piątek, 26 czerwca 2009

Pierwszy raz jego muzykę usłyszałam z analogowej płyty "Bad". Dla małej pyzatej dziewczynki koleś w skórzanej kurtce z cekinami był jak z kosmosu.
To było jak zjawisko, gdzieś z daleka, z jakichś Stanów, które są tylko w telewizji.
Jak półbóg na scenie, w świetle fleszy, wśród opadającego dymu.


I tak będę go pamiętać.
No szkoda chłopaka :/

3 komentarze:

Neskavka pisze...

Żal,wielki żal

Joanna K.-P. pisze...

z dupy. pierwsze kasety w moim życiu, to był Michael i New Kids on The Block.
Jak wczoraj w nocy przeczytałam na pasku, że Król Popu nie żyje, to myślałam, że sobie jaja robią.
To był KTOŚ. Prawdziwa GWIAZDA.

No dupa po prostu :(

sowisko pisze...

Moja pierwsza kaseta to było R.E.M. "Out of time", druga to była właśnie "Bad". Pamiętam jak z sąsiadką godzinami słuchałyśmy Michaela i wymyślałyśmy akcje różne, wiesz, takie historyjki na podstawie muzy, ze słów do której obie mało kumałyśmy. Jeśli kiedykolwiek zostanę literatem w sensie copyrightera a nie tłumacza, w dużej mierze będę to zawdzięczać tamtym zabawom z koleżanką. Okropnie mi też przykro, że na n-k już krąży lamerski obrazek po profilach ze zdjęciem Jacko i podpisem "Pokolenie MJ".