Nic na to nie poradzę.
To jest mangusta, najbrzydsze zwierzę świata:
A to jest sam Pegaz:
Wróciłam już do Gdańska.
Tylko nie wiem, po co.
Poza tym Piękna A. przylatuje już jutro, żeby uczcić swoją już ósmą osiemnastkę. Sto lat Asiu :*

Była kupa śmiechu.
(dzięki Sh. wreszcie na tym blogu pokazały się zdjęcia, które nie sprawiają, że chce się umrzeć)
(I wracamy do znanej nam jakości zdjęć)



I jeszcze zdjęcie szynszyli (szynszyla?) A., która pięknie śpiewa, żeby nie było, że byłam, głaskałam, zjadłam cała czekoladę, a na blogu nie napisałam:
(tu suszone morele nadziewane migdałami i zatopione w miodzie)
Przyjechał także po to, by siedzieć ze mną na terenie Stoczni Gdańskiej na trawie, pod gwiazdami, gdzie Ennio Morricone dyrygował orkiestrą i chórem specjalnie dla nas.
A Bianka oczywiście ze mną.