Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balety. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 stycznia 2012

Chinchilla's night

Poznajecie te słodkie wielkie chomiki z ogromną głową i mikrołapkami?

To szynszyle A., która pięknie śpiewa!


Razem z Michałem zaprosili nas do siebie na wieczór, który okazał się być wieczorem latino :)

Po pierwsze, szynszyle:




Po drugie pyszna szama, niemal meksykańska i na ciepło :)


Po trzecie heyah banana, którą w nocy po powrocie nazwałam na Facebooku "hyeah bannah", co może świadczyć o tym, jak hojną barmanką jest A.,która pięknie śpiewa. (Przepis jest dziecinnie prosty, do kieliszka o wyglądzie wysokiej próbówki wlewacie sok bananowy, a potem delikatnie dolewacie wiśniówkę - pierwsze 4 jeszcze wychodzą ;) )


Po czwarte: jako osoby, które głęboko cenią sobie również strawę duchową, pograliśmy w super grę karcianą Hawana, aż do momentu, w którym wygrałam.


Były również szalone pląsy w wykonaniu A. i moim, które zawstydziłyby samą Beyonce, gdyby tylko tego wieczoru znalazła się na Kamiennym Potoku w Sopocie.

Ale z pewnością zawstydziły Pegaza i Michała, którzy byli dość zażenowani.

I jeszcze na koniec coś z cyklu 'Najlepsza rzecz na świecie':


śrubokręt dla Barbie!!!!

I Bąbel zaraz po tym jak mnie ugryzł, jeszcze przed tym jak próbował uciec.


sobota, 10 grudnia 2011

Jowita

Jowita ma zawsze świetne pomysły na imprezy.

To właśnie u niej była ta impreza z postaciami z filmów i bajek, w której piliśmy wódkę przebraną za lisa.

Dziś była nasiadówka z kuchnią polską, gdzie wszyscy przynieśli jakiś smakołyk z rodzimej kuchni, nawet Piotr i Paweł przygotowali śledzie ze śliwką.



Niestety mój wieczór sponsorowała równie polska wiśniówka z sokiem z krajowych bananów, stąd zdjęcia są nieco chaotyczne i mało poglądowe.



Musicie zatem na słowo uwierzyć, że polska kuchnia to świetny smalec, golonka i muffinki z pierogami!



Tak wyglądały jeszcze na imprezie:




A tak już w domu:


A tu znajdziecie pełen ich wybór:

www.fajnebaby.pl

niedziela, 13 listopada 2011

Przyjęcia niespodzianki

Uczestniczyłam w takich dwóch. Jedno odbyło się na cześć koleżanki Sh., gdy schowaliśmy się po ciemku w jej pokoju w 20 osób i czekaliśmy, aż przyjdzie, a mi się chciało siku. A z drugiego wróciliśmy wczoraj.
Gdy po kolei wchodziliśmy z klatki do mieszkania A., która pięknie śpiewa, oczy jej męża odzianego w luźny dość każualowy dres robiły się coraz większe. Wszystkiego najlepszego Michał! ;)
Impreza mimo, że robiona na kolanie i w wielkiej tajemnicy, była przednia. Zrozumiałam, że czas już iść, gdy pośród imion dla naszego nowego kota padały takie propozycje jak Bimber, Bigos i Bidet (żeby było podobne do "Bianka").

A co u mnie?

Kupiłam mieszkanie, zamieszkałam z Pegazem, więc jak sami widzicie, nic specjalnie ciekawego się nie dzieje.

No chyba, że przebieramy Bianusię za Króla Juliana i wtedy jest strasznie śmiesznie.

wtorek, 21 września 2010

Wystarczyło powiedzieć



Przecież wystarczyło mi powiedzieć, że chcecie nową notkę, to przecież bym napisała, a nie jakieś protesty, "Gdzie jest notka?!", apele, no po co.


Więc - jak wiecie - miałam urodziny, które w myśl zasady "ile lat - tyle obchodów" obchodziłam z osiemnaście razy.


Przed szereg wyszedł oczywiście Sh., który jeszcze przed godziną zero wyprawił mi imprezę u Kasi i dał tort.



Wypiek ten razem z ręką Sh. i całą klatką schodową Kasi o mało co nie strawił ogień, ale marcepan z woskiem był naprawdę smaczny. Od Sh. i jego dziewczyny dostałam Jengę, która od tamtego dnia podbiła wszystkie spotkania towarzyskie, w których brałam udział.



Wciąż jestem w trakcie wymyślania sposobu, by zagrać w to w pracy.





Sh. obchody otworzył, po czym ja dalej świętowałam w wielu miejscach i z wieloma ludźmi, aż w końcu Sh, je zamknął.



I masz, 18 lat skończone jak nic.





Tak więc wrzesień mijał całkiem spokojnie i poza początkiem Top Model naprawdę nie działo się nic, co by mogło wybudzić mnie z letargu.



Dopóki moja A. nie wróciła z urlopu i nie pokazała pierścionka zaręczynowego od jej M.



I jeszcze Bianka.

środa, 21 lipca 2010

Znowu Port

Życie jest piękne, dlatego znowu nadarzyła się okazja, by pojechać do Nowego Portu, gdzie Archie ma mieszkanie:




I gdzie nad kanałem odbywały się urodziny Dominika:





HRYP!

"Dominik, jak się czujesz wkraczając w ten wiek?"
"Póki nie robię pod siebie, jest dobrze"

Sh. dał Dominikowi książkę 500 instrukcjami, czyli jak zrobić wulkan, wyznaczać kierunki patrząc na gwiazdy, czy walczyć z krokodylem.

A gdy już mówimy o najlepszych prezentach na świecie, to gdy Pegaz powiedział, że ma coś dla mnie, to w pierwszej chwili pomyślałam, że nie inaczej jak pierścionek zaręczynowy, albo perfumy, niech stracę!

Jednak oczom moim ukazał się...






Niestety komórka nagrywa mi tylko kilkanaście sekund, a dopiero potem on się rozkręca i wchodzi na wysokie tony śpiewając OOoooOOOOOoooooo.

Ale moja A. mnie udusi, jeżeli kiedykolwiek go jeszcze włączę :)

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Jak się integrowałam

Bo chociaż znamy się już ponad rok, to czemu nie mamy poznać się jeszcze lepiej? :)


Nad całością czuwała błogosławiona Bolesława Lament.

Bianka i jej stały rytuał.



Pamiętacie, jak człowiek był mały i strasznie głupi i zawsze leciał na koniec autokaru, żeby być jak najdalej "od pani", a potem mama waliła w szybę i krzyczała "nie siedź na kole, bo się porzygasz!"?
Pewne rzeczy się nie zmieniają :)


A na miejscu jak to na wyjeździe służbowym:

Konferencje...


Szkolenia...


I gry zespołowe.




I tymi rękoma zdobyłyśmy dwa punkty dla Gdańska i prawie wygraliśmy z Warszawą!
Bo integracja integracją, ale nasze i tak musi być na wierzchu ;)

środa, 3 marca 2010

Marzec

Chociaż luty minął pod znakiem jednego tygodnia w górach, to zakończył się całkiem mocnym akcentem w postaci urodzin Sh. i Kuby, którzy postanowili zorganizować je razem.
Urocze?
Jeszcze bardziej urocze jest to, że impreza odbyła się w Spółdzielni Literackiej, więc jubilaci też wystąpili jako literaci.

Na miejscu okazało się, że Sh. i Kuba znają całe Trójmiasto, więc ludzi było więcej niż w dwunastce o 7.25 rano, więc jak zwykle Sh. okazał się być królem melanżu. Mimo tego, że to nie on został do końca, tylko ja :p


Piękna A. mimo tego, że jest milion kilometrów ode mnie, kocha mnie na odległość i przesyła komiksy z Garfieldem. Słabo?


Dawka dobrego humoru teraz mi się przyda, bo doradca kredytowy nazwał mnie dziś "jednoosobowym gospodarstwem domowym".



głupi Tylkowski :|

wtorek, 23 lutego 2010

W słowiańskim Aspen czyli Bukowina

Jesteście ostatnimi osobami, którym jeszcze nie odpowiadałam na pytanie "no i jak tam? nauczyłaś się jeździć na desce?"

Było super i nie nauczyłam się.


Wierzę, że ludzie mają talenty.
Nikodem ma talent do jeżdżenia na desce i dlatego jest instruktorem.
A., która pięknie śpiewa ma talent do śpiewu i dlatego jest piosenkarką.
Piękna A. ma talent artystyczny i dlatego prowadzi kursy rękodzieła dla wszystkich chętnych z Leeds i okolic.
Ja potrafię rozkładać palce u stóp i dlatego nie jeżdżę na desce, nie śpiewam i nie zajmuję się rękodziełem.

Z deską było tak.
Był płacz, był wrzask, było "zostaw mnie! zostaw mnie!".
Ale ja i Pegaz nadal jesteśmy razem.

Bo w końcu pojechaliśmy tam dobrze się bawić.

Plan wykonany w stu procentach!
(przeze mnie - jako przodownicy wykonywania wszelkich planów - nawet w 200%, co odbiło się dość szerokim echem jeśli nie w Bukowinie, to na pewno w naszym domku z boazerii, a rano w mojej głowie).


Pegaz, który jest zwycięzcą mistrzostw świata we wszystkim, śmigał sobie elegancko na desce. Tu składa pokłon temu stoku.

Ja w tym czasie straszyłam miejscową misiopodobną zwierzynę.

Urlop był przeudany. Nawet mimo tego, że każdego (KAŻDEGO) dnia Sh. wysyłał mi smsy z pytaniem o to, czy Pegaz już mi się oświadczył, a ja za każdym razem musiałam odpisywać, że nie :P

Wczoraj byłam na bardzo dobrym filmie - "W chmurach" z Clooneyem.
To o facecie, który musiał przelecieć tysiące mil, żeby zrozumieć, że nie chce żyć sam.

Mi wystarczyło 600 km w obie strony.


A co u Was?

piątek, 15 stycznia 2010

Debiut

Stało się. Wczoraj wieczorem miał miejsce mój debiut sceniczny.



Diabeł ode mnie z pracy (a jednocześnie wokalista) przedstawił mnie jako dziewczynę o ognistych włosach, która nigdy nie przyszła na próbę i trudno mu nie przyznać tutaj racji.

Problem jednak został rozwiązany. Ponieważ stojąc zaraz pod sceną łączyłam się telepatycznie z drugim wokalistą, który śpiewał moim głosem, tylko lepiej, a ja skupiałam się na wyglądaniu.
Uważam, że spokojnie mogłabym zostać kaszubską Beatą Kozidrak, bo koncert powalił na kolana.
Także Diabła, który dzisiaj w pracy wyglądał bardzo niewyraźnie.


Bo - jak to się mówi - wielko gwiazdo trzeba się urodzić.

niedziela, 27 grudnia 2009

Przy stole

Święta minęły mi przy stole.


Gdy stałam się jedną wielką rybą po grecku, wstałam od stołu i popłynęłam na spotkanie z moimi ludźmi na starówkę, gdzie czekał mnie kolejny stolik.

I tu oficjalnie napiszę: był także Krzysztof i Izabela, wierni czytelnicy mojego zielonego bloga, których - jakże niesprawiedliwie - omijałam do tej pory w swoich fascynujących notkach :)

Po tym, jak doturlałam się z zapasem sałatki jarzynowej do Gdańska, miałam ciężką rozmowę z Bianką.
Powiedziała mi, co myśli o tym, że ją zostawiłam i że chyba oszalałam, jeśli myślę, że to się powtórzy za rok.

I obejrzałam Love Actually. Pobuczałam się, jak Marc Darcy oświadczał się tej lasce i specjalnie nauczył się dla niej portugalskiego, a ona potem schodziła z tych schodów i powiedziała "yes" i się całowali.

Film z bardzo pozytywnym przekazem. Udowadnia, że osoby takie jak Keira Knightley czyli zezowate i z wystającą dolną szczęką, mogą grać w filmach i to główne role!

Słodkie.

czwartek, 17 grudnia 2009

Moja firma mnie kocha

Wiem, że moja firma mnie kocha.
Dostałam od nich cała skrzynkę prezentów!

Zrobiliśmy sobie dzisiaj nieoficjalną wigilię z ludźmi z pracy i poszliśmy do Kwadratowej, żeby czuć się jak banda dziadków wśród studentów.

Samopoczucie jednak z każdym mojito się dziwnie poprawiało i wróciłam do domu w szampańskim nastroju.

Dopóki nie uświadomiłam sobie, że zgodziłam się robić chórki w deathmetalowym zespole kolegi z redakcji.


I mamy z moją A. choinkę, wpadnij, pokolędujemy :)

wtorek, 8 grudnia 2009

Weekend

Weekend zaczął mi się w piątek wieczorem, gdy Pegaz nie poznając mnie, minął mnie na dworcu.
Potem pojechaliśmy do kina na "2012", by obejrzeć 30 minut świetnych efektów specjalnych poprzerywanych nadętymi dialogami, absurdalną fabułą i niedorzecznym scenariuszem.


Poszliśmy z całą bandą moich ludzi do Koliby, gdzie odbyła się impreza tego roku z kumulacją alkoholu, dobrej muzyki, tańca na stole i alkoholu.

I Pegaz uparł się, że jest Michaelem Jacksonem i że nie odda tego kapelusza.



Potem było mnóstwo mniej lub bardziej nadających się do opublikowania wydarzeń, aż pojechaliśmy na kręgle, gdzie dałam mu ze sobą wygrać, żeby mu nie było przykro. Bo takie już mam dobre serce i nic na to nie poradzę.

Dziś skończył się mój weekend, bo Pegaz właśnie dojeżdża do domu.
I muszę spalić ten kapelusz.

sobota, 31 października 2009

Girls just wanna have fun

Piękna A. jest już na polskiej ziemi i zaczęłyśmy wczoraj pierwszą część celebracji.

Najpierw byłyśmy u Izy i Wiktora, którzy mają łóżko wielkości mojego pokoju.

A potem udałyśmy się do Irisha, gdzie z rozrzewnieniem wspominałyśmy panieński Pięknej A., po którym wychodziłyśmy z klubu na czworakach.


Tylko Piękną A. tak dobrze zna przeboje MTV, więc zabawa była przednia. Ja czułam się jak na studiach, a Piękna A. czuła się jak panienka. No, może poza tym momentem, w którym udawała moją dziewczynę, żebyśmy mogły się bawić nienękane przez podejrzany element.

A dzisiaj część druga w....... Kolibie!
Zniszczenie przybywaj!

sobota, 10 października 2009

Niemożliwości

Nie potrafię i nienawidzę szyć.
Zbiera mi się na płacz, gdy trzeba przyszyć guzik i jestem w stanie wymasować mojej A. stopy za to, żeby to za mnie zrobiła.

Jednak nadszedł ten moment, w którym nawet ja - królowa świata - musiałam wziąć igłę z nitką do ręki.

Bianka musiała mi "pomóc".

Nie mogło być inaczej.


Jowita zorganizowała u siebie w domu imprezę przebieraną. Tematyka - postaci z filmów i bajek.

Przebrałam się za kelnerkę (hej, w niemal każdym filmie jest kelnerka). Ale i tak wyszło, że jestem pokojówką.


Sh. sam sobie zrobił kostium batmana z czarnego brystolu i prześcieradła ("z Ikei!!"). Tylko wyciął za małe dziurki na oczy :) Tu dodatkowo w peruce policjanta :)

Była kupa śmiechu.


I innych takich atrakcji typu butelka wódki w pokrowcu w lisa.


I teraz stoję przed wyzwaniem dziesięciokrotnie większym niż uszycie fartuszka.
Z głową, która z całą pewnością zaraz rozleci się na tysiąc małych kawałków, muszę obrać dynię na konfitury.