czwartek, 9 kwietnia 2009

We are the world

No jestem, jestem!
Przecież święta idą, człowiek nie ma czasu na nic, no nie ma czasu.

Dziś np. z okazji Wielkiego Czwartku byłam u Sh.

Był Sh.

Arczi

i ja, czyli trójka ludzi połączonych jednym pragnieniem.

Obejrzeliśmy sobie najgorszą scenę walki ever



I odśpiewaliśmy "We are the world" z podziałem na role i głosy, gdzie Sh. uparł się, żeby wykonać wszystkie partie ciemnoskórych wykonawców.
Jak więc sami widzicie Wielki Tydzień zainaugurowany.
Jeszcze tylko motto:

5 komentarzy:

zgaga pisze...

O cholera! A mnie się zdarza!

Pawel-as pisze...

No ja ie wiem o ile wybacze Ci Sh to nie wiem czy moje serce wybaczy reszte;)....

Joanna K.-P. pisze...

kurcze, ta najgorsza scena walki nie jest przypadkiem z takiego arcyciekawego filmu, w ktorym role glownego jaskiniowca gra Ringo Starr? bo ostatnio bardzo czesto ten film leci w TV (szczegolnie na Zone Europa :P)

sowisko pisze...

najgorsza scena walki jest ze Star Treka oczywiście :)

Iga pisze...

Brawo Sową :)