czwartek, 4 września 2008

Jesteś tym, co masz w torebce.

Z dedykacją dla tych, co zaglądają tu 15 razy dziennie i czekają na nowe wpisy (Pawulon :*) wrzucam fotkę rzeczy, które dzisiaj akurat miałam w torebce.

Od lewej do prawej, z góry na dół:
- parasolka (żeby nie padał deszcz)
- ...... (o rany no, a kim ty jesteś, żeby mnie oceniać, co ?:p)
- wywołane fotki z Rossmanna (całkiem tanio, tylko wieśniacki format mają, 10x13, ni przypiął ni wypiął)
- karta do ksero w BUGu
- gadżet
- płyta Towarów Zastępczych (znalazłam ją w magazynie w pracy! leżała sobie i prosiła, żebym zabrała ją ze sobą (no naprawdę))
- paragon
- płytka z Pandemonium (śmieszne, na maksa :) )
- jakaś kartka z czymś
- portfel większy od parasolki
- bilet z wystawy kotów
- plasterek z Pinokiem
- pen
- gumy
- pen
- padnięta petunia z balkonu (nie wiem, nie pytaj)
- wydziergany kwiatek (ilu ludzi już uwierzyło, że sama go zrobiłam..)
- 10 groszy (nigdy nie wiesz...)
- pilniczek
- lusterko
- spinka
- puste opakowanie po chusteczkach (...)
- Nindża od E. (with ninja as my friend nobody can hurt me)
- Tymbark "To dopiero początek" (ale okazało się, że to był koniec)
- chusteczki (bo ja zawsze sie usmarkam)
- długopis
- kartka ze spisanymi nocnymi z SKM Oliwy na Abrahama
- guzik (naprawdę nie wiem)
- i chusteczka z jakąś pustą próbką z Avonu

Dziewuchy, teraz Wasza kolej! Blogowe wyzwanie ;D

ok, idę pisać :|

środa, 3 września 2008

wtorek, 2 września 2008

Plecy bolą jak dzikie, ale było warto.

Before:


After:


Tak. Można nas wynająć. Możemy pogadać o jakimś rabacie.
Umiemy też śpiewać i gotować.
Ożeń się ze mną.

poniedziałek, 1 września 2008

Wrzesień

Gdy spojrzałam dziś na ten rysunek, zachciało mi się płakać ze wzruszenia.
Tylkowski rozwala mnie za każdym razem. Ale tym razem już przeszedł samego siebie.
Ten widok jest po prostu piękny.
Facet myjący gary....


A to zrobione dzisiaj, przed Urzędem Miasta :]

niedziela, 31 sierpnia 2008

Pójdziemy do piekła


W Świętą Niedzielę malowanie urządzamy! Jak ludzie idą z kościoła, to chowamy się za szafy ;))

A nasza dość ekscentryczna sąsiadka z bloku powiedziała wczoraj do mojej A. "Bądź aniołkiem Boga a nie służebnicą szatana".




No niestety :)

sobota, 30 sierpnia 2008

Zapraszamy na zamieszki!

Zabawa - "działanie przebiegające w obrębie pewnych granic czasu, przestrzeni i sensu, w widocznym porządku, według dobrowolnie przyjętych reguł, poza sferą materialnej użyteczności czy też konieczności." J. Huizinga

Kochani!

13 września w sobotę u nas w domku moje urodziny i parapetówka!

Może zaraz ktoś wypomni, że wprowadziłyśmy się tu 5 lat temu, ale mamy nowe firanki a niedługo będzie złoto Egiptu na ścianach (moja A. walczy na taborecie w pokoju obok z bazą pod farbę), więc to tak jakbyśmy miały nowe mieszkanie.

Może też ktoś wypomnieć mojego urodzinowego pecha.. ale młodociany samobójca, atak skinheadów i World Trade Center na pewno wyczerpały moje fatum i teraz już wszystko będzie git!

A poza tym osiemnaste urodziny ma się tylko raz w życiu, więc będzie mi miło, jak wpadniecie :-) (Milczeć.)


Zaproszeni są wszyscy czytający tego bloga - tylko napisz mi na GG albo smsem, że przyjdziesz.



Widzimy się 13 września na Osiedlu Młodych ! :)

piątek, 29 sierpnia 2008

Z ostatniej chwili

Prawdopodobnie odnalazł się właściciel pleców z przedostatniego posta z Castoramy.
Dzwoniła do mnie przed chwilą koleżanka, żeby mi powiedzieć, że to jej mąż.


Idę się utopić.

Post z jajem.

Świat generalnie jest nastawiony przeciwko samotnym ludziom.

Wszystkie ładne pościele są szyte na szerokie, dwuosobowe łóżka. A jak już znajdziesz wąską poszwę na kołdrę, to ma 60 cm długości i jest w Kubusia Puchatka.
Idziesz do kina albo teatru sam - po obu swoich stronach będziesz miał obcych ludzi.
Chcesz kupić jedno jajko w sklepie, bo po co ci więcej? Zapomnij. Są pakowanie po 5 albo 10 sztuk.
Widzę dwa wyjścia z tej sytuacji:



Albo zmienię świat albo nauczę się robić sękacz.

Zapraszam na bloga Halinki - link po prawej stronie!

czwartek, 28 sierpnia 2008

Łowy w Castoramie

Wiadomo, po co chodzi się do Castoramy.

Masa facetów z młotkami, drabinami i wiertarkami to niecodzienny widok dla dwóch spokojnych studentek :]

Jedne plecy zwróciły moją uwagę szczególnie...

Czy robienie zdjęć telefonem z partyzanta można już podciągnąć pod jakieś molestowanie czy coś?


A teraz informacja:
mamy gdzieś te wasze głupie podróże poślubne do głupiego Egiptu i innej Tunezji i możecie sobie ładować te foty na naszą klasę, na nas to nie robi wrażenia, bo będziemy mieć Złoto Egiptu (pharaohs gold ;p) na ścianach, o!



Wpadniesz do nas w poniedziałek trochę pomóc, co?

środa, 27 sierpnia 2008

Dlaczego za rok też pójdę na staż

No co ja się będę rozpisywać.
Po prostu pokażę Wam zdjęcie z dzisiejszego dnia:


Ze zdjęcia wycięłam zbędne elementy. Ale widać kciuk.

Panie Prezydencie (Prezydęcie), dziękuję za tę chwilę!!! ;D


I jestem obrażona na moją A., bo jak jej pokazałam to zdjęcie w telefonie to powiedziała "to Giertych??"
Xingi złamał mi serce krytykując nowy nagłówek, dlatego go zmieniam na balkonowe zdjęcie groszku.

No dalej, chodź i powiedz, że nie pasuje.

wtorek, 26 sierpnia 2008

Dziś przed otwarciem Tymbarka pomyślałam o swojej mgr i jej rychłym ukończeniu wyczekiwanym baaaaardzo tęsknie.
A pod kapslem: Sto lat!


..

Soon brzmi znacznie lepiej ;)))

No i czemu nikt nie zauważył nowego nagłówka na blogu ?:<

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Dlaczego kocham swoją pracę.

- ekipa, która nagrywała film na Długim Targu, miała podnośnik, którym wywiozła mnie i trzy osoby z ekipy na wysokość 55 metrów. Czy to nagrałam? Pytanie ;)










Oświadczenie: histerycznie brzmiący rechot nie należy do mnie. Ja - jak to zwykle ja - nie pisnęłam ani słówka, w ciszy i zadumie kontemplując gdańską panoramę.



- można sobie było brać napoje i jedzenie z namiotu ekipy filmowej
- lansiłam się po Starym Mieście z plakietką "Biuro Prezydenta" (Prezydęta)
- jedyne, za co byłam odpowiedzialna to wypożyczony z muzeum model statku (zdrapali z jego podstawki farbę, jak poszłam po kanapkę do namiotu, ale nikt w muzeum się nie zorientował)
- no i.. eeeeeeeh... taki jeden koleś od kabli...

Gdybym tylko oceniała facetów w tej absurdalnie małej skali od 1 do 10, On zdecydowanie osiągnąłby maksymalną ilość punktów (tak Overze, Ty byś miał w mojej skali, tyle co ja w Twojej - 13 :*)
Toż to zapierało dech w piersiach.
Gdy patrzyłam na te plecy i ramiona (mój największy fetysz), to aż raz na głos (!) mruknęłam.
I te ręce... a na nich zegarek taki ze srebrną bransoletą (lubię). I jak patrzyłam na to, jak trzyma jakieś obcęgi czy inny młotek, to od razu przyszła mi na myśl szafka w przedpokoju z zepsutymi drzwiczkami, i niskie ciśnienie w kranie w łazience, i odpadająca klamka w drzwiach... mrrr...
No piękne to było w tych spodniach spadających i odsłaniających bokserki. Gdybym miała takie coś w domu, to bym w życiu nawet do sklepu nie wyszła :)

Dla takiego kolesia chciałabym ważyć 20 kg.

Dobra, co se pomarzę, to moje... a teraz tył zwrot i do pisania mgr!

niedziela, 24 sierpnia 2008

You've got mail

Obejrzałyśmy z moją A. ten film wczoraj w nocy. Piwo, chrupki i płakanie synchroniczne.
Film jest boski, Tom Hanks jest boski, włosy Meg Ryan są boskie.

Ale jakby tak dłużej o tym pomyśleć... to właściwie bardzo groźny, zły film.
Sprawia, że ludzie wierzą w to, że Nowy Jork jest piękny, że istnieją tacy mężczyźni jak Joe Fox, że jest coś takiego jak Przeznaczenie i że dwójka ludzi, którzy poznali się w internecie spotyka się, zakochuje i zostaje ze sobą na zawsze.


Ale będzie jeszcze gorzej, za tydzień: Sleepless in Seattle.

sobota, 23 sierpnia 2008

PMS

Moja sobota:


Mój humor:

piątek, 22 sierpnia 2008

Zero czasu na cokolwiek..

Moje życie towarzyskie kończy się na bajerowaniu super kolesi na gg.
A jedynym gościem, jaki u nas ostatnio był na balkonie jest ta biedronka:



Jeżeli będziesz przechodzić pod naszym balkonem, to pomachaj mi :|



Eh.

W skarpetach


W związku z tym, że koniec lata zbliża się wielkimi krokami, a nadal śpi ze mną jedynie wielka pluszowa biedronka, oficjalnie ogłaszam rozpoczęcie sezonu spania w skarpetach.

A jeżeli uważasz, że laski w skarpetach są na maksa nieseksowne, to śpij ze mną. Mądralo.

czwartek, 21 sierpnia 2008

Tugeder

Mieszkanie we dwójkę to super sprawa:
nie zawsze jest twoja kolej na sprzątanie, można umyć lodówkę bez rozmrażania, bo we dwie jest szybciej, jak zostawię mojej A. kartkę "Aguś, wywieś proszę mój ręcznik na balkon", to wracam z pracy a tam ręcznik elegancko wisi.
Poza tym nie boję się podejrzanych dźwięków w nocy, bo wiem, że to moja A. mówi przez sen :*
W wersji deluxe mieszkanie razem obejmuje też spanie w jednym łóżku i grzanie o siebie stóp, ale moja A. mówi, że to, że trzymam jej zdjęcie na pierwszym miejscu w portfelu, to już za dużo, więc nie naciskam z tym spaniem.

Jedyny minus wspólnego mieszkania, jaki przychodzi mi do głowy, to kłótnie o to, czy kukurydzę gotujemy z solą czy cukrem i kupowanie łagodnego kepuczu. Moja A. nie lubi pikantnego, a nie będziemy kupować dwóch oddzielnych, skoro jazdę na smażone parówki mamy raz na trzy tygodnie, nie?

No i jak nam cukier spada, to nigdy nie wiadomo, kto ma iść do sklepu ;)

środa, 20 sierpnia 2008

Iga pisze mgr

Wysłałam właśnie Mojej Pani fragment pracy i czekam na odpowiedź.
Z nerwów nie wytrzymam...
A co jeśli napisze mi "no paaaaaaaaaaaani baaasiu, pani chyba sobie żarty ze mnie robi..."
albo najgorsze... "jak rozumiem, to ma być tylko szkic?"


uh :<

wtorek, 19 sierpnia 2008

Pozdrowienia z Osiedla Młodych :)




Mr. Bobby

Gdy pracowałam jako kelnerka w Stanach, poznałam Mr. Bobbiego, który co niedziela zamawiał 'romankok', co po moich kilku 'excuse me?' okazało się być rumem z kolą - 'rum and coke' wypowiedziane z zawadiacko kowbojskim akcentem.
Mr. Bobby miał pięknego białego mercedesa z 1945 roku i był milionerem.

Zaprosił mnie i D. do siebie do domu, żebyśmy mogli zobaczyć jego koty i zrobić sobie zdjęcia w jego samochodzie.


słabo?

Koty Mr. Bobbiego miały własny domek z intercomem i klimatyzacją.


Ale nic w tym dziwnego - to na nie przepisała cały swój majątek zmarła żona Mr. Bobbiego.
On mógł je wydawać jako ich prawny opiekun. Były to zatem najbogatsze koty, jakie w życiu miętosiłam.

Jak przesłałam Mamie te zdjęcia do pracy, to kazała go pozdrowić od całej księgowości ;))

Jako prawny dysponent majątku, Mr. Bobby mógł także przepisać wszystko komuś w spadku.

Dom z antykami, samochód i koty zapisał swojej sprzątaczce.

Stany są śmieszne :)

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Szczyty

Są różne.
Mówi się "osiągnąć szczyt". Albo "to już jest szczyt wszystkiego". I chociaż nie wiem, jak wygląda szczyt wszystkiego, to wiem, jak wygląda Tarnica, szczyt Bieszczadach.

Ja i O. 3 lata temu.

A to jest szczyt bycia słodkim kotem. Dedykuję wszystkim, którzy boją się kotów.



Obejrzyjcie cały, bo pod koniec są nagie piersi.


A to jest szczyt upokorzenia mężczyzn. Wczorajszy konkurs na mistera kulturystyki w So.

Mój faworyt to ten drugi od lewej ;)

niedziela, 17 sierpnia 2008

Love Sowe

W drodze z Łeby do rodzinnego Mazowsza moja ukochana Sową zajechała ze swoim Jasiem i ich psem Polą do So :)

Objadłam się gofrów i makaronu, opiłam się piwa i naśmiałam z wielu rzeczy, z których nie należy się śmiać :)




To np. wydało nam się niebywale śmieszne :)

Całowanie ryby też :)

j.w. :]


W Puzonie, z serii "weźmy tę czerwoną lampkę i zróbmy sobie z nią zdjęcie"



W darze od Sowy dostałam bransoletkę z automatu z kulkami i cukierki lukrecjowe. Najobrzydliwszą rzecz, jaką kiedykolwiek miałam w buzi :)

sobota, 16 sierpnia 2008

Najdłuższe zdanie świata

A siedzę SE i czytam do mgr i oto proszę jaki kwiatek znajduję:

(uwaga, do przebrnięcia tylko przez polonistów)

"Wciąż ukazują się w nadmiarze książki literaturoznawcze, odbywają się uniwersyteckie wykłady o sztuce pisarskiej różnych epok, studenci nadal muszą sposobić się do egzaminów z historii i teorii literatury, korzystając przy tym z systematyzujących wiedzę podręczników i skryptów, uczestnicy olimpiad polonistycznych pracowicie i metodycznie rozszyfrowują prawdy przekazywane w dziełach, starając się sprostować oczekiwaniom akademickich jurorów, w najlepsze pracują katedry, zakłady, instytucje pomnażające i upowszechniające wiedzę o literaturze - a przecież fakt, że cała ta instytucjonalna maszyneria znajduje się w ruchu, musi wydawać się czymś dziwnym i prawie niezrozumiałym w świetle napływających zewsząd wieści o kryzysie epistemologicznym, który od przeszło ćwierćwiecza nieprzerwanie trawi literaturoznawstwo, prowadząc do zupełnego rozchwiania jego podstaw."
I. Sławiński, Miejsce interpretacji, Gdańsk 2006, s. 83.

A to wszystko przy jednej wielkiej literze i jednej kropce, słabo ? ;D


Zaczyna grzmieć.

Kłamstwa, które mówi sie porzuconym

- zapomnisz
- wiem, co czujesz
- czas leczy rany
- opamięta się i wróci
- miałem dokładnie to samo
- możesz na mnie liczyć, dzwoń kiedy chcesz

a potem wyłączają telefon na noc :P

Mojej A. nie będzie w nocy w domu, bo wyszła na wesele koleżanki (epidemia), a zapowiadają straszne burze. Niedobrze.