piątek, 28 listopada 2008

Gość w dom

Zanim dość nieopatrznie zaprosisz mnie do siebie do domu, dobrze się zastanów, bo należę do tej irytującej części ludzkości, która takie zaproszenia bierze do siebie i naprawdę z nich korzysta.

Taka biedna K. rzuciła mimochodem, że zaprasza na ciasto. No to ja się wbiłam w swoje zielone kozaki, przebujałam się SKMką i oto jestem!
Oczywiście "zapomniałam" zabrać odnóżkę aloesu do zasadzenia, więc tak oto zrodził się niewinny powód, aby pojechać tam jeszcze raz. (Tak A., która pięknie śpiewa, właśnie dlatego mam u Ciebie swoje okulary :) )
Kolejne ostrzeżenie: sieję spustoszenie w lodówkach i prześladuję cudze zwierzęta (piękna A., pamiętasz, jak miałaś chomika i tak mu fajnie oczy wychodziły, jak się go mocno głaskało?)

Doszłyśmy z K. do wniosku, że cena biletów na HEY Unplugged w Filharmonii Bałtyckiej to jakiś absurd.
A ja doszłam do wniosku, że muszę popracować nad swoim PRem, bo pierwsze co mi dziś K. powiedziała na peronie to "ale wiesz, że nie mam w domu żadnego alkoholu?"

A od jutra (miało być od dzisiaj, ale przypomniałam sobie dopiero przy drugim kawałku ciasta) przechodzimy z moją A. na ścisłą dietę.
Sama czekolada i nic poza tym, choćby nie wiem co!

4 komentarze:

Pawel-as pisze...

Z tą czekoladą to jest dobry argument,aby przejść na dietę...;)

asia wu pisze...

Heh, ja u Ciebie mam moją torebkę :P

sowisko pisze...

Ja mam coś Twojego, cho do Bytomia

inny niż wszyscy pisze...

Najlepsze ciasto to taki mokry jabłecznik =>