Miałam bardzo mocne postanowienie wyspania się w środę.
Miałam zamiar wbić się w swoją różową piżamę w koty i obejrzeć You can dance.
Niestety moje ambitne plany zeszły na bok, gdy tylko dostałam zaproszenie od A., która pięknie śpiewa na babski wieczór z Love Actually.
Trzy powody, dla których taki wieczór jest lepszy od snu?
1. A., która pięknie śpiewa, Ala i piękna A. czyli szereg dziewczyn na A., z którego ja z każdym swoim imieniem trochę odstaję ;)
(mała scena rodzajowa: siedzimy we 4 na kanapie, A., która pięknie śpiewa i my we trzy. Ona odbiera telefon i mówi do swojego męża: są tu ze mną dwie super laski!)
2.

HELLOU?! :D
Gdyby ten facet wiedział o tym, ile kobiet na świecie go pragnie i jakie ma wobec niego zamiary, bałby się wyjść sam na ulicę.
No i nie ma nic bardziej relaksującego niż wspólna, synchroniczna nienawiść do Keiry Knightley :)
3. A. ma Szynszyle!!!!!!!!
Zobaczcie, jakie ma małe łapuczki!!

Ale nie mogłam zabrać ani jednego do domu dla mojej A. :<
I tak o, wyśpię się dziś.
O ile niebieskooki brunet nie powie mi "rzucam wszystko dla ciebie Iga, tylko ciebie kocham, wyjdź za mnie"
Wtedy wyśpię się w piątek.