012

Reminiscencje

Z podstawówki najlepiej pamiętam to uczucie w niedzielę wieczorem, gdy okazywało się, że na jutro na pracę technikę potrzebuję miedzianego drutu, tektury falistej i kalarepy.
Oczywiście powiedziałam o tym rodzicom za późno o kilka dni i była wielka niedzielna awantura.

Odkąd pamiętam, miałam problem z robieniem czegoś na czas, dlatego kogo może dziwić, że dziś publikuję zdjęcia z zeszłomiesięcznego urlopu?

Zakładając, że ktoś czyta mój blog.



W trakcie tego wyjazdu na narty potłukłam się strasznie i dostałam zakwasów. Głównie przez grę w ping-ponga i upadek ze schodu (dość kompromitujący).


W tak pięknej górskiej miejscowości delektowaliśmy się tym, co w niej najlepsze:


Imprezami w górskiej chatce.

I regionalnymi specjałami.




Znana ze swojego uwielbienia dla sportów zimowych niemal nie schodziła z nart.

dowód:



Piękne widoki, wyłączony budzik, oscypek z żurawiną... Wszędzie dobrze.


Ale w domu najlepiej.


Pomarańczowa plama z cyferkami? Oh nie, to marzec według Tylkowskiego i mojego super aparatu ;)

czwartek, 2 lutego 2012

Lampiony

Kojarzycie te lampiony, które należy podpalić, one wypełniają się ciepłym powietrzem i wtedy unoszą się w powietrzu niosąc życzenie do nieba?

Otóż to tak nie działa.
Nasze od razu spadły na śnieg, zgasły i się podarły.



Ale z pewnością spełniły marzenia Bolutka.


I przyszedł luty, a z nim nasz urlop, minus milion stopni i moje przeziębienie.

W sobotę jedziemy do miasta rodzinnego Edyty Górniak, a stamtąd już tylko wyżej i wyżej, aż spotkamy Adama Małysza, hej!

niedziela, 1 stycznia 2012

Sylwestrowo

Ostatni wieczór roku spędziliśmy chyba w najlepszym możliwym miejscu - u Sh. i A. w domu, gdzie z 6. piętra oglądaliśmy fajerwerki z całego miasta i trudno było zdecydować, czy patrzeć na Niedźwiednik, Oliwę, Nowy Port czy może na Morenę.
Z tego miejsca chciałabym serdecznie podziękować wszystkim za to, że zapłacili miliony monet za sztuczne ognie, byśmy mogli sobie na balkonie mieć taki piękny pokaz ;]




Jak zwykle nasze spotkanie było okazją do intelektualnej rozrywki.
Tym razem do zabawy w "Kim jestem?"



A teraz niespodzianka dla wiernych czytelników (jesteście tam w ogóle?):




















Mamy styczeń :)

czwartek, 9 września 2010

Pies

W szerokim świecie i tzw. branży znana jestem nie tylko z koszmarnych włosów i ultradźwięków wydobywanych na widok małego kotka, ale również z wielkiego serca otwartego na każdą prośbę bliskich mi ludzi. Dziwić zatem nie może, że gdy Ala poprosiła mnie o kilka dni opieki nad jej psem Setem, zgodziłam się bez wahania. (Dobra, nie bez znaczenia był fakt, że poza psem Ala ma jeszcze dwa megasłodkie koty Tymoszenkę i Kokuszkę. I toster. I bardzo szybki internet)

Z Setem układało nam się świetnie.


Postanowiliśmy jednak nie mieć w przyszłości psa.
I koniecznie mieć toster.


A wrzesień, jak to wrzesień, przyszedł kompletnie niepostrzeżenie.



Przynosząc ze sobą moją osiemnastkę, przed którą uciekam jutro do E.

środa, 4 sierpnia 2010

PKP, Pegaz i paw

Bo możecie o tym nie wiedzieć, ale moimi ulubionymi zwierzętami nie są wcale koty ale mrówkojady.
Przedwczoraj spełniłam swoje wielkie marzenie i zobaczyłam mrówkojada z bardzo, bardzo bliska.

I jeżeli Wy również mówicie "ale ty gupia jesteś, tu nic nie widać", to wyraźnie Wam pokażę jego ogon, którym się przykrył i resztę mrówkojada:

Gdy byłam w Bayonne, w USA, w naszym małym miasteczku kręcono film, w którym główną rolę grał Bruce Willis. Plan zdjęciowy był w jednej z zamkniętych szkół i mój znajomy powiedział, że zaprowadzi mnie tam, ale pod jednym warunkiem - żadnych zdjęć.
Wtedy pomyślałam, że jeżeli spotkam Bruce'a, a potem nikt mi w to nie uwierzy, to ja się tak kurde nie bawię i niech mnie pocałują (a zwłaszcza Bruce by mógł, czemu nie).
Jednak mrówkojad to nie Bruce. I musiałam go zobaczyć, czy wierzycie mi czy nie :P

(tak, wiem Xingi, Twoja koleżanka wygrała jakiś konkurs w chrupkach, czy w telegazecie i się z nim spotkała, WIEM!)


Kto z nas nie widział pawia?
Ale kto widział, jak wygląda od tyłu?!



Jak indyk :)


A jak już o rzeczach na "p", to jechaliśmy z Pegazem ukochanymi PKP.
Naszym przedziałem było przejście między wagonami, zaraz koło ubikacji. Pani na zdjęciu miała większe szczęście - spała przy drzwiach wejściowych do pociągu.

A jak jeszcze mieliśmy dostęp do okna, to zrobiłam zdjęcie, by się z Wami podzielić feerią barw zachodu słońca. Tylko spójrzcie na te fiolety, czerwienie i pomarańcze:


Z tego wszystkiego nie zauważyłam, że przyszedł sierpień, a przecież Tylkowski wyraźnie nowy:




I to, że ja wchodzę w nowy miesiąc z doświadczeniem spotkania się z mrówkojadem, to jeszcze nic. ByQ wstąpił do drużyny pierścienia! :)
Wszystkiego najlepszego ByQ dla Ciebie i szanownej Małżonki :)

poniedziałek, 5 lipca 2010

Lipiec i ciężka praca

Nadszedł lipiec a wraz z nim pierdylion stopni w cieniu i ciężka praca ludzi niosących światu informację. A jest o czym informować, bo do Gdyni znów zawitał Open'er.

Niewiele zatem myśląc ruszyłam żwawo w drogę na Babie Doły, gdzie dotarłam po 2 godzinach podróży ze spoconymi ludźmi.

A na miejscu ciężka, wytężona praca.

Ciężka, ciężka praca.


Był tam również Sh. jednak tym razem jako swoje alter ego. Efekty jego pracy zobaczycie TUTAJ.

A na Festiwalu fenomenalne Skunk Anansie, niedobra kiełbasa z grilla, pokazy mody, woda o smaku piwa, gubienie się ludziom, odnajdywanie ludzi, niekończące się wędrówki i pomarańczowy księżyc.
A także Kuba, który woził moją szanowną osobę przez trzy dni do domu. Efekty jego pracy znajdziecie TUTAJ.


A lipiec toczy się dalej, co widać bardzo wyraźnie na mojej ścianie w kuchni:



Tylkowski jak zwykle się nie myli. Dobrze wie, że jutro przyjeżdża Pegaz i że będziemy opalać swoje obłe ciała.

I zakwitła mi pierwsza maciejka. Więc szkoda czasu na komputer. Idę ją afirmować na balkonie!

czwartek, 17 czerwca 2010

Gdzie Tylkowski?

No jak "gdzie", tu na mojej ścianie przecież, siedemnasty dzień już wisi!

I chociaż Rudzia twierdzi, że to niedobrze (choć użyła innego epitetu) dawać go w połowie miesiąca, to ja sobie jednak pozwolę, o:



Czerwiec jak czerwiec. Naprawdę.

Robię, co do mnie należy. To samo co Wy.
Latam do swojej siostry do Anglii ściskać mojego siostrzeńca, który jest mały, różowy i rozdarty. Jem truskawki, nektarynki, kabanosy i kopce kreta.
Całuję Pegaza, oglądam mecze bez dźwięku, czekam, aż Aga wróci, żeby złożyć jej życzenia urodzinowe.

Jak każdy normalny człowiek pracy jadę jutro na imprezę integracyjną w mazurskie knieje, żeby toczyć się w dużej gumowej kuli i spaść z quada (pod wpływem wezbranych emocji i dużego słońca).

Standardy.

Tak naprawdę to czekam na jesień, która wszystko odmieni :)

piątek, 21 maja 2010

Pokonamy falę

Biedny Pegaz unosi się teraz na falach wielkiej powodzi.

A to wielka szkoda, bo właśnie ma urodziny :)

Tak wiem, z pewnością zastanawiacie się teraz, czego mu życzyć, bo czego takiego może potrzebować ktoś, kto ma mnie... rozumiem to.

I już Wam mówię!

Pegazowi z pewnością poza PlayStation 3 przydadzą się życzenia powodzenia, bo na ten rok ma całkiem srogie plany.



:)

piątek, 30 kwietnia 2010

Maj


Jaki maj? - spytacie.

A ja Wam mówię, że maj, bo zaraz wsiadam do pociągu i jak dojadę do Pegaza, to będzie już maj :)


Udanego weekendu!

czwartek, 8 kwietnia 2010

Otwarcie

Zapomniałam otworzyć kwiecień, który sobie taki nieotwarty trwa w najlepsze już dobre 8 dni.
Żeby wszystko było, jak należy, kwietniowy Tylkowski:



Może i jestem formalistką. Ale uważam, że jak już cokolwiek otwierać i ogłaszać, to porządnie.
Kwiecień bez hucznych obchodów po prostu się nie liczy.

Dlatego wraz z Patrikosem i Bianką zrobiliśmy dziś oficjalne otwarcie sezonu balkonowego.
Oczywiście z czystego poczucia obowiązku i dla spokoju sumienia.


Od razu człowiekowi jakoś tak lżej.

środa, 3 marca 2010

Marzec

Chociaż luty minął pod znakiem jednego tygodnia w górach, to zakończył się całkiem mocnym akcentem w postaci urodzin Sh. i Kuby, którzy postanowili zorganizować je razem.
Urocze?
Jeszcze bardziej urocze jest to, że impreza odbyła się w Spółdzielni Literackiej, więc jubilaci też wystąpili jako literaci.

Na miejscu okazało się, że Sh. i Kuba znają całe Trójmiasto, więc ludzi było więcej niż w dwunastce o 7.25 rano, więc jak zwykle Sh. okazał się być królem melanżu. Mimo tego, że to nie on został do końca, tylko ja :p


Piękna A. mimo tego, że jest milion kilometrów ode mnie, kocha mnie na odległość i przesyła komiksy z Garfieldem. Słabo?


Dawka dobrego humoru teraz mi się przyda, bo doradca kredytowy nazwał mnie dziś "jednoosobowym gospodarstwem domowym".



głupi Tylkowski :|

poniedziałek, 1 lutego 2010

Nie lubię siebie

Oj dziś nie lubię siebie bardzo :/


Na chwilę obecną mam dwa problemy: jestem najgrubszym człowiekiem w Trójmieście i wydaję pieniądze bez opamiętania.
Ok, mam trzy, Pegaza tu nie ma.

Ale do rzeczy.

Postanowiłam walczyć z tym i od lutego chodzić na fitless i nie kupować już więcej ani jednego ubrania.

Stałam ze swoją zieloną torbą z dresami, z adidasami, z butelką wody na przystanku tramwajowym.
Tramwaj spóźniał się jakieś 15 minut.
Pomyślałam(dość wątpliwe), co następuje:
'eee, pewnie nie przyjedzie' i poszłam do Galerii Bałtyckiej na zakupy.


Teraz pogrążam się w rozpaczy, bo niby gdzie ja teraz będę chodzić w tej spódnicy krótszej od gumki do włosów, zwłaszcza z tym wyglądem wieloryba i że teraz to Pegaz z całą pewnością się ze mną nie ożeni i umrę.




A to jest Tylkowski, który mówi mi, że jutro też jest dzień i tylko w nim moja nadzieja :/

czwartek, 7 stycznia 2010

Nie mówiłam Wam!

Że przecież już jest styczeń i nowy Tylkowski!

Moja A. wyjechała ze swoim M. w góry, ale nie pytajcie jakie, bo wyjechali, jak Pegaz wyjeżdżał do siebie, a ja razem z Bianką byłam pogrążona w rozpaczy i nie wiedziałam, co się dzieje.

Snuję się teraz po pustym mieszkaniu i próbuję szukać pozytywów tego, że nie ma mojej A.

Od trzech dni udało mi się znaleźć dwa: mogę rozrzucać ciuchy po całym mieszkaniu i wyjadam jej czekoladki, które zostawiła na wierzchu.

A tak to rozpacz.

wtorek, 1 grudnia 2009

Grudzień

Grudzień wiąże się z trzema najlepszymi rzeczami na świecie.

Z prezentami.
Z ubieraniem choinki.
I co najważniejsze - z prezentami.

Gdy tylko dostanę wypłatę w postaci deszczu pieniędzy, klejnotów i złota, wybiorę się do samego jądra ciemności czyli do Galerii Bałtyckiej po podarki.


A póki co, od piątku latamy z Pegazem na golasa po śniegu :)

poniedziałek, 2 listopada 2009

Listopad

Niestety.
Trzydzieści dni słuchania o świętach, które przyjdą za kilka tygodni i potrwają tylko kilka dni.
Trzydzieści dni "w tym wietrze z syfu z listopada".

Ale dam radę.

poniedziałek, 5 października 2009

Zapomniałabym!

Przecież mamy październik od kilku dni!


Przyszły w końcu moje piękne różowe słuchawki z Allegro (inny kolor niż czarny wykracza poza wyobraźnię sprzedawców w sklepach).


Gdy podekscytowana pokazywałam je mojej A. i jej M., to M. zapytał: a nie było innych kolorów?
Ale on jest po polibudzie.


Byłam dziś na jodze. Jeśli ktoś ma zapasowy kręgosłup, to ja poproszę.

wtorek, 1 września 2009

Bardzo długi post o bardzo krótkim weekendzie.


Chociaż ten weekend trwał jakieś pół godziny, to jak się okazuje, całkiem sporo się działo.

Przyjechał Pegaz. I chociaż Bianka była przekonana, że przyjechał tylko do niej, po to, by ją przez trzy dni głaskać, to przyjechał w zupełnie innym celu.

Przyjechał upiec ze mną 12 babeczek.

Pojeździć na rowerach.

Zjeść sopockiego gofra.

Zrobić wiochę w Almie robiąc "oooOOOooo" za każdym razem, gdy zobaczyliśmy coś smacznego.

(tu suszone morele nadziewane migdałami i zatopione w miodzie)
W konkursie na "Coś, czego nigdy nie kupisz" zwyciężyła jedna czarna trufla w słoiczku wielkości paznokcia za 99 zł :)

Przyjechał także po to, by siedzieć ze mną na terenie Stoczni Gdańskiej na trawie, pod gwiazdami, gdzie Ennio Morricone dyrygował orkiestrą i chórem specjalnie dla nas.

Dzisiaj Pegaza już nie ma. Ale za to jest wrzesień:

Ja odsypiałam u mojej A. ten najkrótszy weekend świata.

A Bianka oczywiście ze mną.