poniedziałek, 27 kwietnia 2009

I'm blue. Post fotograficzny.

Chodzi o to, że wzięłam ze sobą aparat mojej A., w którym coś jest poprzestawiane w opcjach.
I dzięki temu wszystkie zdjęcia wyszły niebieskie.

Niebieski był kot jedzący trawę.


Niebieskie były łabędzie.

Ja byłam niebieska.


Morze też było niebieskie.

Ale weekend był super i zawsze jest tak, gdy się dobierzemy razem z moją Mamą.


Porażka fotograficzna bardzo dobrze tłumaczy to, dlaczego to nie ja ale Sh. miał dziś wieczorem wernisaż swoich fotografii w Operze Bałtyckiej.

Tu na zdjęciu totalnie zawstydzony i skrępowany Sh.

Kilkakrotne wymienienie jego nazwiska i występ publiczny z kwiatami w ręku były dla niego tak ciężkie, że czym prędzej zabrał wszystkich do Cafe Szafa w Gdańsku, gdzie świętowaliśmy jego sukces i śpiewaliśmy "We are the world".

I piętnuję wszystkie imprezy odbywające się w niedzielę... Nawet nie chcę myśleć, co to będzie, jak mi budzik zadzwoni za 5 godzin.

7 komentarzy:

asia wu pisze...

A u mnie wszystko jest zielono-rozowe. I nie ma polskich liter ;)

Lacri pisze...

uwielbiam niebieski...

Margo pisze...

niebiesko sielsko, anielsko, więc jest gut :>

Neskavka pisze...

Niebieski jest taki "twarzowy"...i sielsko-anielski.
Piękne zdjęcia.

sowisko pisze...

kiedy wbijesz na Śląsk, laska?

Kasiaka pisze...

czerwone paznokcie?;)

Iga pisze...

Zawsze :)