Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szama. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 grudnia 2011

Jowita

Jowita ma zawsze świetne pomysły na imprezy.

To właśnie u niej była ta impreza z postaciami z filmów i bajek, w której piliśmy wódkę przebraną za lisa.

Dziś była nasiadówka z kuchnią polską, gdzie wszyscy przynieśli jakiś smakołyk z rodzimej kuchni, nawet Piotr i Paweł przygotowali śledzie ze śliwką.



Niestety mój wieczór sponsorowała równie polska wiśniówka z sokiem z krajowych bananów, stąd zdjęcia są nieco chaotyczne i mało poglądowe.



Musicie zatem na słowo uwierzyć, że polska kuchnia to świetny smalec, golonka i muffinki z pierogami!



Tak wyglądały jeszcze na imprezie:




A tak już w domu:


A tu znajdziecie pełen ich wybór:

www.fajnebaby.pl

poniedziałek, 31 maja 2010

Nareszcie!

Już! Już jest! Coś, na co czekałam baaardzo długo i z wielką niecierpliwością!

Ma 3,6 kg i 52 cm.
Nazywa się Michał i jest pierwszym dzieckiem mojej siostry :)

Lecę do niego z Mamą w czwartek (:

A poza tym moi Drodzy są już polskie truskawki! Przyznać się, kto już ma za sobą pierwsze truskawkowe zatrucie?;)

piątek, 22 stycznia 2010

Chora

Od wczoraj jestem chora.

Musiałam z tego powodu zrezygnować z wielu bardzo ważnych dla mnie rzeczy takich jak fitless, makijaż, darmowe kino i praca ale... w życiu nie zrezygnuję z jutrzejszej Koliby!

I choćbym miała tam jutro śmierdzieć czosnkiem, to będę tańczyć na stole i już! o.

A gdy siedziałam w domu pogrążona w cierpieniu i chusteczkach do nosa, przyjechał do mnie Sh. z zakupami, zrobił kotlety wielkie jak kontynent i dał batonika.

I nie wiem, czy to przez ten czosnek, ale chciało mi się rozpłakać.

niedziela, 27 grudnia 2009

Przy stole

Święta minęły mi przy stole.


Gdy stałam się jedną wielką rybą po grecku, wstałam od stołu i popłynęłam na spotkanie z moimi ludźmi na starówkę, gdzie czekał mnie kolejny stolik.

I tu oficjalnie napiszę: był także Krzysztof i Izabela, wierni czytelnicy mojego zielonego bloga, których - jakże niesprawiedliwie - omijałam do tej pory w swoich fascynujących notkach :)

Po tym, jak doturlałam się z zapasem sałatki jarzynowej do Gdańska, miałam ciężką rozmowę z Bianką.
Powiedziała mi, co myśli o tym, że ją zostawiłam i że chyba oszalałam, jeśli myślę, że to się powtórzy za rok.

I obejrzałam Love Actually. Pobuczałam się, jak Marc Darcy oświadczał się tej lasce i specjalnie nauczył się dla niej portugalskiego, a ona potem schodziła z tych schodów i powiedziała "yes" i się całowali.

Film z bardzo pozytywnym przekazem. Udowadnia, że osoby takie jak Keira Knightley czyli zezowate i z wystającą dolną szczęką, mogą grać w filmach i to główne role!

Słodkie.

czwartek, 15 października 2009

Konfitury c.d.

Bo wcale się nie poddałam i im nie odpuściłam.

Więc gdy inni byli na imprezie, mieli życie osobiste, spali lub oglądali TVN Style, ja wyrzuciłam wszystko z 14 słoików do garnka, dolałam sok z cytryny i przez kilka godzin znowu je smażyłam.

Z 14 słoików pomarańczowej papki w magicznym sposób zrobiło się 9 słoików papki bordowej. Nie wiem, czy teraz będzie ok, ale i tak jestem szczęśliwa, że się nie poddałam.

Najszczęśliwszą osobą i tak okaże się być moja A., która w końcu ma czystą i wolną kuchnię bez lepiącej się podłogi ;)

ps. co zrobić z przypalonym garnkiem? Wszelkie rady z kwaskami cytrynowymi, solą, sodą czy innymi cudami mile widziane.

niedziela, 11 października 2009

Jestem złym człowiekiem

Bo gdy Kasia umawiała się ze mną na wczorajszy wieczór, nie wiedziała, jakie są moje prawdziwe intencje.
A zastała u mnie górę słoików i 5 kg dyni.


Dwa piwa i jedna żołądkowa gorzka później miałyśmy 14 słoików :)

I pojechałyśmy na KULT.

Można?
Można ;)

wtorek, 1 września 2009

Bardzo długi post o bardzo krótkim weekendzie.


Chociaż ten weekend trwał jakieś pół godziny, to jak się okazuje, całkiem sporo się działo.

Przyjechał Pegaz. I chociaż Bianka była przekonana, że przyjechał tylko do niej, po to, by ją przez trzy dni głaskać, to przyjechał w zupełnie innym celu.

Przyjechał upiec ze mną 12 babeczek.

Pojeździć na rowerach.

Zjeść sopockiego gofra.

Zrobić wiochę w Almie robiąc "oooOOOooo" za każdym razem, gdy zobaczyliśmy coś smacznego.

(tu suszone morele nadziewane migdałami i zatopione w miodzie)
W konkursie na "Coś, czego nigdy nie kupisz" zwyciężyła jedna czarna trufla w słoiczku wielkości paznokcia za 99 zł :)

Przyjechał także po to, by siedzieć ze mną na terenie Stoczni Gdańskiej na trawie, pod gwiazdami, gdzie Ennio Morricone dyrygował orkiestrą i chórem specjalnie dla nas.

Dzisiaj Pegaza już nie ma. Ale za to jest wrzesień:

Ja odsypiałam u mojej A. ten najkrótszy weekend świata.

A Bianka oczywiście ze mną.

środa, 5 sierpnia 2009

Już oficjalnie - jestem stara

Jak poznać, że jesteś stara?

Gdy koleżanka przychodzi do Ciebie na wino, a Ty robisz jajka w majonezie.




A potem rozmawiacie o "W labiryncie", który powtarzają na TV Polonia ;)


I gdy nie potrafisz się połapać na Facebooku.
Zarejestrowałam się w nocy, jak butelka była prawie pusta i już dostałam kilkanaście maili, że ktoś mnie na jakichś zdjęciach pozaznaczał. Ja Wam dam!
Niech sobie tylko przypomnę hasło!

wtorek, 7 lipca 2009

Superbohaterowie

Cokolwiek robią - robią to najlepiej. A wszystko, co robią, jest najlepsze na świecie.


Więc byłam na Openerze.


I Pegaz był ze mną.

Na zlot żaglowców przyjechała Sowa ze swoimi znajomymi, więc w czwartek wieczorem uskutecznialiśmy małą integrację na polu namiotowym, na które wkradliśmy się z Pegazem używając naszych supermocy (wejściówek znajomych Sowy).

A nad ranem łapaliśmy na bosaka wschód słońca.

Aż przechyliliśmy horyzont.

Myślę, że we dwójkę ustaliliśmy standardy Super-Śniadania.
I wyzywam każdego na pojedynek na śniadania, bo nie wierzę, że ktoś kiedyś miał lepsze, od tamtego naszego na kocyku nad morzem.


Skoro już kupiliśmy bilety, to zahaczyliśmy o gdyńskie lotnisko i Openera, gdzie spędziliśmy 80% czasu stojąc w przeróżnych kolejkach a ja rozleciałam się na kawałki na koncercie Mobiego.

Poszliśmy na kino letnie na molo na "Slumdoga", gdzie po tym, jak wszyscy rozsadowili się wygodnie na leżakach, lunął deszcz. Na miejscu została tylko dwójka chichrających się superbohaterów zakryta folią i pijąca najpaskudniejsze wino na świecie z plastikowych kieliszków.

Razem tapetowaliśmy mój pokój, przy czym o mało co nie doszło do rękoczynów :)

Dziś Pegaza już nie ma i nie mam już supermocy.

sobota, 13 czerwca 2009

W najbrzydszą sobotę roku

...siedzę sama w domu z Bianką.
Akurat to mam w małym paluszku, więc zajęć mi nie brakowało.

Postałam na balkonie.
Zagłosowałam w głupiej ankiecie na gronie.
Zrobiłam pranie.


Otworzyłam sezon na śliwki.

(i pobawiłam się picasą ;p)

I skończyła mi się wena na następnych kilka godzin, więc siadłam do sudoku.
Tja...



Boże jaka nuda.

Ha!

A ja wczoraj wieczorem byłam na spacerze z piękną A. w okolicach McDonalda i pan na stacji benzynowej zapytał mnie o dowód :D


Którego oczywiście przy sobie nie miałam :P

niedziela, 7 czerwca 2009

Zachody słońca

Jestem dość sentymentalną osobą.
Może nie rusza mnie obraz na ścianę z wodospadem, wgranym szumem wody i śpiewem ptaków jako ścieżką dźwiękową, (takie potworki nadal są do kupienia na dworcu w Gdańsku) ale wzruszają mnie pewne piosenki i reklama Merci.
Porusza mnie, gdy ktoś zostawia małe karteczki z krótką wiadomością w szufladzie, albo jakiś rysunek na lustrze. Gdy ktoś przyjeżdża w środku nocy, tylko po to, by zjeść ze mną zakręcone frytki z McDonalda.
Wzruszają mnie zachody słońca.

Najlepsze w nich jest to, że wcale nie trzeba lecieć do Laosu czy innej Grecji, by je zobaczyć. Można się nimi zachwycić nawet w takim E.

Już tradycyjnie będąc w E. spotkałam się z Bobem.

I biorę całą winę na siebie.
To ja pod wpływem wspomnień o Kortowiadzie i olsztyńskich zapiekankach namówiłam Boba, żebyśmy poszli na zapieksę.
"Choooooooooooodź Bobo! Po jednej! Od poniedziałku dieta!"


I niech będzie przeklęty na wieki bar Pomidor na ul. Garbary 23 w Elblągu, którego zapiekanka tak mnie poruszyła, że o mało co nie wywróciłam się w nocy na lewą stronę...

czwartek, 4 czerwca 2009

Terminator

Czyli 130 minut z życia, których nikt mi nie odda.
Nic nie zrozumiałam z fabuły, która prawdopodobnie gdzieś tam majaczyła pośród tysiąca scen wybuchów, strzałów, pożarów, nieuzasadnionych iskier buchających ze wszystkich otworów i upadków ze stalowych konstrukcji na stalowe podłogi.
Akcja miała miejsce w 2018 roku. Amerykańscy twórcy filmowi przewidują, że w ciągu 9 lat na ziemi nastąpi taki postęp technologii, że maszyny wielkości wieżowca nabiorą świadomości i woli. I że wszystko będzie czarno białe.
Podczas gdy w Elblągu w ciągu 9 lat zakupiono dwa nowe tramwaje.

Ale jak już mówiłam Tomkowi chłopakowi z sąsiedztwa, chodzę do kina, bo tam mają najsmaczniejszy równo posolony popcorn.

I jeszcze kolejne otwarcie sezonu:


Jeżeli zjem choć jeden kawałek więcej, to chyba się ocielę.

wtorek, 2 czerwca 2009

Otwarcie sezonu raz jeszcze.

Po pierwsze na czereśnie.


A po drugie został otwarty sezon łowczy. Bianka z grubej puchatej mruczącej kulki przeistacza się w mordercę z wyłupiastymi oczami.
W prawym dolnym rogu jej niewinna ofiara, która jeszcze ruszała nóżkami, gdy niosłam ją do łazienki.

środa, 27 maja 2009

Jak dobrze mieszkać z moją A.

Jak dobrze jest mieszkać z moją A!

Wracam sobie z pracy do domu a w kuchni stoi takie piękne czekoladowe :)



A teraz szybko muszę się z nim uwinąć, bo upiekła je dla swojego M. ;P

wtorek, 26 maja 2009

Człowiek nr 1.

Niezaprzeczalnie i niepodzielnie.
Pierwsze miejsce w rankingu wszystkich ludzi.


Rzuciłam wszystko w pierony i przygnałam moim ulubionym środkiem lokomocji do E.

Ok, wcale nie jestem takim dobrym dzieckiem, które leci do domu, żeby tylko chwilę tam pobyć, bo to nie było tak zupełnie bezinteresownie ;) -->

(dieta srieta ;p)

Lubi czerwone grejpfruty, Jerzego Połomskiego, nordic walking i swoją działkę.
Nie potrafi szyć, otwierać jakichkolwiek opakowań według instrukcji, nastawić video na nagrywanie i zanim założy okulary trzyma gazetę do góry nogami.

Każe mi myć drzwi i wszystkie kratki wentylacyjne w domu. Zwraca mi uwagę, że źle stawiam stopy, gdy chodzę i "czemu znowu w spodniach zamiast w spódniczce jak dziewczyna??".

Jest najlepszą osobą, jaką kiedykolwiek znałam i moim największym wsparciem.
Odkąd zostałyśmy same, nikomu nie ufam tak jak Jej.
Nie wiem, ile lat musiałabym żyć, żeby jakoś móc się odpłacić za to wszystko.

Kocham Cię Mamo.

piątek, 22 maja 2009

Sezon na truskawki


Uważam za otwarty.

wtorek, 12 maja 2009

Szczyt hipokryzji

Serek bez tłuszczu, Tiger bez cukru a do tego wafelek w czekoladzie.

Ale nigdy nie umiałam odmawiać sobie rzeczy, które mają taką nazwę.

Wczoraj miałam imieniny i moja A. kupiła mi kwiatki! Nie po to w końcu mam dwa imiona, żeby obchodzić imieniny tylko raz w roku :p
(zdjęcie jest tak oszałamiające, bo moja A. już spała i musiałam robić po ciemku komórką)

Yhym, w słoiku, nadal nie mam wazonu. Po co.
W końcu imieniny ma się tylko dwa razy do roku.

sobota, 11 kwietnia 2009

Moja Mama jest najlepsza na świecie

Moja Mama jest najlepsza na całym świecie.
Powiedziała, że skoro jutro wyjeżdżamy, to tak jakbyśmy już dzisiaj miały święta.
Logiczne.

Więc już dziś musimy zjeść święte jedzenie i tego tu świętego barana ze świętej białej czekolady.

Wesołych Świąt.

niedziela, 8 marca 2009

Pusta szklanka

Pawulon przyjechał


..i pojechał.
Bianusia cała w nim zakochana i zapłakana. (chociaż Pawulon ciągle się mylił i nazywał ją Blanką, czego nie znoszę)

I tak jest zawsze. Po ludziach zostają tylko puste szklanki.


Ale moja A. już jest w drodze powrotnej do mnie! :)

Polecam drink tego weekendu: lód, wiśniówka i sok bananowy.
Przepyszny festiwal węglowodanów mniam.
Przespałam po nim cały finał Pucharu Polski w siatkówce :)