Pokazywanie postów oznaczonych etykietą memories. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą memories. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 czerwca 2009

Rok temu

Z.:

Iga (19-06-2008 22:46)
a będziesz moim stałym czytelnikiem?
Zieloneczkiaa (19-06-2008 22:46)
nie wiem
Iga (19-06-2008 22:47)
co, słaba jestem ?
Zieloneczkiaa (19-06-2008 22:47)
masz za duże cycki do pisania

Sową:

Sowa (20-06-2008 8:04)
dawaj linka :)
Iga (20-06-2008 8:04)
www.igapisze.blogspot.com man :)
Sowa (20-06-2008 8:11)
:)

Bocian:

Iga (19-06-2008 21:51)
tadam.. stało się
Iga (19-06-2008 21:51)
piszę bloga
Iga (19-06-2008 21:51)
wiem, że jestem już za stara na zaczynanie takiego cyrku
Iga (19-06-2008 21:51)
ale trudno

A., która pięknie śpiewa:

Iga (19-06-2008 21:51)
Joanno Knitter
Iga (19-06-2008 21:52)
Oficjalnie zapraszam na ....
Iga (19-06-2008 21:52)
....
Iga (19-06-2008 21:52)
werble
Iga (19-06-2008 21:52)
www.igapisze.blogspot.com

Piękna A.:

Iga (19-06-2008 21:36)
Asiu
Asia (19-06-2008 21:46)
co?
Iga (19-06-2008 21:47)
myślę, że ta chwila jest dość doniosła Asiu...
Asia (19-06-2008 21:47)
no?
Iga (19-06-2008 21:47)
www.igapisze.blogspot.com
Asia (19-06-2008 21:47)
yeeee!
Iga (19-06-2008 21:48)
:)
Asia (19-06-2008 21:48)
to teraz pisz
Iga (19-06-2008 21:48)
piszę
Asia (19-06-2008 21:51)
KOCHAM CIĘ
Iga (19-06-2008 21:51)
wow
Iga (19-06-2008 21:51)
dobra jestem :D

Pawulon:

Paweu Over (18-06-2008 22:11)
http://www.youtube.com/watch?v=qHqTTSjWBvg
Iga (18-06-2008 22:11)
kto to jest ten Czesław śpiewa?
Paweu Over (18-06-2008 22:12)
nie wiem
Paweu Over (18-06-2008 22:13)
ładne?
Iga (18-06-2008 22:13)
ale ładne..


I tak powstała nazwa mojego zielonego bloga, dzięki któremu wyszłam z depresji.


Codziennie zagląda do mnie kilkaset osób (w tym głównie z google z hasła 'tort na wieczór panieński', 'laski w skarpetach' i 'rytuały godowe żyraf kenijskich').

Przez ten rok obroniłam mgr, skończyłam studia podyplomowe, kupiłam jednego kota, dwa razy zmieniałam pracę, byłam na kilkudziesięciu koncertach, kilka razy w kinie, wypiłam kilkadziesiąt butelek wina, zmieniłam kolor włosów, bawiłam się na 2 weselach, pomalowałam mieszkanie, byłam na 2 (dwóch) randkach i raz jechałam motorem.


A od niedawna jestem szczęśliwa :)

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Iga rysuje

Często przy diagnozie dzieci psycholog posługuje się ich rysunkami.
Nasza pani z psychiatrii dziecięcej opowiadała nam, że u chłopca widzącego w układzie kresek i figur geometrycznych rakietę podejrzewa psychozę. Nikt z nas się wtedy na tych zajęciach nie odezwał - bo wszyscy widzieliśmy na tym rysunku rakietę.

Dlatego trzeba podejść dość sceptycznie do wszelkich diagnoz psychiatrów i psychologów stawianych na podstawie dziecięcych bazgrołów.

Przyjechałam dzisiaj od Mamy i przywiozłam ze sobą słoik marynowanej papryki i kilka znalezionych rysunków, które zrobiłam, gdy byłam mała.

Przy większości można się posikać ze śmiechu. Ale jeden może być dość niepokojący:

Dłuższą chwilę zastanawiałam się, co ja właściwie chciałam przedstawić rysując w wieku 8 lat brodatego faceta w ciemnych okularach czającego się w krzakach za chłopcem siedzącym na ławce w parku. A to przecież scena z 'Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa' Niziurskiego! :) (należałam do tej części dzieci, które czytały Ożogowską i Niziurskiego zamiast Musierowicz)


Cofnijmy się w czasie. Pięcioletnia pyzata ruda Basia rysująca ludziki w perspektywie liniowej wprost z egipskich hieroglifów. Czy pozbawienie tych ludzików szyi i połowy ramienia to już początek psychozy mającej objawić się w wieku starczym?
Ochoczo maszeruje Wojsko Polskie.

Niepełnosprawni - pełnosprawni w pracy. Listonosz mimo, że głowa wyrasta mu z tego samego miejsca co ramię zakończone trzema palcami, odbiera i donosi listy.

A jedna z tych dwóch dziewczynek topless to autorka tego bloga (łokcie nadal stanowią anatomiczną tajemnicę)

I jeszcze mały landszafcik ze zwierzyną.

Ta różanousta rozczochrana postać ujeżdżająca lwa to moja dzielna Mama. A my z siostrą na krokodylu, a co.

To moja piękna Mama w łowickiej spódnicy założonej "na Pawełka" tj. pod same pachy.

Wersja country. Tym razem siedzimy na kaktusie.

Była z nas całkiem kozacka rodzina.


A to Bianusia siedząca na Wojsku Polskim, która nie wyobraża sobie, że mogłabym zająć się czymś poza nią ;)

niedziela, 12 października 2008

Blogowe wyzwanie!

Dziewczyny, chłopaki i Xingi!
Wrzucamy swoje upokarzające fotki w rajstopach z Dziadkiem Mrozem i św. Mikołajem!

Waciane wąsy, tekturowy pastorał, ciemne okulary a'la wczesny Borewicz.
Tak, tak... któż z nas nie miał gwiazdki w przedszkolu?



Fartuszek podciągnięty "na Pawełka" po same pachy, buzia jak pyza z mięsem i fantazyjna grzywka: to nie kto inny jak autorka tego bloga właśnie.

I ta mina pt. 'spieprzaj dziadu, dawaj pomarańczę'.

Inspired by http://satanclaus.republika.pl/

środa, 24 września 2008

Moi ludzie: Pawulon.

Są takie chwile w życiu, które chciałoby się zatrzymać.
Jak ostatnie sekundy przed wejściem na egzamin, ostatni uścisk z kimś, kto odchodzi, czy ostatni kawałek snickersa.

Taką chwilą było pewne majowe południe w O. podczas Kortowiady, gdy było strasznie gorąco.
Siedzieliśmy z Pawulonem na kortowskiej górce w cieniu jakichś drzewek. Wszyscy byli na Boju Wydziałów gdzieś na Kortowie, a my siedzieliśmy sami na tej górce i patrzyliśmy, jak HappySad i Grabaż grają koncert tylko dla nas robiąc próbę przed wieczornymi koncertami.
No magia zaprawiona czerwona Kadarką.


Pawulon to autor tekstu "nie chce mi się już całować, bo jestem głodny". I w ogóle strasznie romantyczna dusza: jest jedynym facetem, którego znam, który słyszał o Ayo. Wpisuje moje opisy z GG w google. I uparcie twierdzi, że keczup robi się z jabłek i buraków.

Powiedział, że ożeni się ze mną, jeżeli w wieku 30 lat nadal będę sama. Spoko, przed nami jeszcze 12 lat narzeczeństwa :o)

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Paweuku :*

niedziela, 21 września 2008

5 tysięcy


Czy to dużo, czy to mało.
Pamiętam, że za piątkę można było kiedyś kupić tę żółtą oranżadę w prostokątnym woreczku. Wypijało się to przez ten odgryziony róg. Pamiętacie to?
Jeden z wózków, z którego można to było kupić stał na 12 lutego pod Kwadrotexem, pierwszym domem handlowym w E.

Boże, jestem stara.

A dziś mój licznik statystyk pokazał pierwsze 5 tysięcy odwiedzin :)

środa, 10 września 2008

Dokładnie rok temu

Pojechaliśmy z D. na jeden dzień do Atlantic City.

Wszystkie hotele były połączone są ze sobą przejściami, tak że można było przechodzić z kasyna do kasyna bez wychodzenia na zewnątrz.

Na fliperach mam wszystkie rekordy, wygrałam na automatach 40 $, przegrałam 60 i było super!

W cenie biletu autobusowego był też bufet "płać raz, jedz ile chcesz" i gdyby nie ból brzucha z przejedzenia, to pewnie byśmy tam siedzieli do ciemnej nocy(zawsze sialiśmy straszną wiochę więc i teraz napakowaliśmy sobie na 17 talerzy pół hurtowni spożywczej "bo za darmo").

Ale wyszliśmy w końcu na zewnątrz i moim oczom ukazał się Ocean.


I zakochałam się.

Nie, nie i jeszcze raz nie. To nie jest to samo co Zatoka Gdańska!!


Muszle, ciepła, czysta woda,wysokie fale.. nawet mewy są inne!

D. mówił na to zdjęcie "Strażnik Texasu" :)

Byliśmy zachwyceni. D.powiedział, że na pewno tu jeszcze wrócimy.

I to były najlepsze urodziny w moim życiu.

wtorek, 19 sierpnia 2008

Mr. Bobby

Gdy pracowałam jako kelnerka w Stanach, poznałam Mr. Bobbiego, który co niedziela zamawiał 'romankok', co po moich kilku 'excuse me?' okazało się być rumem z kolą - 'rum and coke' wypowiedziane z zawadiacko kowbojskim akcentem.
Mr. Bobby miał pięknego białego mercedesa z 1945 roku i był milionerem.

Zaprosił mnie i D. do siebie do domu, żebyśmy mogli zobaczyć jego koty i zrobić sobie zdjęcia w jego samochodzie.


słabo?

Koty Mr. Bobbiego miały własny domek z intercomem i klimatyzacją.


Ale nic w tym dziwnego - to na nie przepisała cały swój majątek zmarła żona Mr. Bobbiego.
On mógł je wydawać jako ich prawny opiekun. Były to zatem najbogatsze koty, jakie w życiu miętosiłam.

Jak przesłałam Mamie te zdjęcia do pracy, to kazała go pozdrowić od całej księgowości ;))

Jako prawny dysponent majątku, Mr. Bobby mógł także przepisać wszystko komuś w spadku.

Dom z antykami, samochód i koty zapisał swojej sprzątaczce.

Stany są śmieszne :)

środa, 13 sierpnia 2008

Ukochany FED 5

Zdjęcia są stare, bardzo stare. Ale nie takie stare jak ja.
A oto skany filmu.
Całość znajdziecie na mojej picasie.
(zachęcam do klikania w zdjęcia, w większym formacie widać wszystkie nieczystości kliszy i jest jakiś taki fajny klimat)

Tego konia nie pożera ogień, tylko w tym miejscu klisza się zaczęła. Tak Xingi, kiedyś aparaty były na klisze :)

No jazdę taką miałam, że będę robić zdjęcia dróg.

Tja.. Jak jesteś taki mądry, to zrób tym aparatem dobre zbliżenie ;)))

Lubię.

badger badger mashroom mashroom...

"Daj mi chwilę, chociaż chwilę. Ale nie zostawiaj nigdy już."

A to Toruń. Kiwi, czy Ty to pamiętasz?

To z wycieczki rowerowej. Ale to naprawdę było dawno i wiele się od tamtego czasu zmieniło.

Ale to nadal jest moje ulubione drzewo.

No dobra, wystarczy tego. Do pracy, do nauki, dzieci nakarmić a nie siedzieć i bloga czytać.



poniedziałek, 11 sierpnia 2008

12 czerwca

Wydarzyło się wiele złego.

Polacy przegrali z Austrią (z powodu niesłusznie podyktowanego karnego)
Okradłyśmy z Z. Patryka z drobnych, żeby kupić Starogardzką (sorry :*)
Z. bardzo źle się poczuła na sopockim molo i na peronie i w SKM i u mnie w domu.
A po nim nastąpił piątek trzynastego.

A to zdjęcie by patrikos.
Po lewej Z., po prawej ja, z tyłu Gdańsk.


Uwielbiam molo nocą.

czwartek, 31 lipca 2008

Constantine's

Rok temu poza restauracją włoską pracowałam też w dinerze. To taki rodzaj amerykańskiej restauracji, która jest na każdym filmie. Z ladą, koktajlami mlecznymi i szafą grającą.
Zwykło się nazywać naszego dinera restauracją grecką, bo na menu widniało zdjęcie jakichś kolumienek.


Właścicielem był Joe - Egipcjanin. Mówią, że to najgorsza opcja jeśli chodzi o pracodawców, ale to nie może być prawda. Mimo tego, że byłam ewidentnie najgorszą kelnerką, jaką można sobie wyobrazić, Joe zawsze przymykał oko i mówił 'that's fine Barbara'.

Cały dzień siedziałam na stołeczku, przeglądałam Dilberta w gazecie, rozmawiałam z klientami i zajadałam się muffinkami. To była najlepsza praca w moim życiu.

A po powrocie nie mogłam się wbić w sukienkę ;))

Jako, że zrobił się dym przez to co napisałam w poście "Frida", to deklaruję:
Asiu Wu, Asiu Ka-Pe, Zielona, Sowo, Halinko, Shakti (która jeszcze chętna, podnieść rękę)-
Jeżeli kiedykolwiek przejdę na drugą stronę, to tylko z Wami!!

A sąsiedzi i tak myślą, że jesteśmy z moją A. parą.

środa, 30 lipca 2008

Na pewno też tak macie

Idę ulicą. Ktoś na mnie patrzy. I wtedy już wiem. No wiem po prostu.
Pewnie osrał mnie ptak.

Moja ciocia kiedyś szła chodnikiem i ludzie się jej przyglądali. A ona cała szczęśliwa, myślała, że to dlatego, że tak fajnie wygląda w tej sukience. Owszem, chodziło o sukienkę, miała ją podwinięta i wsadzoną z tyłu w majtki.

Kiedyś jechałam z Z. tramwajem. Jakiś facet chwiejnie trzymający się rury cały czas mi się przyglądał. Myślałam „super, to co uwielbiam, stary nawalony koleś... jupi.. to mój szczęśliwy dzień”
A on:

„Ola?? Ola Lubicz z Klanu??”

A to ja z Pawłem Delągiem


poniedziałek, 14 lipca 2008

Rok temu..

..zaczęłam pracę we włoskiej restauracji Piccolino. Włoska była jedynie z nazwy oraz menu, bo pracowali w niej sami Ekwadorczycy i trzy Polki.


Znajdź na tym zdjęciu Polkę :)

W środku zdjęcia to Fluffy. To jego amerykańskie imię, tego prawdziwego nikt z Amerykanów ani nas Polek nie potrafił wypowiedzieć. Od razu bardzo go polubiłam. Świetnie mi się z nim rozmawiało, był bardzo zabawny, dużo się uśmiechał i kiwał głową, kiedy mu coś opowiadałam. Najczęściej mówił "yes", "no" i "busy Barbara?"

Po dwóch tygodniach dowiedziałam się, że nie rozumie po angielsku ani jednego słowa :P

Wiecie, jak jest 8 po hiszpańsku? oczio!

Słodzias! :)

Tymbark says: Make a wish