Niewiele zatem myśląc ruszyłam żwawo w drogę na Babie Doły, gdzie dotarłam po 2 godzinach podróży ze spoconymi ludźmi.
A na miejscu ciężka, wytężona praca.
Ciężka, ciężka praca.
Był tam również Sh. jednak tym razem jako swoje alter ego. Efekty jego pracy zobaczycie TUTAJ.
A na Festiwalu fenomenalne Skunk Anansie, niedobra kiełbasa z grilla, pokazy mody, woda o smaku piwa, gubienie się ludziom, odnajdywanie ludzi, niekończące się wędrówki i pomarańczowy księżyc.A także Kuba, który woził moją szanowną osobę przez trzy dni do domu. Efekty jego pracy znajdziecie TUTAJ.
A lipiec toczy się dalej, co widać bardzo wyraźnie na mojej ścianie w kuchni:

Tylkowski jak zwykle się nie myli. Dobrze wie, że jutro przyjeżdża Pegaz i że będziemy opalać swoje obłe ciała.
I zakwitła mi pierwsza maciejka. Więc szkoda czasu na komputer. Idę ją afirmować na balkonie!




