czwartek, 17 czerwca 2010

Pewne rzeczy się nie zmienią.

Np. to, że jak co roku hoduję maciejkę.

I że moje zdjęcia wciąż wywołują jedynie politowanie.

A ona nie odstępuje mnie na krok.



I że zabiorę się za cokolwiek, byle tylko nie musieć się pakować na jutro :/

Gdzie Tylkowski?

No jak "gdzie", tu na mojej ścianie przecież, siedemnasty dzień już wisi!

I chociaż Rudzia twierdzi, że to niedobrze (choć użyła innego epitetu) dawać go w połowie miesiąca, to ja sobie jednak pozwolę, o:



Czerwiec jak czerwiec. Naprawdę.

Robię, co do mnie należy. To samo co Wy.
Latam do swojej siostry do Anglii ściskać mojego siostrzeńca, który jest mały, różowy i rozdarty. Jem truskawki, nektarynki, kabanosy i kopce kreta.
Całuję Pegaza, oglądam mecze bez dźwięku, czekam, aż Aga wróci, żeby złożyć jej życzenia urodzinowe.

Jak każdy normalny człowiek pracy jadę jutro na imprezę integracyjną w mazurskie knieje, żeby toczyć się w dużej gumowej kuli i spaść z quada (pod wpływem wezbranych emocji i dużego słońca).

Standardy.

Tak naprawdę to czekam na jesień, która wszystko odmieni :)

poniedziałek, 31 maja 2010

Nareszcie!

Już! Już jest! Coś, na co czekałam baaardzo długo i z wielką niecierpliwością!

Ma 3,6 kg i 52 cm.
Nazywa się Michał i jest pierwszym dzieckiem mojej siostry :)

Lecę do niego z Mamą w czwartek (:

A poza tym moi Drodzy są już polskie truskawki! Przyznać się, kto już ma za sobą pierwsze truskawkowe zatrucie?;)

sobota, 29 maja 2010

Juwena, juwenus, juwenum, juwenalia.

Bo kto by patrzył w metrykę, gdy chodzi o KULT, na którego koncercie byłyśmy z Kasią - co widać wyraźnie na zdjęciach.



Chociaż wśród zgromadzonych tylko Kazik Staszewski był starszy od nas, to zabawa była przednia!


A jak już o tym panu, to...

Dał mi autograf! :D


A to, że białym markerem na białej plakietce, to kompletnie nie ma znaczenia :) Autograf jest i każdemu, kto spróbuje to zakwestionować, pokażę tę plakietkę w ultrafiolecie.


A jutro HEY! :)

czwartek, 27 maja 2010

Mama's day

Jako córka roku postanowiłam zrobić Mamie niespodziankę i zaskoczyć ją swoją wizytą.

Gdy już wylądowałam w E. z bukietem kwiatów w ręku (swoją drogą pierwszy raz w życiu zobaczyłam zielone kwiaty), zadzwoniłam do Mamy i okazało się, że właśnie była w drodze na działkę i wjechała rowerem na najwyższą górę na świecie. No cóż, musiała szybko wrócić, bo byłam głodna :)


Po okrzykach radości i niedowierzania zjadłyśmy rybę, makaron z truskawkami, ciastka, winogrona i kiełbasę, napiłyśmy się piwa i obejrzałyśmy w piżamach "You Can Dance".

Nie może zatem dziwić mój apel - zrobić więcej takich dni!


piątek, 21 maja 2010

Pokonamy falę

Biedny Pegaz unosi się teraz na falach wielkiej powodzi.

A to wielka szkoda, bo właśnie ma urodziny :)

Tak wiem, z pewnością zastanawiacie się teraz, czego mu życzyć, bo czego takiego może potrzebować ktoś, kto ma mnie... rozumiem to.

I już Wam mówię!

Pegazowi z pewnością poza PlayStation 3 przydadzą się życzenia powodzenia, bo na ten rok ma całkiem srogie plany.



:)

poniedziałek, 10 maja 2010

Indianin w Paryżu. Iga w Łodzi, post patriotyczny.



Jasne.
Można by się było chwalić. Że Łódź, że tydzień mody, że kamera i mikrofon i kartka z napisem PRESS.
Ale trudno tu udawać czołową polską reporterkę, bo dobrze mnie znacie i nie zdziwi Was np. to, że podczas jednego z pokazów nie zrobiłam ani jednego zdjęcia, bo zapomniałam włożyć baterię do aparatu.

W Łodzi (mieście pięknych, studenckich lat Sową) byłam po raz pierwszy. Mimo, że byłam na obcej (choć obiecanej) ziemi to postanowiłam pozostać sobą.
Od razu zaprzyjaźniłam się więc z panem Zdzisławem taksówkarzem, który opowiadał mi sprośne dowcipy o sprzedawcach ziemniaków i zakosiłam z hotelu małe buteleczki z szamponem i żelem dla Pegaza. Bo klasy się po prosu nie da wyzbyć.


Relacja z moich dziennikarskich dokonań, o których mówić będą pokolenia, znajduje się zupełnie gdzie indziej, ale muszę tu chociaż napomknąć o tym, jakie to jest fantastyczne miasto. Gdy zobaczyłam przedwojenne fabryki z witrażami, kotłami, zegarami, hakami, dźwigami, w których normalnie odbywały się pokazy, impreza i koncert, to odpadłam.


Wszystko pięknie, jednak po codziennym patrzeniu na modelki, projektantki, stylistów i ludzi z tzw. branży, jakkolwiek pod tymi fantazyjnymi grzywkami, kośćmi policzkowymi i dziwnymi ubraniami z pewnością są sympatyczne osoby, to bardzo potrzebowałam powrotu do mojej ukochanej rzeczywistości w Gdańsku.

Więc, gdy przyjechałam Sh. zawiózł mnie do Maca. I opowiedział mi o tym, jak wkręcił sobie na Iron Manie w kinie, że współodczuwa z bohaterami filmu i tak się wzruszył, że napisał do rodziców smsa: "kocham was". Od rana dzwonili do niego, a jak w końcu odebrał, to jego Mama powiedziała: "myśleliśmy, że popełniłeś samobójstwo!". Myślałam, że umrę ze śmiechu.

ALE!

Co tam tydzień mody w Łodzi! Do Maca wróciły kręcone frytki!

wtorek, 4 maja 2010

Cuda wianki i grill

Deszcze, wiatry i inne burze były na południu kraju dość oczywiste - w końcu jechałam na majówkę do Pegaza.

Kto by się jednak przejmował aurą, w takim pięknym stanie :)
(tak czytam to siódmy raz i za każdym razem coraz bardziej wydaje mi się, że można pomyśleć, że jestem w ciąży)
(nie jestem)
(chodzi o inny stan)


Tu Pegaz okazuje mi miłość, ale A., która pięknie śpiewa mówi, że to wygląda, jakbym całowała się z lamą.

Tu czynię wianek :]

Wciąż czynię wianek.


Z serii: "Dobre zdjęcia makro. Rozdział: jak ich nie robić"

A tu na zlocie ludzi, którym wydaje się, że są rycerzami i mają śmieszne brody.

A to gniazdo bocianie na grillu to nowatorski sposób jego rozpalania.
Powiecie: nonsens! Tak nie da się rozpalić grilla!

I no cóż, trudno mi się z Wami nie zgodzić :)

piątek, 30 kwietnia 2010

Maj


Jaki maj? - spytacie.

A ja Wam mówię, że maj, bo zaraz wsiadam do pociągu i jak dojadę do Pegaza, to będzie już maj :)


Udanego weekendu!

czwartek, 29 kwietnia 2010

Wiosna

Gdański ZKM tradycyjnie już rozpoczął tę piękną porę roku włączeniem ogrzewania w tramwajach.

A Bianka już zabiła (i nie do końca zjadła) pierwszego pająka.

Równie pięknym otwarcie wiosny byłoby trafienie dziś szóstki w Lotku, bo jest kumulacja.

I tu pytanie do Was:

Czy koty mogą pływać na jachtach?

Rzeczy, których nigdy nie usłyszysz od faceta



Zdecydowanie ta niebieska! Ładnie podkreśla brzoskwiniowy odcień twojej skóry

Mój psychoterapeuta mówi, że nie zaspokajasz moich potrzeb emocjonalnych

Oszalałaś? Chcesz zmywać? Przecież teraz moja kolej!

Czasem sam się zastanawiam, co ty we mnie widzisz?

Piorę kolory, masz coś do wrzucenia?

Masz rację, to moja wina

niedziela, 25 kwietnia 2010

Gabi

Są po prostu takie emocje i myśli, które nie nadają się na bloga.
Dlatego czasem się milczy, by wreszcie się przełamać i napisać o czym innym.

I tak np. na mojego zielonego bloga zawitała słodsza niż worek cukru Gabi, mała shih-tsu, która zamieszkała u Kiwi i Christofera w Toruniu.

I cytując świeżą posiadaczkę psa "sra im wszędzie" :)

czwartek, 8 kwietnia 2010

Otwarcie

Zapomniałam otworzyć kwiecień, który sobie taki nieotwarty trwa w najlepsze już dobre 8 dni.
Żeby wszystko było, jak należy, kwietniowy Tylkowski:



Może i jestem formalistką. Ale uważam, że jak już cokolwiek otwierać i ogłaszać, to porządnie.
Kwiecień bez hucznych obchodów po prostu się nie liczy.

Dlatego wraz z Patrikosem i Bianką zrobiliśmy dziś oficjalne otwarcie sezonu balkonowego.
Oczywiście z czystego poczucia obowiązku i dla spokoju sumienia.


Od razu człowiekowi jakoś tak lżej.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Cały świat przeciwko mnie

Słowo daję, cały świat jest przeciwko mnie.


Zawsze, gdy wybieram się na fitless, żywię nadzieję, (bo w końcu sto razy fajniej jest żywić nadzieję, niż ją po prostu mieć) że coś się stanie i fitlessu nie będzie.
Zatem może nagły pożar wywołany przez zbyt wysoką temperaturę w solarium w klubie strawi większą salę do aerobiku i połowę karimat.
Albo oliwscy separatyści przejmą tramwaj, którym jadę i pertraktacje będą trwać do 22, czyli godziny zamknięcia klubu.
Kto wie, mogę też przecież znaleźć małe niemowlę w krzakach po drodze, które okaże się zaginionym dzieckiem niezwykle bogatych i równie hojnych młodych ludzi, którym zdarzyło się zgubić dziecko.

To wszystko przecież może się wydarzyć.
Ale nigdy się nie wydarzyło :|


Jakiś czas temu przestałam żywić nadzieję, niestety jednak nie przestałam żywić samej siebie. Co w efekcie spowodowało, że wyglądam mniej więcej tak:




A właściwie to tak:


Postanowiłam się jednak wziąć w garść, aby lato powitać w ciele bogini, której Pegaz będzie chciał dać swoje nazwisko, a wydawcy miejsce na okładkach.

Muszę Wam też powiedzieć, że nabrałam nawet trochę ochoty na ten fitless i odrobinę ruchu.
To zawsze przecież jakaś rozrywka w moim życiu pełnym komputera i sierści Bianki.

Pakuję więc dzisiaj te buty i ciuchy. Wyruszam w wielką podróż tramwajem.
Wbijam się w swój uniform pt. "fitness? fitness to moje drugie imię" i ochoczo kieruję się na salę, gdzie pan mówi nam wszystkim, że zajęć dziś nie ma.

I tak o.
Siedzę odgarniam sierść Bianki z monitora i wzdycham.
Cały świat jest przeciwko mnie.

sobota, 3 kwietnia 2010

Kwiecień czyli historia pewnego żartu

Chociaż nie uważam się za osobę szczególnie lotną, to zdarzają mi się momenty chwały, gdy to wpadam na świetny pomysł.

Tak jak 1. kwietnia.
Siedziałam w pracy przy komputerze i nagle stało się. Wpadłam na świetny pomysł.

W ramach prima aprilis postanowiłam na swoim Facebooku napisać, że jestem zaręczona.


To, co zaczęło się dziać kilka sekund po tym, trochę mnie przerosło.
Wieść o tym, że wejdę w ten jakże radosny i piękny stan cywilny przedrozwodowy poniosła się aż za Ocean.
Zaręczona pobyłam przez jeden dzień i muszę Wam powiedzieć, że nie jest to takie najgorsze uczucie, polecam.
I pozdrawiam Adama vel. "patrząc na twoje doświadczenie mogłem uwierzyć, że to nie był prima aprilis".


Było nie było, przyszły Święta.

We dwie z Mamą walczymy z tą Wielkanocą.



I idzie nam całkiem nieźle.


Wesołych Świąt Kochani!

poniedziałek, 22 marca 2010

Sh. ma kota

Od soboty Sh. ma kota.


Chuck nie może pić mleka, bo Sh. ma potem sprzątanie w kuchni,
lubi bawić się sznurkiem,
nie reaguje na kici-kici,
nie ma jednej łapki,
gania za czerwoną kropką od lasera,


więc powiecie, że to zwykły kot, jakich jest tysiące


no ale w ilu kotach można zakochać się tak od razu?

czwartek, 18 marca 2010

Gdy Pegaz wyjeżdża

Gdy Pegaz wyjeżdża ode mnie, najgorszy nie jest sam moment jego wyjazdu, tylko moment mojego powrotu do domu, w którym go nie ma.


Gdy chowam jego ręcznik i kapcie.



Albo gdy widzę nasze kubki.


Wtedy czasem pomagają plany na niedaleką przyszłość.

Albo czekolada.


I Garfield.




A czasem nie pomaga nic.


piątek, 5 marca 2010

Śpiewaj i walcz

Z A., która pięknie śpiewa, widzę się rzadko. Ale jak już się widzimy, to bardzo intensywnie ;)

Oglądałyśmy głupie programy (patrz tytuł), jadłyśmy chipsy i ciastka utyskując na figurę serialowej Majki, rozmawiając o rewelacjach wyczytanych niegdyś w "Bravo" i czesząc Biankę.

"Śpiewaj i walcz" nie tylko głupotę tytułu dzieli z TVN-owskim gniotem "Kochaj i tańcz". Chaos, fatalna scenografia, dynamika programu wprost z komisji gier i zakładów - bardziej "Patrz i płacz".

Ale!
Aby ratować poziom artystyczny wieczoru, zaintonowałyśmy w duecie "Kiedyś byłam różą" Kayah i było to piękne. Jak śpiewałam to potem Pegazowi przez telefon, to wydawało mi się, że płacze, więc pewnie go to poruszyło.


Na weekend zostaję w muzycznych klimatach, bo wybieram się PROSZĘ JA WAS DO WARSZAWY na koncert.


Stolico, Krzysztofie Ibiszu, nadchodzę!

środa, 3 marca 2010

Marzec

Chociaż luty minął pod znakiem jednego tygodnia w górach, to zakończył się całkiem mocnym akcentem w postaci urodzin Sh. i Kuby, którzy postanowili zorganizować je razem.
Urocze?
Jeszcze bardziej urocze jest to, że impreza odbyła się w Spółdzielni Literackiej, więc jubilaci też wystąpili jako literaci.

Na miejscu okazało się, że Sh. i Kuba znają całe Trójmiasto, więc ludzi było więcej niż w dwunastce o 7.25 rano, więc jak zwykle Sh. okazał się być królem melanżu. Mimo tego, że to nie on został do końca, tylko ja :p


Piękna A. mimo tego, że jest milion kilometrów ode mnie, kocha mnie na odległość i przesyła komiksy z Garfieldem. Słabo?


Dawka dobrego humoru teraz mi się przyda, bo doradca kredytowy nazwał mnie dziś "jednoosobowym gospodarstwem domowym".



głupi Tylkowski :|

wtorek, 23 lutego 2010

W słowiańskim Aspen czyli Bukowina

Jesteście ostatnimi osobami, którym jeszcze nie odpowiadałam na pytanie "no i jak tam? nauczyłaś się jeździć na desce?"

Było super i nie nauczyłam się.


Wierzę, że ludzie mają talenty.
Nikodem ma talent do jeżdżenia na desce i dlatego jest instruktorem.
A., która pięknie śpiewa ma talent do śpiewu i dlatego jest piosenkarką.
Piękna A. ma talent artystyczny i dlatego prowadzi kursy rękodzieła dla wszystkich chętnych z Leeds i okolic.
Ja potrafię rozkładać palce u stóp i dlatego nie jeżdżę na desce, nie śpiewam i nie zajmuję się rękodziełem.

Z deską było tak.
Był płacz, był wrzask, było "zostaw mnie! zostaw mnie!".
Ale ja i Pegaz nadal jesteśmy razem.

Bo w końcu pojechaliśmy tam dobrze się bawić.

Plan wykonany w stu procentach!
(przeze mnie - jako przodownicy wykonywania wszelkich planów - nawet w 200%, co odbiło się dość szerokim echem jeśli nie w Bukowinie, to na pewno w naszym domku z boazerii, a rano w mojej głowie).


Pegaz, który jest zwycięzcą mistrzostw świata we wszystkim, śmigał sobie elegancko na desce. Tu składa pokłon temu stoku.

Ja w tym czasie straszyłam miejscową misiopodobną zwierzynę.

Urlop był przeudany. Nawet mimo tego, że każdego (KAŻDEGO) dnia Sh. wysyłał mi smsy z pytaniem o to, czy Pegaz już mi się oświadczył, a ja za każdym razem musiałam odpisywać, że nie :P

Wczoraj byłam na bardzo dobrym filmie - "W chmurach" z Clooneyem.
To o facecie, który musiał przelecieć tysiące mil, żeby zrozumieć, że nie chce żyć sam.

Mi wystarczyło 600 km w obie strony.


A co u Was?

sobota, 13 lutego 2010

Dotarłam

Po tysiącu czterystu dziewięćdziesięciu dwóch godzinach w pociągu z połową Trójmiasta w przedziałach dotarłam do Pegaza.


Wyjeżdżamy do Bukowiny w poniedziałek, a póki co spisujemy rzeczy do zabrania ze sobą.

Ciężko, ciężko :)

czwartek, 11 lutego 2010

Ratować świat

Postanowiłam ratować świat przed zimą.


Jak?
Jadę w góry.


Bo co może się stać, gdy ja jadę na deskę?
Oczywiście przyjdzie odwilż.


Pierwszy raz nie będę widzieć Bianki tak długo i już mam depresję.
Dzwoniła do mnie Kasia, która jest za mnie na koncercie Depeche Mode w tej chwili i dała trochę posłuchać.
Humoru nie poprawił nawet film "To skomplikowane" z Meryl Streep, która była fantastyczna i na tym kończą się jego jasne punkty.


Ale liczy się tylko jedno - sobota 7 rano i Pegaz na dworcu.
No i fakt, że ratuję świat.

piątek, 5 lutego 2010

Cieszymy się!

Nie dość, że Meryl Streep dostała nominację do Oscara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej, to jeszcze Z. się wczoraj obroniła!


Dziś zatem u mnie spotkanie na szczycie na cześć Z.
Z., Bianka i ja, a co!


Więc cieszymy się!

poniedziałek, 1 lutego 2010

Nie lubię siebie

Oj dziś nie lubię siebie bardzo :/


Na chwilę obecną mam dwa problemy: jestem najgrubszym człowiekiem w Trójmieście i wydaję pieniądze bez opamiętania.
Ok, mam trzy, Pegaza tu nie ma.

Ale do rzeczy.

Postanowiłam walczyć z tym i od lutego chodzić na fitless i nie kupować już więcej ani jednego ubrania.

Stałam ze swoją zieloną torbą z dresami, z adidasami, z butelką wody na przystanku tramwajowym.
Tramwaj spóźniał się jakieś 15 minut.
Pomyślałam(dość wątpliwe), co następuje:
'eee, pewnie nie przyjedzie' i poszłam do Galerii Bałtyckiej na zakupy.


Teraz pogrążam się w rozpaczy, bo niby gdzie ja teraz będę chodzić w tej spódnicy krótszej od gumki do włosów, zwłaszcza z tym wyglądem wieloryba i że teraz to Pegaz z całą pewnością się ze mną nie ożeni i umrę.




A to jest Tylkowski, który mówi mi, że jutro też jest dzień i tylko w nim moja nadzieja :/