I śmiesznie było głaskać kota, która ma nos.

Weekend w E. jak zwykle pracowity.
Robiłyśmy malowanie, podlewałyśmy ogródek, paliłyśmy ognisko, wydałyśmy wszystkie pieniądze na ciuchy, ćwiczyłyśmy jogę, aż coś mi strzeliło w krzyżu, oglądałyśmy Dodę z Nergalem w Sopocie i zrobiłyśmy górę naleśników.
A potem zasłużony odpoczynek.
I wróciłam do Bianki.
A Kasia Wilk na festiwalu była genialna. Nawet z tym kapciem z gipsu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz