niedziela, 21 czerwca 2009

Acapulco czyli wieczór panieński pięknej A. vol. 2.

Próby i przygotowania do wieczoru panieńskiego wciąż trwają!

A wczoraj wypróbowałyśmy moje ulubione miejsce - bańki mydlane, stuletni Dj, papierowe talerzyki zamiast popielniczek, "Kanikuły" i ludzie starsi nawet ode mnie czyli Koliba!

Zaczęło się trochę niemiło, gdyż zostałam wyproszona z samochodu, bo jako jedyna z dziewczyn nie śmierdziałam ogniskiem ale potem było super.

Już w drodze zaczęłyśmy przekrzykiwanie się na temat depilacji woskiem, chłopaków z podstawówki, zdjęć rozwodowych i wszystkich naszych teściów - aktualnych, przyszłych, byłych i przyszłych niedoszłych.

Potem były dzikie tańce, śpiewanie Feela, nabijanie się z blondwywłoki, której kocie ruchy przypominały konwulsje (a wszystkie odstawione przy 5 różnych facetach w ciągu 20 minut).
Niestety gdy zaczęła się najlepsza zabawa, tzn. gdy jakaś wielka dziewczyna zaczęła bić cztery razy mniejszego od siebie faceta a Dj puścił dedykację "dla Zdziśka od całej klasy z okazji 20. rocznicy matury", to my musiałyśmy już się zwijać.
A już leciały takie szlagiery jak "Acapulco"!

Ale fajnie być dziewczyną :)

4 komentarze:

asia wu pisze...

Haloo, sprostowanie! Do samochodu nie zostałaś wpuszczona, bo masz chude nogi!

Joanna K.-P. pisze...

no właśnie! to samo chciałam napisać! stwierdziłyśmy, że jesteś za chuda i wcale Cię nie wyprosiłyśmy, tylko powiedziałyśmy "spierdalaj" :-)

cudnie było :)

Iga pisze...

Tak, rzeczywiście cudnie ;)

Kasiaka pisze...

najbardziej przyjacielski sposób wypraszania:P takie dziwne miejsca okazują najlepszymi;)