środa, 16 września 2009

I koniec

Bo urodziny kończą się dopiero wtedy, kiedy dostaniesz ostatni prezent.
Przestałam już czekać na prezent od Sh., który powiedział mi, że ma dla mnie coś wyjątkowego z Chin, a potem okazało się, że chce mnie po prostu sprzedać jakiemuś Chińczykowi jako żonę.

Ale za to dziś dostałam przesyłkę z dalekiej i głupiej Anglii od Pięknej A.!

Piękna A. siedziała noce i dnie i własnoręcznie SZYŁA (ona czasem mnie przeraża) te wszystkie ściegi, guziki i pandy (chińskie motywy w tym roku na topie najwidoczniej). Narobiła się, specjalnie w moich różowo-zielonych kolorach i w dodatku z pandziorami.
Ale to jest przecież Piękna A.

W kopercie były prześliczne przypinki, a ja zrobiłam im najkoszmarniejsze zdjęcie pod słońcem.
Ale to przecież ja.


I tak o. Moje osiemnaste urodziny oficjalnie zakończone!

wtorek, 15 września 2009

A na moich urodzinach

Kilkanaście butelek piwa, kilka butelek wina, niejedna flaszka wódki w zamrażalce, Tomek chłopak z sąsiedztwa, którego recenzja była na wp.pl, koreczki, ciasta, moja nowa sukienka, chipsy z Biedronki... Ale kto by na to zwracał uwagę, skoro jak zwykle w samym centrum wydarzeń musi być:



Dopóki jej się nie znudziło oczywiście.


Z resztą czemu tu się dziwić :)

piątek, 11 września 2009

O pracy, słonecznikach, "Bękartach wojny" i najdłuższych urodzinach świata

Moja praca nadal jest najlepsza na świecie.
Czasem spotykamy się także po niej. Jak np. w środę, gdy poszliśmy na koncert naszego kolegi z redkacji.
Ten kawałek zapowiedział mówiąc, że napisał ją Jacek Skubikowski, a początkowo miała wykonać ją Irena Santor:



Stoczyliśmy tam bitwę pod Grunwaldem. 1410 - 1 kostka drożdży, 4 kg cukru i 10 l wody.
Rano więc przyszłam z taaaaaką dużą głową i...
dostałam taaaaakiego dużego słonecznika :)


A skoro moja praca jest najlepsza na świecie, to musieliśmy przecież dostać zaproszenia na przedpremierowy pokaz "Bękartów wojny" Tarantino.

Na filmach się nie znam, filmów nie lubię i rzadko kiedy oglądam, więc jak ja Wam tu i teraz powiem, że "ooo idźcie, musicie, koniecznie", to nikt z Was tyłka nie ruszy.
Ale jak przeczytacie recenzję Tomka chłopaka z sąsiedztwa, która ukazała się na głównej stronie wp.pl, to już nikt nie powinien się wahać.

Po powrocie do domu jeszcze długo nie mogłam się uspokoić, dopiero Pegazowi się udało za pomocą najlepszego prezentu na świecie.

I tak o. Skończyły się moje urodziny :)
Jutro znowu je celebrujemy. Ale nie ma co się dziwić - osiemnastkę obchodzę tylko raz w życiu!


p.s. dziękuję Wam za życzenia :)
Sh. zapomniał, ale ma dla mnie prezent, więc też się liczy.

poniedziałek, 7 września 2009

Rzeczy ważne i ważniejsze

Przede wszystkim dziękuję tym, którzy kupili Lotka na ostatnie sobotnie losowanie, a dzięki którym moje konto wzbogaci się o 12 milionów już jutro.


Z jeszcze ważniejszych spraw: mam nową firankę.

Ten ważki fakt zobowiązuje mnie do zaproszenia Was w najbliższą sobotę do mnie na niewielką alkoholizację.

Teraz najważniejsze:
dziś na jodze dotknęłam palca u stopy. Swo-je-go!
:D

piątek, 4 września 2009

Są trzy prawdy

Są trzy prawdy. A to jest prawda o równouprawnieniu:


Byłam wczoraj w kinie na "Brzydkiej prawdzie", która w teorii była komedią romantyczną. Brzydkie to może i było, bo przekleństw było więcej, niż u mnie w redakcji, a co do prawdy to jedyne, co tam było prawdziwe, to stwierdzenie, że rozwój mężczyzn kończy się po zmianie nocnika na sedes.
Bo te włosy na pewno nie były prawdziwe:


Te włosy są niestety prawdziwe:


I jeszcze zdjęcie szynszyli (szynszyla?) A., która pięknie śpiewa, żeby nie było, że byłam, głaskałam, zjadłam cała czekoladę, a na blogu nie napisałam:

wtorek, 1 września 2009

Bardzo długi post o bardzo krótkim weekendzie.


Chociaż ten weekend trwał jakieś pół godziny, to jak się okazuje, całkiem sporo się działo.

Przyjechał Pegaz. I chociaż Bianka była przekonana, że przyjechał tylko do niej, po to, by ją przez trzy dni głaskać, to przyjechał w zupełnie innym celu.

Przyjechał upiec ze mną 12 babeczek.

Pojeździć na rowerach.

Zjeść sopockiego gofra.

Zrobić wiochę w Almie robiąc "oooOOOooo" za każdym razem, gdy zobaczyliśmy coś smacznego.

(tu suszone morele nadziewane migdałami i zatopione w miodzie)
W konkursie na "Coś, czego nigdy nie kupisz" zwyciężyła jedna czarna trufla w słoiczku wielkości paznokcia za 99 zł :)

Przyjechał także po to, by siedzieć ze mną na terenie Stoczni Gdańskiej na trawie, pod gwiazdami, gdzie Ennio Morricone dyrygował orkiestrą i chórem specjalnie dla nas.

Dzisiaj Pegaza już nie ma. Ale za to jest wrzesień:

Ja odsypiałam u mojej A. ten najkrótszy weekend świata.

A Bianka oczywiście ze mną.

środa, 26 sierpnia 2009

Mój balkon nadal istnieje

A jakże!


Dzisiaj zrobiłyśmy tam z Bianką kontrolę.



Okazało się, że coś tam nawet będzie kwitło.


Maciejka nie wygląda może najokazalej, ale pachnie wieczorami i o to chodzi (w tym roku w towarzystwie jakichś chwastów, których nie wyrywałam, bo myślałam, że zakwitną)



I pierwszy bordowy listek na żywopłocie. A wszyscy wiemy, co to oznacza, prawda?

wtorek, 25 sierpnia 2009

Nie ma problemu

Ilu niebieskookich brunetów potrzeba do naprawy zatkanego zlewu?

Jak się okazuje - żadnego.
Moja A. wróciła z pracy, założyła rękawice i odkręciła to ustrojstwo. Obie umarłyśmy z obrzydzenia, ale zlew sobie elegancko stoi przetkany.


Obejrzałam 'Senność' i mi jakoś tak smutno i strasznie.
Jakiś niebieskooki brunet jednak by mi się przydał.

Jest problem.

Bo zatkał się nam zlew.

Kupiłam kreta w granulkach. W zlewie stała woda i trochę zdołałam jej wybrać, ale zostało tak z 5 cm.
Wsypałam do odpływu tego kreta i zaczęło się pienić i tę pianę wywaliło do zlewu.

Więc wsypałam znowu kreta i teraz piana zajmuje cały zlew, a woda nie zeszła ani o centymetr.

Pytanie: co robić?

(moja A. będzie tu za godzinę)

niedziela, 23 sierpnia 2009

Kotka egzotyczna do oddania



Do oddania jest trzyletnia kotka rasy egzotycznej - tej samej co Bianka, ma też identyczne umaszczenie. Kotka jest miła i spokojna. Mieszka w Warszawie, ale właścicielka jest gotowa ją przetransportować do nowego domu.
Jeśli jest chociaż w połowie tak oddana i przyjacielska jak Bianusia, to jej nowy właściciel będzie mieć ogromne szczęście.
Więcej informacji mogę dać na maila.

Biedna taka :<

Weekend w E.

Śmiesznie, bo gdy weszłam do domu Mamy, okazało się, że kotka sąsiadów wskoczyła przez okno i sobie paradowała po pokojach. A ja dopiero po chwili zorientowałam się, że kot w mieszkaniu to wcale nie taka (oczywista) oczywistość.
I śmiesznie było głaskać kota, która ma nos.

Weekend w E. jak zwykle pracowity.

Robiłyśmy malowanie, podlewałyśmy ogródek, paliłyśmy ognisko, wydałyśmy wszystkie pieniądze na ciuchy, ćwiczyłyśmy jogę, aż coś mi strzeliło w krzyżu, oglądałyśmy Dodę z Nergalem w Sopocie i zrobiłyśmy górę naleśników.

A potem zasłużony odpoczynek.

I wróciłam do Bianki.

A Kasia Wilk na festiwalu była genialna. Nawet z tym kapciem z gipsu.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Wyjeżdżam

Jutro wyjeżdżam, więc Bianka jak zwykle....





Ps. Dziewczyna Sh.(która jest najpiękniejszą dziewczyną w kraju, odkąd piękna A. wyjechała do Anglii) bardzo jasno powiedziała, co myśli na temat wożenia mojego tyłka jego motorem i no cóż...
Od dziś na gorsze dni tylko powtórki "W Labiryncie" na TV Polonia i paczka chipsów.

środa, 19 sierpnia 2009

Sh. jest super

Gdy dziś rano miałam wielkiego doła i chciałam umrzeć, powiedziałam Sh.:
"Mam wielkiego doła i chcę umrzeć. Zabierz mnie gdzieś."

Po kilku godzinach byliśmy w drodze do Pucka jego motocyklem.
Gdy wsiadł na motor, powiedział, że na obwodnicy odechce mi się umierać.
I tak, miał rację.

Jednak w całości dotarliśmy na miejsce i poszliśmy na rybę.

I oboje stwierdziliśmy, że przecież nie lubimy ryby i zjedliśmy normalną szamę, która kosztowała połowę naszych pensji.


W drodze powrotnej Sh. jechał tak szybko, że myślałam, że głowa mi odpadnie razem z kaskiem. ("wiesz Iga, ten twój kask jest taki, że jak będziemy mieć wypadek, to i tak umrzesz")

I storczyk znowu mi zakwitł.



A teraz mi trochę po tym wszystkim niedobrze.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Dobrze wyjść za mąż

Jak dobrze wyjść za mąż.
Nie dość, że masz w końcu normalne nazwisko, dostajesz mnóstwo super prezentów jak np. zestaw do fondue, to jeszcze w pakiecie należy Ci się podróż poślubna.

Dzisiaj otworzyłam skrzynkę pocztową, z której wysypały się pozdrowienia.

Od NFZ, pizzerii Planeta, Leclerca, producenta okien i pięknej A. wprost znad jakiegoś jeziora za granicą!
Cwana zamiast siedzieć i aktualizować swojego bloga, to wzięła i wyjechała sobie w podróż poślubną.
I trafiła na moją lodówkę.

Tak, nadal nie mam aparatu i będę Was raczyć takimi fotami.

Węgorzewo

Węgorzewo a tam cała masa zabawy.

Grube koty.

R. wylewająca sobie piwo na spodnie.

Konkursy z nagrodami.

Gry i zabawy.
Ot, miejscowy koloryt :]

Wróciłam wczoraj w nocy, ale moja A. nadal nie rozpakowała mojej torby. Nie wiem, co to ma znaczyć ;p

piątek, 14 sierpnia 2009

Wyjeżdżam

Czy tylko ja mam długi weekend?:)

Święto Bozi obchodzić będę w Węgorzewie, gdzie ludzie śmiesznie mówią a miejscami Orange nie ma zasięgu.

Bianka nie jedzie ze mną.

Ale jej jeszcze o tym nie powiedziałam.

Do niedzieli!

wtorek, 11 sierpnia 2009

Tatuaż

O ile to nie jest delfinek na łopatce albo herb Lechii Gdańsk na piersiach, to całkiem nieźle potrafi wyglądać.
Myślę, że jest tak, jak mówi Kasia: najpierw musisz wiedzieć, co chcesz powiedzieć, a dopiero potem zdecydować, że chcesz to powiedzieć przez tatuaż.

Gdy dzieje się na odwrót, mamy taką sytuację jak w przypadku dwóch moich koleżanek z liceum, które wytatuowały sobie jaszczurki na podbrzuszu.

Dzisiaj Kasia zrobiła sobie piękny tatuaż na nadgarstkach:

Ja w tym czasie przeglądałam katalogi w poszukiwaniu wzoru dla siebie.
I gdy już myślałam, że nie ma nic, z czym mogłabym się identyfikować i że nigdy nie zrobię sobie tatuażu, natrafiłam na to zdjęcie:


:D

Sierpniowo

Z ważnych rzeczy - moja Mama obchodziła u mnie swoje 25. urodziny, z okazji których zrobiła mi zakupy. (Nie wiem, czy już Wam wspominałam o tym, że jest najlepszą Mamą na świecie?)
Byłyśmy razem na koncercie A., która pięknie śpiewa i A. zadedykowała jedną piosenkę "wszystkim z Elbląga", na co moja Mama zamiast umrzeć ze wstydu, o mało co nie wywróciła stolika z radości. (bo jest najlepsza na świecie)

A tak to o.
Dzień jak co dzień.

Mama i Bianka w jednym poście. Tak.
Jestem starą panną.

Sierpień

No jak nie piszę, jak piszę? Przecież jestem. Gdzie mam być.


Ale moja A. skonfiskowała mi swój aparat i muszę niestety nadal używać mojego telefonu.


(Granatowa plama powyżej to Pegaz i ja w jeziorze na golasa)

Mamy sierpień.