Jaki maj? - spytacie.
A ja Wam mówię, że maj, bo zaraz wsiadam do pociągu i jak dojadę do Pegaza, to będzie już maj :)
Udanego weekendu!
Od razu człowiekowi jakoś tak lżej.
A właściwie to tak:
Wesołych Świąt Kochani!
Na miejscu okazało się, że Sh. i Kuba znają całe Trójmiasto, więc ludzi było więcej niż w dwunastce o 7.25 rano, więc jak zwykle Sh. okazał się być królem melanżu. Mimo tego, że to nie on został do końca, tylko ja :p
Dawka dobrego humoru teraz mi się przyda, bo doradca kredytowy nazwał mnie dziś "jednoosobowym gospodarstwem domowym".
I walczę ze sobą z całych sił, żeby nie ubrać w to Bianusi.
A gdy siedziałam w domu pogrążona w cierpieniu i chusteczkach do nosa, przyjechał do mnie Sh. z zakupami, zrobił kotlety wielkie jak kontynent i dał batonika.
Ale, jak to mówią, nawet największa zima trwa tylko do wiosny.

I tak. Było nieziemsko. Nie bójmy się tego słowa.
I tu oficjalnie napiszę: był także Krzysztof i Izabela, wierni czytelnicy mojego zielonego bloga, których - jakże niesprawiedliwie - omijałam do tej pory w swoich fascynujących notkach :)
I dał mi prezent!!! Książkę z Simon's Cat :)))))
Simon's Cat to animowana wersja Bianulki :)
Czy te święta mogą być jeszcze lepsze?