Przecież wystarczyło mi powiedzieć, że chcecie nową notkę, to przecież bym napisała, a nie jakieś protesty, "Gdzie jest notka?!", apele, no po co.
Więc - jak wiecie - miałam urodziny, które w myśl zasady "ile lat - tyle obchodów" obchodziłam z osiemnaście razy.
Przed szereg wyszedł oczywiście Sh., który jeszcze przed godziną zero wyprawił mi imprezę u Kasi i dał tort.

Wypiek ten razem z ręką Sh. i całą klatką schodową Kasi o mało co nie strawił ogień, ale marcepan z woskiem był naprawdę smaczny. Od Sh. i jego dziewczyny dostałam Jengę, która od tamtego dnia podbiła wszystkie spotkania towarzyskie, w których brałam udział.

Wciąż jestem w trakcie wymyślania sposobu, by zagrać w to w pracy.

Sh. obchody otworzył, po czym ja dalej świętowałam w wielu miejscach i z wieloma ludźmi, aż w końcu Sh, je zamknął.

I masz, 18 lat skończone jak nic.


Tak więc wrzesień mijał całkiem spokojnie i poza początkiem Top Model naprawdę nie działo się nic, co by mogło wybudzić mnie z letargu.

Dopóki moja A. nie wróciła z urlopu i nie pokazała pierścionka zaręczynowego od jej M.

I jeszcze Bianka.











































