Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muwi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muwi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lutego 2010

W słowiańskim Aspen czyli Bukowina

Jesteście ostatnimi osobami, którym jeszcze nie odpowiadałam na pytanie "no i jak tam? nauczyłaś się jeździć na desce?"

Było super i nie nauczyłam się.


Wierzę, że ludzie mają talenty.
Nikodem ma talent do jeżdżenia na desce i dlatego jest instruktorem.
A., która pięknie śpiewa ma talent do śpiewu i dlatego jest piosenkarką.
Piękna A. ma talent artystyczny i dlatego prowadzi kursy rękodzieła dla wszystkich chętnych z Leeds i okolic.
Ja potrafię rozkładać palce u stóp i dlatego nie jeżdżę na desce, nie śpiewam i nie zajmuję się rękodziełem.

Z deską było tak.
Był płacz, był wrzask, było "zostaw mnie! zostaw mnie!".
Ale ja i Pegaz nadal jesteśmy razem.

Bo w końcu pojechaliśmy tam dobrze się bawić.

Plan wykonany w stu procentach!
(przeze mnie - jako przodownicy wykonywania wszelkich planów - nawet w 200%, co odbiło się dość szerokim echem jeśli nie w Bukowinie, to na pewno w naszym domku z boazerii, a rano w mojej głowie).


Pegaz, który jest zwycięzcą mistrzostw świata we wszystkim, śmigał sobie elegancko na desce. Tu składa pokłon temu stoku.

Ja w tym czasie straszyłam miejscową misiopodobną zwierzynę.

Urlop był przeudany. Nawet mimo tego, że każdego (KAŻDEGO) dnia Sh. wysyłał mi smsy z pytaniem o to, czy Pegaz już mi się oświadczył, a ja za każdym razem musiałam odpisywać, że nie :P

Wczoraj byłam na bardzo dobrym filmie - "W chmurach" z Clooneyem.
To o facecie, który musiał przelecieć tysiące mil, żeby zrozumieć, że nie chce żyć sam.

Mi wystarczyło 600 km w obie strony.


A co u Was?

czwartek, 11 lutego 2010

Ratować świat

Postanowiłam ratować świat przed zimą.


Jak?
Jadę w góry.


Bo co może się stać, gdy ja jadę na deskę?
Oczywiście przyjdzie odwilż.


Pierwszy raz nie będę widzieć Bianki tak długo i już mam depresję.
Dzwoniła do mnie Kasia, która jest za mnie na koncercie Depeche Mode w tej chwili i dała trochę posłuchać.
Humoru nie poprawił nawet film "To skomplikowane" z Meryl Streep, która była fantastyczna i na tym kończą się jego jasne punkty.


Ale liczy się tylko jedno - sobota 7 rano i Pegaz na dworcu.
No i fakt, że ratuję świat.

niedziela, 27 grudnia 2009

Przy stole

Święta minęły mi przy stole.


Gdy stałam się jedną wielką rybą po grecku, wstałam od stołu i popłynęłam na spotkanie z moimi ludźmi na starówkę, gdzie czekał mnie kolejny stolik.

I tu oficjalnie napiszę: był także Krzysztof i Izabela, wierni czytelnicy mojego zielonego bloga, których - jakże niesprawiedliwie - omijałam do tej pory w swoich fascynujących notkach :)

Po tym, jak doturlałam się z zapasem sałatki jarzynowej do Gdańska, miałam ciężką rozmowę z Bianką.
Powiedziała mi, co myśli o tym, że ją zostawiłam i że chyba oszalałam, jeśli myślę, że to się powtórzy za rok.

I obejrzałam Love Actually. Pobuczałam się, jak Marc Darcy oświadczał się tej lasce i specjalnie nauczył się dla niej portugalskiego, a ona potem schodziła z tych schodów i powiedziała "yes" i się całowali.

Film z bardzo pozytywnym przekazem. Udowadnia, że osoby takie jak Keira Knightley czyli zezowate i z wystającą dolną szczęką, mogą grać w filmach i to główne role!

Słodkie.

sobota, 12 grudnia 2009

W E.

Mój pobyt u Mamy przebiega według stałego już schematu.

Zjadam cały świat, odrabiam pańszczyznę przedświąteczną, kłócimy się z Mamą, marznę (bo tu są liczniki na kaloryferach) i oglądam tv.

Właśnie na Polsacie lecą wybory miss świata i to jest naprawdę wielce zastanawiające, jak mogą wyglądać inne kobiety w Sri Lance, skoro najpiękniejsza z nich wygląda tak a nie inaczej :)

A gdy już będę miała dość słuchania o tym, jak kolejna kandydatka jest przejęta losem głodnych dzieci i zabijanych zwierząt, włączę o 20.00 jeden z najważniejszych filmów w moim życiu.
Czyli o dwójce ludzi z dwóch końców USA, którzy byli sobie pisani i dlatego spotkali się na Empire State Building, chociaż Tom Hanks miał już stamtąd schodzić, ale ten dzieciak się cofnął po ten plecak i Meg Ryan tam była, o mój Boże, jak ja zawsze ryczę na tej końcówce :(((((

wtorek, 8 grudnia 2009

Weekend

Weekend zaczął mi się w piątek wieczorem, gdy Pegaz nie poznając mnie, minął mnie na dworcu.
Potem pojechaliśmy do kina na "2012", by obejrzeć 30 minut świetnych efektów specjalnych poprzerywanych nadętymi dialogami, absurdalną fabułą i niedorzecznym scenariuszem.


Poszliśmy z całą bandą moich ludzi do Koliby, gdzie odbyła się impreza tego roku z kumulacją alkoholu, dobrej muzyki, tańca na stole i alkoholu.

I Pegaz uparł się, że jest Michaelem Jacksonem i że nie odda tego kapelusza.



Potem było mnóstwo mniej lub bardziej nadających się do opublikowania wydarzeń, aż pojechaliśmy na kręgle, gdzie dałam mu ze sobą wygrać, żeby mu nie było przykro. Bo takie już mam dobre serce i nic na to nie poradzę.

Dziś skończył się mój weekend, bo Pegaz właśnie dojeżdża do domu.
I muszę spalić ten kapelusz.

środa, 25 listopada 2009

O sekcie i marzeniach

Na pewno kilka osób stąd słyszało o książce "Sekret".
Należę do tych ludzi, którzy jeszcze jej nie przeczytali, co nie przeszkadza im mieć swojego zdania na jej temat.
Więc uważam, że książka jest napisana przez sektę lub innych popaprańców, rzeczy w niej wyłożone uważam za farmazony i nie, nie mam zamiaru tego czytać.
Najbardziej mnie przeraża, gdy ktoś z moich znajomych mówi 'ja też nie wierzyłem, ale jak przeczytałem tę książkę...'
I właśnie dlatego nadal będę mieć swoją opinię o niej bez weryfikowania jej, bo dobrze mi z moim absurdalnym uprzedzeniem.

Tak jak to było z jazzem i Woodym Allenem.
Mimo tego, że nie oglądam jego filmów i nie słucham jazzu, to żywię do tych dwóch zjawisk szczerą niechęć. Ale w rzeczywistości nie wiedziałam, dlaczego tego nie lubię.
Byłam wczoraj z Magdą i Sh. na filmie Allena o muzyku jazzowym i teraz już wiem bez najmniejszego cienia wątpliwości :)

Wracając jeszcze do tej dziwacznej książki.
Dziewczyny z pracy chciały mnie dziś na nią nawrócić z zapałem godnym sprzedawcy z Mango Tv. Opowiadały mi o pozytywnych wizjach i sile projekcji.
To znaczy, że jak o czymś często myślisz i się na to nastawiasz, to to się wydarzy. Dlatego pesymistom przytrafią się nieszczęścia i na odwrót.
To by oznaczało, że jeżeli już teraz zacznę sobie wyobrażać coś dobrego i wierzyć, że to się wydarzy, to to mnie spotka.

Chciałabym, żeby tak było.

czwartek, 17 września 2009

A jednak



Byłam dziś w Spółdzielni Literackiej na filmie "Kola", bo chociaż nie wiecie o tym, to lubię czeskie kino.
Był ze mną Sh., którego objadałam, kiedy poszedł do łazienki.
I nawet oczy mu się zaszkliły pod koniec filmu, bo było o uczuciach i małych dzieciach, co czułego Sh. zawsze rozbraja.

Przy okazji dostałam od niego świnkę, która nie tylko ma tę magiczną właściwość, że spod ogona wypadają jej cukierki, ale:



Taki już czuły jest ten Sh.

piątek, 11 września 2009

O pracy, słonecznikach, "Bękartach wojny" i najdłuższych urodzinach świata

Moja praca nadal jest najlepsza na świecie.
Czasem spotykamy się także po niej. Jak np. w środę, gdy poszliśmy na koncert naszego kolegi z redkacji.
Ten kawałek zapowiedział mówiąc, że napisał ją Jacek Skubikowski, a początkowo miała wykonać ją Irena Santor:



Stoczyliśmy tam bitwę pod Grunwaldem. 1410 - 1 kostka drożdży, 4 kg cukru i 10 l wody.
Rano więc przyszłam z taaaaaką dużą głową i...
dostałam taaaaakiego dużego słonecznika :)


A skoro moja praca jest najlepsza na świecie, to musieliśmy przecież dostać zaproszenia na przedpremierowy pokaz "Bękartów wojny" Tarantino.

Na filmach się nie znam, filmów nie lubię i rzadko kiedy oglądam, więc jak ja Wam tu i teraz powiem, że "ooo idźcie, musicie, koniecznie", to nikt z Was tyłka nie ruszy.
Ale jak przeczytacie recenzję Tomka chłopaka z sąsiedztwa, która ukazała się na głównej stronie wp.pl, to już nikt nie powinien się wahać.

Po powrocie do domu jeszcze długo nie mogłam się uspokoić, dopiero Pegazowi się udało za pomocą najlepszego prezentu na świecie.

I tak o. Skończyły się moje urodziny :)
Jutro znowu je celebrujemy. Ale nie ma co się dziwić - osiemnastkę obchodzę tylko raz w życiu!


p.s. dziękuję Wam za życzenia :)
Sh. zapomniał, ale ma dla mnie prezent, więc też się liczy.

piątek, 4 września 2009

Są trzy prawdy

Są trzy prawdy. A to jest prawda o równouprawnieniu:


Byłam wczoraj w kinie na "Brzydkiej prawdzie", która w teorii była komedią romantyczną. Brzydkie to może i było, bo przekleństw było więcej, niż u mnie w redakcji, a co do prawdy to jedyne, co tam było prawdziwe, to stwierdzenie, że rozwój mężczyzn kończy się po zmianie nocnika na sedes.
Bo te włosy na pewno nie były prawdziwe:


Te włosy są niestety prawdziwe:


I jeszcze zdjęcie szynszyli (szynszyla?) A., która pięknie śpiewa, żeby nie było, że byłam, głaskałam, zjadłam cała czekoladę, a na blogu nie napisałam:

wtorek, 25 sierpnia 2009

Nie ma problemu

Ilu niebieskookich brunetów potrzeba do naprawy zatkanego zlewu?

Jak się okazuje - żadnego.
Moja A. wróciła z pracy, założyła rękawice i odkręciła to ustrojstwo. Obie umarłyśmy z obrzydzenia, ale zlew sobie elegancko stoi przetkany.


Obejrzałam 'Senność' i mi jakoś tak smutno i strasznie.
Jakiś niebieskooki brunet jednak by mi się przydał.

czwartek, 11 czerwca 2009

Afonia i pszczoły

Uwielbiam filmy Jana Jakuba Kolskiego. To jedne z tych, które zostawiają po sobie wrażenie jeszcze bardzo długo. Ale nie takie wrażenie jak zapiekanka, którą zjadłam w E., tylko takie, że chce się o nich jeszcze długo myśleć.

Grażyna Błęcka-Kolska, która grała w nim główną rolę, nie ma silikonowych piersi, botoxu w czole i potrafi grać, więc diametralnie różni się od Megan Fox i nie trafi na niczyj pulpit na komputerze.
Pewnie dlatego siedziałam dziś na sali kinowej sama.
Sama.
No i dlatego, że nie miałam z kim pójść.

Ale!
Chodzenie do kina samej ma swoje plusy. Całe mnóstwo!
Nikomu nie przeszkadza, że jesz.
I z nikim nie trzeba się dzielić.

Nikt nie śmieje się w tych momentach, co nie trzeba albo gdy aktor na ekranie przeklnie.
Można wybrać sobie najlepsze miejsce na sali. Położyć kurtkę na fotelu obok. Nie trzeba walczyć z nikim o oparcie pod łokciem.
Nikt nie zasłania widoku i można sobie swobodnie wyciągnąć nogi.

Dodaj obrazCałe mnóstwo plusów.

Tylko że smutno jakoś.

czwartek, 4 czerwca 2009

Terminator

Czyli 130 minut z życia, których nikt mi nie odda.
Nic nie zrozumiałam z fabuły, która prawdopodobnie gdzieś tam majaczyła pośród tysiąca scen wybuchów, strzałów, pożarów, nieuzasadnionych iskier buchających ze wszystkich otworów i upadków ze stalowych konstrukcji na stalowe podłogi.
Akcja miała miejsce w 2018 roku. Amerykańscy twórcy filmowi przewidują, że w ciągu 9 lat na ziemi nastąpi taki postęp technologii, że maszyny wielkości wieżowca nabiorą świadomości i woli. I że wszystko będzie czarno białe.
Podczas gdy w Elblągu w ciągu 9 lat zakupiono dwa nowe tramwaje.

Ale jak już mówiłam Tomkowi chłopakowi z sąsiedztwa, chodzę do kina, bo tam mają najsmaczniejszy równo posolony popcorn.

I jeszcze kolejne otwarcie sezonu:


Jeżeli zjem choć jeden kawałek więcej, to chyba się ocielę.

czwartek, 28 maja 2009

Kocham Ligę Mistrzów

Dlaczego kocham Ligę Mistrzów?

Wczoraj był finał i Tomek chłopak z sąsiedztwa koniecznie chciał go obejrzeć i oddał mi swoje bilety do kina.

Zabrałam więc piękną A. na "Stan gry" z Benem Affleckiem i Kevinem Spacey'm, który dopiero na końcowych napisach okazał się być Russelem Crowem.

A jest to typowy amerykański film o spisku i aferze na szczytach władzy, w którą są zamieszani (oczywiście) biali, (oczywiście) konserwatywni kongresmeni. A którą rozwiązuje (oczywiście) gburowaty dziennikarz z (jak bardzo oczywiście) niezależną, ambitną, chudą i młodą dziennikarką (tak naprawdę blogerką, bo twórcy filmu chcieli być tak na czasie, jednak pracuje ona tylko przez pierwszy kwadrans filmu, trudno ustalić, kto wykonuje jej obowiązki gdy ona prowadzi śledztwo w krótkiej spódnicy i wysokich obcasach pokazując co i rusz swój nienaganny 48godzinny makijaż i włosy, które się nic a nic nie puszą ).
I mógł się skończyć już po pierwszym średnim popcornie spokojnie.

No ale spędziłyśmy sobie razem wieczór i przy okazji w towarzystwie fanfar zostało mi wręczone oficjalne zaproszenie.

(piękna A. zrobiła wszystkie kilkadziesiąt zaproszeń własnoręcznie)


I od sierpnia skończą się wypady do kina.

sobota, 4 kwietnia 2009

"Tak właśnie mija nas czas"

Z okazji pięknej i zachęcającej do spacerów pogody, zostałam w domu i umyłam okno.
Potem leżałam, oglądałam swoje dzieło, rozczapirzałam palce u stóp i czekałam, aż ktoś zaproponuje spacer, wypad, imprezę albo coś.

Żadne zaproszenie nie spadło mi z nieba. Więc, no cóż...

A dziś na TVN "Bridget Jones". Mogłabym powiedzieć to, czego nie lubi Tomek chłopak z sąsiedztwa - "jestem jak Bridget Jones".
Ale brakuje mi pewnego szczegółu:

Więc, no cóż...

czwartek, 26 marca 2009

Sen

Miałam bardzo mocne postanowienie wyspania się w środę.
Miałam zamiar wbić się w swoją różową piżamę w koty i obejrzeć You can dance.
Niestety moje ambitne plany zeszły na bok, gdy tylko dostałam zaproszenie od A., która pięknie śpiewa na babski wieczór z Love Actually.

Trzy powody, dla których taki wieczór jest lepszy od snu?

1. A., która pięknie śpiewa, Ala i piękna A. czyli szereg dziewczyn na A., z którego ja z każdym swoim imieniem trochę odstaję ;)
(mała scena rodzajowa: siedzimy we 4 na kanapie, A., która pięknie śpiewa i my we trzy. Ona odbiera telefon i mówi do swojego męża: są tu ze mną dwie super laski!)

2.
HELLOU?! :D
Gdyby ten facet wiedział o tym, ile kobiet na świecie go pragnie i jakie ma wobec niego zamiary, bałby się wyjść sam na ulicę.
No i nie ma nic bardziej relaksującego niż wspólna, synchroniczna nienawiść do Keiry Knightley :)

3. A. ma Szynszyle!!!!!!!!
Zobaczcie, jakie ma małe łapuczki!!

Ale nie mogłam zabrać ani jednego do domu dla mojej A. :<

I tak o, wyśpię się dziś.
O ile niebieskooki brunet nie powie mi "rzucam wszystko dla ciebie Iga, tylko ciebie kocham, wyjdź za mnie"

Wtedy wyśpię się w piątek.

środa, 11 marca 2009

Kto nie ma szczęścia w grze

...ten po prostu nie ma szczęścia.

W życiu wygrałam dwie rzeczy. Zestaw puzzli w Głosie Elbląga i 2 złote w zdrapce Lotto.

Wczoraj u mnie w pracy był konkurs, w którym do wygrania były bilety na Koralinę. Ja oczywiście nie wygrałam, ale Tomek chłopak z sąsiedztwa wręczył mi z sobie tylko właściwym urokiem podwójną wejściówkę na film :)


Jeszcze nie jestem na etapie samotnego chodzenia do kina, więc zabrałam ze sobą Sh. (najpierw zapewniając go, że to nie jest randka i że nie chcę za niego wychodzić)
Film był w 3D i mieliśmy takie śmieszne okulary i w ogóle było fajnie. A potem zapalili światło.

Właściwie czemu nie miałabym iść sama do kina??

sobota, 7 marca 2009

Kochaj i tańcz, ale nie idź do kina

Młoda dziewczyna (oczywiście dziennikarka, one zawsze są dziennikarkami. I zawsze są młode) ubiera się jak pensjonarka i zbiera znaczki. Ze swoim bogatym i nudnym narzeczonym (oni zawsze są bogaci) wiedzie spokojne przedmałżeńskie życie pozbawione seksu i jakichkolwiek rozmów. Pod wpływem seksownego (a jakże) tancerza zaczyna rozpuszczać włosy i nosić kolorowe sukienki z Reserved.


To naprawdę zadziwiające, jak bardzo irytujący może być jeden film.
Ile niedorzeczności można zmieścić w 123 minutach.
Czy naprawdę to, że ktoś przypomina blond pekińczyka ze sztucznym uzębieniem, wystarczy do tego, żeby zagrał główną rolę??

Iza Miko. Zabijcie mnie.
Kazanie "grać" Izie Miko u boku Katarzyny Herman to naprawdę jakiś okrutny żart producentów filmu.

Gdyby nie Mateusz Damięcki w wersji topless, wspomniana Herman a także zabawa w 'Znajdź jak największą liczbę przykładu product placement w tym filmie'(10), to naprawdę byłabym w rozpaczy.

Szybko trzeba coś zrobić, żeby jeszcze uratować ten wieczór..

No coś trzeba zrobić :]


p.s. przyznać się, kto mi wczoraj krzyczał pod balkonem, żebym napisała posta? ;)

sobota, 24 stycznia 2009

Prawda o filmach

Każdy, kto choć raz oglądał ze mną film, wie, że nie jest to takie hop siup. Ponieważ za każdym razem głęboko (i głośno) przeżywam głupotę, nonsens i niedorzeczność scenariusza.
I nie pomaga, gdy moja A. mówi "przecież to tylko film!", za każdym razem moje wybuchy irytacji sięgają apogeum już po trzydziestu minutach.
Ale jak to wytrzymać??

Oto 25 prawd o filmach - przemyślenia cudze i własne:

1. Szef policji jest zawsze czarny.
2. Uczciwy i ciężko pracujący policjant zostaje zwykle zastrzelony na kilka dni przed emeryturą
3. Detektyw rozwiąże sprawę tylko wtedy, kiedy jest od niej odsunięty.
4. Podczas dowolnego dochodzenia policyjnego trzeba przynajmniej raz odwiedzić lokal ze striptizem.
5. Jeżeli w filmie jest jakaś ładna blondynka i ma 22 lata to bardzo prawdopodobne, ze jest światowym ekspertem od energii nuklearnej.
6. Komputery nigdy nie maja kursora na ekranie, ale zawsze mają napis "Enter: Password Now"
7. Wszystkie cyfrowe zdjęcia można powiększać w nieskończoność, aby odczytać dowolnie małe szczegóły.
8. Jeżeli jesteś mistrzem karate, twoi przeciwnicy odłożą broń palna i pozwolą ci się po kolei zmasakrować.
9. Kobiety nie jedzą
10. Im bardziej niedoświadczeni i spragnieni są kochankowie, tym większe prawdopodobieństwo równoczesnego orgazmu.
11. Wszystkie łóżka maja specjalną pościel, w której kołdra jest w kształcie litery L, tak, że zakrywa kobietę po pachy, a faceta obok niej tylko do pasa.
12. W wiezieniu zawsze jest ktoś, kto potrafi bez problemu załatwić chociażby i walec - trzeba mieć tylko odpowiednią ilość fajek do zapłaty.
13. Zawsze da się zaparkować tuż pod budynkiem, do którego chcemy się udać.
14. Kiedy płacisz za taksówkę, nie patrz na portfel. Po prostu wyjmij pierwszy lepszy banknot. Będzie to zawsze dokładnie tyle, ile należy się za kurs.
15. Wiadomości w telewizji zawsze pokazują coś, co ma akurat w tym momencie ważne znaczenie dla twojego życia.
16. Dzwoni telefon, ktoś mówi "włącz telewizor na kanał dwunasty", gdy bohater to zrobi, zawsze zobaczy ważna wiadomość od samego początku.
17. Wszystkie torby wynoszone z supermarketów zawierają przynajmniej jedną bagietkę.
18. Jeżeli widać ogromną szybę, za kilka chwil niechybnie ktoś zostanie przez nią wyrzucony.
19. Nawet, jeżeli bohater jedzie prostą drogą, konieczne jest, żeby kręcił kierownicą w prawo i w lewo, co kilka chwil.
20. Jeżeli musisz rozbroić bombę i zastanawiasz się, który kabel przeciąć, nie martw się, zawsze wybierzesz właściwy kolor ale dopiero w ostatniej sekundzie
21. Drewniane stoły są kuloodporne.
22. Ludzie nie zdejmują butów wchodząc do domu
23. I nie myją rąk przed jedzeniem
24. Wybierając numer telefonu uzyskasz połączenie po dwóch nanosekundach
25. Centrum dowodzenia światem znajduje się w Stanach Zjednoczonych

niedziela, 4 stycznia 2009

Koniec bezkrólewia

Początek nowego roku ma trzy stałe cechy: mamy postanowienia, czytamy horoskopy i jest zimno.

postanowienia
- pójść do opery
- zacząć grać w siatkówkę
- przytyć 5 kilo (żeby choć raz postanowić coś, co z pewnością się stanie)

horoskop
- gwiazdy mówią, że miłość mojego życia, którą spotkam JUŻ w październiku okaże się być związana przysięgą małżeńską i dziećmi

zimno
I faktycznie jest zimno.

A dzisiejszy tytuł posta nie brzmi tak bez powodu. Bo oto od dziś uznaję nowego króla:

Jak moja A. tylko pozwoli, to też będziemy miały lemura i nazwiemy go Julian! :)
("Madagaskar 2" po prostu wymiata, wszystko mnie boli od śmiechu)

A co do zimna, to w radiu powiedzieli, że już za dwa miesiące i siedemnaście dni nastąpi kalendarzowa wiosna, uszy do góry. Tak tylko Wam pokażę pierwszy dzień kalendarzowej wiosny z minionego roku...

sobota, 27 grudnia 2008

Telewizyjnie

Spoza stosu mandarynek, góry cukierków i jednego rolmopsa, który mnie zniszczył na całe Święta przybyłam do E.!

Jestem osobą szanującą tradycję, więc w ciągu ostatnich paru dni poza jedzeniem zajęłam się także oglądaniem telewizji.
"Kevin sam w domu" obejrzany po raz 54. i od razu jakoś tak się czuje Ducha Świąt.
Udało mi się także obejrzeć słynny musical "Mamma Mia". I jeżeli chodzi o ten film, to w całym morzu irytującej niedorzeczności scenariusza znajduję trzy pozytywy:
Meryl Streep, którą wielbię ("Sprawa Kramerów" w ten wtorek na Czwórce!!)
Mark Darcy
i główna bohaterka posiadająca piersi - zjawisko niespotykane od czasu "Żylety" z P. Anderson

A dzisiaj, w 3. dzień Świąt pieczemy z Mamą nowego makowca :]

p.s. o 21 na TVN7 "Masz wiadomość"!