Pokazywanie postów oznaczonych etykietą So. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą So. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 lipca 2010

Upały

Jeśli powiem, że jest mi strasznie gorąco i z pewnością nie wytrzymam tych temperatur i wreszcie się ugotuję, to będę banalna i nie odkryję Ameryki.

Ale jedyne, co mam z tych upałów, to niewyczerpane źródło powodów do narzekań, a zatem:

Matko Bosko jaki gorąc!!!

Nie da rady tego na spokojnie przeczekać, więc wzięliśmy z Pegazem sprawy w swoje ręce.

Pojechaliśmy do So na nocne kino na molo. A będąc już na miejscu (bo żadne temperatury nie przeszkodzą mi w używaniu imiesłowów), postanowiliśmy zostać tam na noc.


Ale przecież nie sami :]



Jak jest powszechnie wiadomo, jestem królową plaży, więc za dnia śmiało wbiłam się w swoje muzułmańskie bikini i zadałam szyku nad Bałtykiem.



Jednak nie samą miłością człowiek żyje, wybraliśmy się zatem z Sh. do Archiego, który jest królem Nowego Portu, dzięki czemu nikt nas tam ani nie obrabował, ani nie zabił.





Sh.


Tak lato mija i każdego dnia jest coraz bliżej jesieni. I możecie mi teraz powiedzieć "na co ci jesień dziewczyno, królowo bałtyckich plaż?!", ale jeszcze Wam nie powiem :)

wtorek, 7 lipca 2009

Superbohaterowie

Cokolwiek robią - robią to najlepiej. A wszystko, co robią, jest najlepsze na świecie.


Więc byłam na Openerze.


I Pegaz był ze mną.

Na zlot żaglowców przyjechała Sowa ze swoimi znajomymi, więc w czwartek wieczorem uskutecznialiśmy małą integrację na polu namiotowym, na które wkradliśmy się z Pegazem używając naszych supermocy (wejściówek znajomych Sowy).

A nad ranem łapaliśmy na bosaka wschód słońca.

Aż przechyliliśmy horyzont.

Myślę, że we dwójkę ustaliliśmy standardy Super-Śniadania.
I wyzywam każdego na pojedynek na śniadania, bo nie wierzę, że ktoś kiedyś miał lepsze, od tamtego naszego na kocyku nad morzem.


Skoro już kupiliśmy bilety, to zahaczyliśmy o gdyńskie lotnisko i Openera, gdzie spędziliśmy 80% czasu stojąc w przeróżnych kolejkach a ja rozleciałam się na kawałki na koncercie Mobiego.

Poszliśmy na kino letnie na molo na "Slumdoga", gdzie po tym, jak wszyscy rozsadowili się wygodnie na leżakach, lunął deszcz. Na miejscu została tylko dwójka chichrających się superbohaterów zakryta folią i pijąca najpaskudniejsze wino na świecie z plastikowych kieliszków.

Razem tapetowaliśmy mój pokój, przy czym o mało co nie doszło do rękoczynów :)

Dziś Pegaza już nie ma i nie mam już supermocy.

niedziela, 21 czerwca 2009

Acapulco czyli wieczór panieński pięknej A. vol. 2.

Próby i przygotowania do wieczoru panieńskiego wciąż trwają!

A wczoraj wypróbowałyśmy moje ulubione miejsce - bańki mydlane, stuletni Dj, papierowe talerzyki zamiast popielniczek, "Kanikuły" i ludzie starsi nawet ode mnie czyli Koliba!

Zaczęło się trochę niemiło, gdyż zostałam wyproszona z samochodu, bo jako jedyna z dziewczyn nie śmierdziałam ogniskiem ale potem było super.

Już w drodze zaczęłyśmy przekrzykiwanie się na temat depilacji woskiem, chłopaków z podstawówki, zdjęć rozwodowych i wszystkich naszych teściów - aktualnych, przyszłych, byłych i przyszłych niedoszłych.

Potem były dzikie tańce, śpiewanie Feela, nabijanie się z blondwywłoki, której kocie ruchy przypominały konwulsje (a wszystkie odstawione przy 5 różnych facetach w ciągu 20 minut).
Niestety gdy zaczęła się najlepsza zabawa, tzn. gdy jakaś wielka dziewczyna zaczęła bić cztery razy mniejszego od siebie faceta a Dj puścił dedykację "dla Zdziśka od całej klasy z okazji 20. rocznicy matury", to my musiałyśmy już się zwijać.
A już leciały takie szlagiery jak "Acapulco"!

Ale fajnie być dziewczyną :)

wtorek, 16 czerwca 2009

Potrzebuję urlopu

Wchodzę dziś do pracy.
Zabieram nasze gazety. Przeglądam pierwsze strony.

I aż usiadłam z wrażenia.

Pewien 85-letni dziadek (znany niegdyś jako Andrzej Łapicki) od kilku dni jest mężem 25-letniej dziewczyny.
Tzn. , że dzieli ich jakieś 180 lat różnicy.

I wtedy właśnie poczułam, że potrzebuję urlopu od takich rewelacji. Że od jutra biorę L4.
I zapisuję się do sanatorium.


A najbliższe sanatorium mam gdzie? W So.
Dlatego wybrałam się na (zaskoczenie) samotny spacer do So. Zaliczyłam jeszcze wystawę plakatów Alfonsa Muchy (polecam, Galeria Sztuki Współczesnej w Sopocie, od 11 do 19, do któregośtam czerwca, aha i w poniedziałki nieczynne).
Załapałam doła, nagniotłam sobie i otarłam stopy, naburmuszyłam się bez sensu jak jakaś idiotka na kogoś, na kim bardzo mi zależy sprawiając tym samym, że pewnie już nigdy nie odbierze ode mnie telefonu i wróciłam sobie do domu.


Teraz w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zjadam górę węglowodanów i oglądam "Gotowe na wszystko". A co mi tam.


A to powiesiłam sobie nad biurkiem w pracy, żeby pamiętać, żeby niczemu już nigdy się nie dziwić.

sobota, 9 maja 2009

Jeszcze o Dodzie


Z racji mojej pracy obcowanie ze słynnymi ludźmi nie powinno mnie ruszać. Jednak pamiętam, jak stałam z rozdziawioną buzią, gdy spotkałam Dodę w So.
Ha! Tak na marginesie, zwietrzały metal okazał się być Nergalem z deathmetalowej grupy Behemoth. W środę Super Express z Faktem donosiły o ich wtorkowej randce domyślając się, że to jednorazowa prowokacja. I nie wiedziały, że pewna (szanowna) pani redaktor widziała ich razem już parę dni wcześniej ;)
Ale co ja się będę podniecać Dodą? Idę sobie dzisiaj spokojnie po molo z moją Mamą a tu nagle słyszę niewiarygodnie dobry wokal...

Przypadkiem natknęłam się na koncert A., która pięknie śpiewa i narobiłam wiochy najgłośniejszymi brawami :)

A teraz uderzam na nocną plażę z piękną A.
Wysłałam ją do sklepu po alkohol a ona wróciła z trzema Reddsami.
Eh :)

wtorek, 11 listopada 2008

Weekend z Człowiekiem nr 1

Moja Mama jest najlepsza na świecie. Kupiła nam pralkę! Ale i bez tego jest super.
Weszła do domu, zobaczyła Biankę i "co to jest? skąd to macie?" i zaraz zrobiła z nią porządek zrzucając ją z krzesła i komody i lodówki i łóżka. Gdy Bianka patrzyła na nią swoją mordką płaską jak talerz, to moja urocza Mama powiedziała do niej "no i czego tu szukasz? chodź, wypuszczę cię do lasu".
Miałyśmy pójść do kina, ale grali tylko Jamesa Bonda, więc poszłyśmy na lody.
Byłyśmy też w Sopocie i nałaziłyśmy się jak wariatki od Monciaka po molo aż do samego Jelitkowa.. Ale oczywiście zachowałyśmy stały punkt każdej wycieczki do So :)


A to jest klif. Kiedyś tam będę.


I chciałam ogłosić, że jestem absolutnie, szaleńczo i bez reszty zakochana w tej oczytanej kulce puchu.


Myślę, że już oficjalnie zostałam starą panną.

środa, 22 października 2008

Lejdis 2

Sopockie spotkanie dyplomowanych polonistek to coś, na co z K. czekałyśmy długo.


W pewnym momencie nawet zmieniło się to w piżamową posiadówkę ;)



Trochę zniszczyłam K., tak, że rano powiedziała z nadzieją w głosie"no... to my teraz długo się nie będziemy widzieć, co?"

Rano wyszłam do kuchni w poszukiwaniu wody i proszę bardzo.. jakie to ludzie mają widoki z okna :)

słabo?

Ok, dość tych alkoholicznych wpisów. Nie piję aż do samego piątku.

Jadę za parę godzin do E.
Moja siostra bierze ślub w tę sobotę (pomimo wielkiego pryszcza, który wyskoczył mi na skroni nie chciała go odwołać), więc wypada się z tego cieszyć.
I będę najlepszą druhną na świecie!

niedziela, 17 sierpnia 2008

Love Sowe

W drodze z Łeby do rodzinnego Mazowsza moja ukochana Sową zajechała ze swoim Jasiem i ich psem Polą do So :)

Objadłam się gofrów i makaronu, opiłam się piwa i naśmiałam z wielu rzeczy, z których nie należy się śmiać :)




To np. wydało nam się niebywale śmieszne :)

Całowanie ryby też :)

j.w. :]


W Puzonie, z serii "weźmy tę czerwoną lampkę i zróbmy sobie z nią zdjęcie"



W darze od Sowy dostałam bransoletkę z automatu z kulkami i cukierki lukrecjowe. Najobrzydliwszą rzecz, jaką kiedykolwiek miałam w buzi :)

wtorek, 5 sierpnia 2008

Zamieszki

Bo to od razu było wiadomo, że jak B. do mnie przyjedzie, to się to dobrze nie skończy.
Myślałam, że dziś umrę w pracy.

Całe szczęście, że najbardziej odpowiedzialnym zajęciem, jakie dziś mi przydzielono było wkładanie nalepek i folderów do kopert. A i tak uważam, że przeszłam samą siebie. Ponieważ kopert było 6...

Byliśmy w kinie na Archiwum X. Gdy zza nagiej Scully leżącej pod kołdrą wyłonił się Mulder całujący ją po plecach i mówiący, że czas zapomnieć o ich zmarłym synku Williamie, pomyślałam sobie, że coś jest niehalo. Ale gdy zaczęto jakiejś lasce odcinać głowę, żeby przyszyć ją rosyjskiemu emigrantowi gejowi, to wzięliśmy swoje manatki, wyszliśmy z kina i zabraliśmy się do So :)

A potem był Puzon, znajomi, piwo, wiśniówka i ja stojąca na bosaka na kanapie z kieliszkiem w ręku, mówiąca "bo ja jestem urzędnikiem państfooofffym..żybrzybrzyży..." (K. ma to nagrane, więc musi zginąć)

I żeby nie było, że nie ma tu moich zdjęć, to ByQ, ja i moje grube ręce:


Tęskniliście za mną, co? ;)

czwartek, 31 lipca 2008

Ania De w letniej kawiarence wp

A już się bałam, że nie zdążymy, bo najpierw nam tramwaj uciekł, a potem wracałam się jeszcze do domu po płytę, na której miała mi się podpisać :]

Ale zdążyłyśmy!

Przywitał nas rozentuzjazmowany tłum turystów z goframi. Zdecydowanie zawyżałyśmy średnią wiekową. I jako nieliczne wiedziałyśmy, że to Ania Dąbrowska a nie Monika Brodka.
A tu.. na tym filmie uwieczniony moment podpisania mojej płytki.



To krzyknięcie "dla igi!!" a na koniec "dzięki wielkie!!' to moje.

Udało mi się jeszcze zrobić z nią zdjęcie, na którym mnie - uwaga - objęła, ale wyglądam na nim jak rozczochrany potwór, więc niech to trafi do mojego prywatnego, mrocznego archiwum..



och :*



Więc nigdy więcej nie tańcz ze mnąąąąąąąąąąąą :)

niedziela, 13 lipca 2008

Przepis na udany wieczór panieński

Zgromadzić w jednym miejscu i czasie:

- rozmowy o podłości mężczyzn
- śpiewanie do banana
- kurczaka w sezamie
- wyrywanie sobie pejcza z rąk
- alkoholu dużo i kolorowo
- kilka świetnych dziewczyn :)


Kasia dostała od nas obowiązkowy zestaw młodej mężatki
Ale nie chciała mierzyć ;)

Po narobieniu chaosu i rabanu na Żabiance pojechałyśmy na balety do So


No i co ja Wam będę opowiadać .... ;)

Cześć :)

poniedziałek, 30 czerwca 2008

Fotosy

W bożociałowy długi weekend w ramach robienia z siebie kompletnej sieroty poszłam sama na spacer do Sopotu. Celem było poużalanie się nad sobą, swoim ciężkim losem oraz radosne przemyślenia na temat rzucania się z klifu orłowskiego. Przy okazji zjadłam se loda i porobiłam kilka zdjęć moim cudownym aparatem FED 5 przez wszystkich mylonym z Zorką albo Zenitem. Mój aparat mimo tego, że jest starszy ode mnie (a niewiele jest takich rzeczy na świecie) spisuje się genialnie. Oszczędzę Wam specyfikacji, niech wystarczy, że jest na wypasie jak na tak wiekowy sprzęt :) Pierwszy raz zamiast wywoływać film i drukować zdjęcia, zeskanowałam go. Efekty, efekty moi Mili:

Z serii: "jestem romantyczną duszą a swoje wnętrze zobrazuję łabądkiem"
Każdy, kto jest na plaży w So, robi to zdjęcie:
Oczywiście niektórym wychodzi lepiej ;)


Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego zakonnice tak często chodzą na plażę. Ale lubię ten widok.

Zostałabym zakonnicą, gdyby nie to, że jestem złym człowiekiem.

Sopot jest fajny :)

Tymbark dziś dedykuję Z.: Jesteś zielony? ;)