środa, 26 sierpnia 2009

Mój balkon nadal istnieje

A jakże!


Dzisiaj zrobiłyśmy tam z Bianką kontrolę.



Okazało się, że coś tam nawet będzie kwitło.


Maciejka nie wygląda może najokazalej, ale pachnie wieczorami i o to chodzi (w tym roku w towarzystwie jakichś chwastów, których nie wyrywałam, bo myślałam, że zakwitną)



I pierwszy bordowy listek na żywopłocie. A wszyscy wiemy, co to oznacza, prawda?

wtorek, 25 sierpnia 2009

Nie ma problemu

Ilu niebieskookich brunetów potrzeba do naprawy zatkanego zlewu?

Jak się okazuje - żadnego.
Moja A. wróciła z pracy, założyła rękawice i odkręciła to ustrojstwo. Obie umarłyśmy z obrzydzenia, ale zlew sobie elegancko stoi przetkany.


Obejrzałam 'Senność' i mi jakoś tak smutno i strasznie.
Jakiś niebieskooki brunet jednak by mi się przydał.

Jest problem.

Bo zatkał się nam zlew.

Kupiłam kreta w granulkach. W zlewie stała woda i trochę zdołałam jej wybrać, ale zostało tak z 5 cm.
Wsypałam do odpływu tego kreta i zaczęło się pienić i tę pianę wywaliło do zlewu.

Więc wsypałam znowu kreta i teraz piana zajmuje cały zlew, a woda nie zeszła ani o centymetr.

Pytanie: co robić?

(moja A. będzie tu za godzinę)

niedziela, 23 sierpnia 2009

Kotka egzotyczna do oddania



Do oddania jest trzyletnia kotka rasy egzotycznej - tej samej co Bianka, ma też identyczne umaszczenie. Kotka jest miła i spokojna. Mieszka w Warszawie, ale właścicielka jest gotowa ją przetransportować do nowego domu.
Jeśli jest chociaż w połowie tak oddana i przyjacielska jak Bianusia, to jej nowy właściciel będzie mieć ogromne szczęście.
Więcej informacji mogę dać na maila.

Biedna taka :<

Weekend w E.

Śmiesznie, bo gdy weszłam do domu Mamy, okazało się, że kotka sąsiadów wskoczyła przez okno i sobie paradowała po pokojach. A ja dopiero po chwili zorientowałam się, że kot w mieszkaniu to wcale nie taka (oczywista) oczywistość.
I śmiesznie było głaskać kota, która ma nos.

Weekend w E. jak zwykle pracowity.

Robiłyśmy malowanie, podlewałyśmy ogródek, paliłyśmy ognisko, wydałyśmy wszystkie pieniądze na ciuchy, ćwiczyłyśmy jogę, aż coś mi strzeliło w krzyżu, oglądałyśmy Dodę z Nergalem w Sopocie i zrobiłyśmy górę naleśników.

A potem zasłużony odpoczynek.

I wróciłam do Bianki.

A Kasia Wilk na festiwalu była genialna. Nawet z tym kapciem z gipsu.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Wyjeżdżam

Jutro wyjeżdżam, więc Bianka jak zwykle....

video



Ps. Dziewczyna Sh.(która jest najpiękniejszą dziewczyną w kraju, odkąd piękna A. wyjechała do Anglii) bardzo jasno powiedziała, co myśli na temat wożenia mojego tyłka jego motorem i no cóż...
Od dziś na gorsze dni tylko powtórki "W Labiryncie" na TV Polonia i paczka chipsów.

środa, 19 sierpnia 2009

Sh. jest super

Gdy dziś rano miałam wielkiego doła i chciałam umrzeć, powiedziałam Sh.:
"Mam wielkiego doła i chcę umrzeć. Zabierz mnie gdzieś."

Po kilku godzinach byliśmy w drodze do Pucka jego motocyklem.
Gdy wsiadł na motor, powiedział, że na obwodnicy odechce mi się umierać.
I tak, miał rację.

Jednak w całości dotarliśmy na miejsce i poszliśmy na rybę.

I oboje stwierdziliśmy, że przecież nie lubimy ryby i zjedliśmy normalną szamę, która kosztowała połowę naszych pensji.


W drodze powrotnej Sh. jechał tak szybko, że myślałam, że głowa mi odpadnie razem z kaskiem. ("wiesz Iga, ten twój kask jest taki, że jak będziemy mieć wypadek, to i tak umrzesz")

I storczyk znowu mi zakwitł.



A teraz mi trochę po tym wszystkim niedobrze.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Dobrze wyjść za mąż

Jak dobrze wyjść za mąż.
Nie dość, że masz w końcu normalne nazwisko, dostajesz mnóstwo super prezentów jak np. zestaw do fondue, to jeszcze w pakiecie należy Ci się podróż poślubna.

Dzisiaj otworzyłam skrzynkę pocztową, z której wysypały się pozdrowienia.

Od NFZ, pizzerii Planeta, Leclerca, producenta okien i pięknej A. wprost znad jakiegoś jeziora za granicą!
Cwana zamiast siedzieć i aktualizować swojego bloga, to wzięła i wyjechała sobie w podróż poślubną.
I trafiła na moją lodówkę.

Tak, nadal nie mam aparatu i będę Was raczyć takimi fotami.

Węgorzewo

Węgorzewo a tam cała masa zabawy.

Grube koty.

R. wylewająca sobie piwo na spodnie.

Konkursy z nagrodami.

Gry i zabawy.
Ot, miejscowy koloryt :]

Wróciłam wczoraj w nocy, ale moja A. nadal nie rozpakowała mojej torby. Nie wiem, co to ma znaczyć ;p

piątek, 14 sierpnia 2009

Wyjeżdżam

Czy tylko ja mam długi weekend?:)

Święto Bozi obchodzić będę w Węgorzewie, gdzie ludzie śmiesznie mówią a miejscami Orange nie ma zasięgu.

Bianka nie jedzie ze mną.

Ale jej jeszcze o tym nie powiedziałam.

Do niedzieli!

wtorek, 11 sierpnia 2009

Tatuaż

O ile to nie jest delfinek na łopatce albo herb Lechii Gdańsk na piersiach, to całkiem nieźle potrafi wyglądać.
Myślę, że jest tak, jak mówi Kasia: najpierw musisz wiedzieć, co chcesz powiedzieć, a dopiero potem zdecydować, że chcesz to powiedzieć przez tatuaż.

Gdy dzieje się na odwrót, mamy taką sytuację jak w przypadku dwóch moich koleżanek z liceum, które wytatuowały sobie jaszczurki na podbrzuszu.

Dzisiaj Kasia zrobiła sobie piękny tatuaż na nadgarstkach:

Ja w tym czasie przeglądałam katalogi w poszukiwaniu wzoru dla siebie.
I gdy już myślałam, że nie ma nic, z czym mogłabym się identyfikować i że nigdy nie zrobię sobie tatuażu, natrafiłam na to zdjęcie:


:D

Sierpniowo

Z ważnych rzeczy - moja Mama obchodziła u mnie swoje 25. urodziny, z okazji których zrobiła mi zakupy. (Nie wiem, czy już Wam wspominałam o tym, że jest najlepszą Mamą na świecie?)
Byłyśmy razem na koncercie A., która pięknie śpiewa i A. zadedykowała jedną piosenkę "wszystkim z Elbląga", na co moja Mama zamiast umrzeć ze wstydu, o mało co nie wywróciła stolika z radości. (bo jest najlepsza na świecie)

A tak to o.
Dzień jak co dzień.

Mama i Bianka w jednym poście. Tak.
Jestem starą panną.

Sierpień

No jak nie piszę, jak piszę? Przecież jestem. Gdzie mam być.


Ale moja A. skonfiskowała mi swój aparat i muszę niestety nadal używać mojego telefonu.


(Granatowa plama powyżej to Pegaz i ja w jeziorze na golasa)

Mamy sierpień.

środa, 5 sierpnia 2009

Tydzień bez mojej A.

Tydzień bez mojej A. w domu trwa. Na każdy dzień mam plan ratunkowy.
Wczoraj była u mnie Kasia.

A dzisiaj Marta i 4 centymetry jej szczęścia.


A jutro przyjdzie A., która pięknie śpiewa i pomoże mi z tym Facebookiem.
Dziś pododawałam Was do znajomych i cały czas szukam tej opcji, którą nie pozwolę zaznaczać siebie na zdjęciach ;p

Już oficjalnie - jestem stara

Jak poznać, że jesteś stara?

Gdy koleżanka przychodzi do Ciebie na wino, a Ty robisz jajka w majonezie.




A potem rozmawiacie o "W labiryncie", który powtarzają na TV Polonia ;)


I gdy nie potrafisz się połapać na Facebooku.
Zarejestrowałam się w nocy, jak butelka była prawie pusta i już dostałam kilkanaście maili, że ktoś mnie na jakichś zdjęciach pozaznaczał. Ja Wam dam!
Niech sobie tylko przypomnę hasło!

wtorek, 4 sierpnia 2009

To have and to hold

Chociaż już nie myślę o przyszłości jak kiedyś, to ten jeden raz zrobiłam wyjątek i już pomyślałam o prezencie walentynkowym dla siebie:

TAAAAAAAAAAADAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAM

Robię sobie Black Celebration :)(:

Kto ze mną?

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Piękna A. wyszła za mąż

W ostatnią sobotę Piękna A. wyszła za mąż za Chrisa, którego ksiądz uparcie nazywał Kristoferem.

Nie mam jeszcze od nikogo zdjęć z wesela, tylko parę swoich robionych moim telefonem, którego zazdroszczą mi najlepsi fotografowie National Geographic.

Więc jedziemy, jedziemy!

Było całe mnóstwo szamy, najedliśmy się jak dzikie bąki.
Tu na zdjęciu A., która pięknie śpiewa demonstruje głowę ryby, która łypała na nas okiem.

Było całe mnóstwo picia.
Tak dużo, że trzeba było brać ze sobą, żeby pomóc im jakoś pozbierać się z tym wszystkim. Naprawdę.

Wesele odbyło się gdzieś na Kaszubach. W niedzielę skoro świt (o 11), gdy styrani i nieprzytomni ( po całonocnym czuwaniu) wyszliśmy ze swoich pokoi, naszym oczom ukazał się taki o widok:

No i co było robić. Nie mieliśmy wyjścia. Popłynęliśmy z Pegazem rowerem wodnym na środek jeziora.


Gdzie słońce poparzyło moją strzaskaną na mahoń skórę tak, że nie mogę teraz ruszać ramionami.


A potem z innymi wznieśliśmy kilka(naście) toastów za Młodą Parę i skończyło się to mniej więcej tak:

Dziś przyszłam do Pięknej A., żeby zjeść resztę tortu i wypić całe wino, które zostało.


A tak naprawdę to po to, żeby pożegnać ją przed czwartkiem. Kiedy to wyleci do Anglii już na stałe.
I na szczęście wtedy, gdy płakałam stojąc z Piękną A. w przedpokoju, nikt nie robił żadnych zdjęć.

Pa Asiu.