czwartek, 20 listopada 2008

Jesień już, już palą chwasty w sadach

Nadeszła smutna pora dla mojej plantacji i balkonowa.
Miałyśmy piękny, bordowy żywopłot. A teraz mamy kolczaste zasieki.


I chociaż lawenda jeszcze jako tako się trzyma, to dni moich kwiatków są policzone...

Nawet storczyk od Z. zapada w sen zimowy i właśnie suszy ostatniego kwiatka.

(fenomenalne, niesamowitej jakości zdjęcie..)

To dracena, którą z okazji parapetówki dała nam Asia.

A którą Bianka uważa za swój prywatny bar sałatkowy.

Nie ma jednak co płakać, bo zawitało do nas nowe życie :) Zieleni się na tych ziarnkach :)


A tego tu koleżkę dostałam dziś od Ani i nazwałam go Mietek :)

Dzięki Aniu, że przyszłaś, ten korkociąg będzie czekał na nasze grudniowe spotkanie ;)


A wiedzieliście, że jest coś takiego jak rogal św. Marcina? :)

3 komentarze:

sowisko pisze...

Kochana, rogal św. Marcina to ja nawet jadłam... :)

asia wu pisze...

No tak, przecież wiadomo, że św. Marcin był potwornie zdeformowany :P

Anonimowy pisze...

Tak się ostatnio Moja Droga złożyło że byłem w Posen w dniu sw. Marcina i moja dieta ów dnia ograniczyła się jedynie do marcińskich rogali ;)

wuj O.