czwartek, 23 kwietnia 2009

Kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze

Od kilku miesięcy czekałam na ten wpis.
Bo ten blog od początku był dla Ciebie, chociaż wiem, że go nie czytasz.

Ale gdybyś jednak chciał go przeczytać, to chcę Ci tu powiedzieć, jak bardzo Ci dziękuję, że byłeś ze mną, gdy wszystko - łącznie ze mną - rozleciało się na małe kawałki i jak bardzo Cię przepraszam, że przeze mnie z Twoim życiem o mało co nie stało się to samo.

I że w notesie od Z., do którego trafiają tylko ci, których nigdy nie zapomnę, Ty byłeś pierwszy.

Wszystkiego najlepszego.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Szczecin nie leży nad morzem. Weekend u S.

Szczecin nie leży nad morzem ale ma więcej statków niż Gdynia.

Jest słoneczny, zielony a w środku jest S.
Czy potrzeba więcej powodów, żeby tam pojechać?


W ramach wpadania na świetny pomysł postanowiłam nie zabierać ze sobą aparatu, więc zdjęcia musieliśmy robić telefonem.

S. zaprezentował mi Szczecin nocą:

A ja zaprezentowałam mu najlepsze wino świata:


A potem wyruszyliśmy na Grand Tour de Germania, gdzie ja byłam pilotem a S. kierowcą i byliśmy najlepsi na świecie.

Od początku do końca naszej drogi towarzyszyła nam kupa na szybie, która jest na każdym możliwym zdjęciu z samochodu (całość fotorelacji na mojej picasie).

Niemcy to bardzo ładny kraj.

Czysty.


Zielony.

I nie ma w nim żadnych ludzi.


Dlatego za modelkę dla S. robiłam ja.

O na przykład.

Albo tu.

Myślę, że już niedługo zaczną spływać propozycje od Vogue'a czy Vanity Fair.

:]

Nieudane próby nakręcenia Zoofilischeporno mit Barane ;))) S. reżyser, ja opiekun planu i treser die Barane :)





a tu jeden gratis...

Potem był powrotny dół, czyli "ja nie chcę wracać do Gdańska"

i kupa.


Dzięki za ratunek w ten weekend :*

Melduję się

Na miejscu cała i zdrowa.


Jestem padnięta po 5 godzinach w pociągu. Muszę się przestawić na tryb Gdańska i pracy.


A wcale mi się nie chce.

piątek, 17 kwietnia 2009

Ewakuacja

Jak może już nieraz mimochodem wspomniałam - jestem stara. Dlatego nie mam już wakacji tylko urlop.
I dzisiaj nastąpił ten dzień, kiedy to mam pierwszy dzień urlopu w życiu.

Zabieram się do ojczyzny paprykarzy, zobaczyć, czy to prawda, że w Szczecinie nie ma morza.

czwartek, 16 kwietnia 2009

Sh.

"Iga, ale wiesz, że każda publikacja na blogu swojego zdjęcia z Bianką zmniejsza twoje szanse na poznanie faceta o 2%?
Serio. To zostało naukowo udowodnione.

Ona publikowała codziennie na swoim blogu zdjęcie z kotem:

Ma 28 lat."




Trzymam kciuki za Twoje prawko Shreq :)

wtorek, 14 kwietnia 2009

Pustka. Jak jej nie zapełniać.

Jak nie zapełniać pustki?

Jedzeniem.
Tylko z pozoru wydaje się to wyśmienitym pomysłem. Jednak nie jest to najlepsza rzecz, na jaką można było wpaść. Albowiem:

Alkoholem.


Ok, możesz spróbować. Ale jak już po dwóch miesiącach zorientujesz się, że nie działa, to próbuj już czegoś innego.


Zakupami.

Oooj kusi, wciąga, robi baaaardzo dobrze. Ale w drugiej połowie miesiąca zaczyna być kiepsko.


Facetami.

No gorzej wybrać nie można. Z całą pewnością trafisz na megalomana, dziada, psychopatę, neurotyka, wyrośniętego dzieciaka albo wszystko w jednym czyli miłość Twojego życia i już nie będzie czego po Tobie zbierać. Zdecydowanie nie facetami.

Więc czym?

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Syndrom pustego domu

Po świętach zawsze ciężko jest mi się przestawić na tryb ja+kot. Po tych trzech dniach pełnych jedzenia, ludzi i jedzenia czuję się w swoim domu jak pustelnica (z zamrożonym jedzeniem).
W dodatku moja A. jeszcze nie wróciła.


I tak o. Tylko ja, Bianka i plama na suficie w łazience, którą zafundował nam pomarańczowy sąsiad z góry.


.

sobota, 11 kwietnia 2009

Dzicy

Chrzty i najbardziej popularne święta kościelne to okazje, podczas których można zobaczyć w kościele ludzi, którzy na co dzień nie mają z nim nic wspólnego.

Lubię patrzeć wtedy na takich ludzi. Zachowują się jak dzicy :)
Zawsze mam ubaw z tych przerażonych spojrzeń, postawy klęcząco-kucającej i nieokreślonego gestu przypominającego nerwowy tik, który wykonują, gdy wchodzą do środka (w zamierzeniu to ma być znak krzyża).
Najlepsi są ci na chrztach. Nigdy przenigdy nie wiedzą, kiedy trzeba wstać a kiedy usiąść i przez godzinę robią około 30 przysiadów :))
Na święceniu pokarmów dzicy stoją 50 metrów przed kościołem trzymając koszyk w reklamówce.

A jak już o świętach i koszykach...

Jak my przeżyjemy dwa dni bez sklepu?

Moja Mama jest najlepsza na świecie

Moja Mama jest najlepsza na całym świecie.
Powiedziała, że skoro jutro wyjeżdżamy, to tak jakbyśmy już dzisiaj miały święta.
Logiczne.

Więc już dziś musimy zjeść święte jedzenie i tego tu świętego barana ze świętej białej czekolady.

Wesołych Świąt.

piątek, 10 kwietnia 2009

Wyjeżdżam

O, proszę, tutaj, czarno na białym, jak mnie PKP wyzyskuje, jak szydzi ze mnie, jak nie boi się wykorzystywać tego, że już nie jestem studentką:



Wczoraj ze łzami w oczach na pytanie pani na dworcu "szkolny??" musiałam powiedzieć" niee, normalny :((("

I jak ja mam powiedzieć tej tutaj kuleczce, że nie jedzie ze mną?


Jadę dziś do Mamy. Biorę ją pod pachę i przyjeżdżamy w niedzielę objadać Ciocię. Bywajcie!

czwartek, 9 kwietnia 2009

We are the world

No jestem, jestem!
Przecież święta idą, człowiek nie ma czasu na nic, no nie ma czasu.

Dziś np. z okazji Wielkiego Czwartku byłam u Sh.

Był Sh.

Arczi

i ja, czyli trójka ludzi połączonych jednym pragnieniem.

Obejrzeliśmy sobie najgorszą scenę walki ever



I odśpiewaliśmy "We are the world" z podziałem na role i głosy, gdzie Sh. uparł się, żeby wykonać wszystkie partie ciemnoskórych wykonawców.
Jak więc sami widzicie Wielki Tydzień zainaugurowany.
Jeszcze tylko motto:

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Budzimy się!

Kto jeszcze nie poczuł wiosny??
Idziemy do pracy i jest jasno, wracamy z niej (i idziemy do drugiej pracy :/) i jest jasno.
W tramwajach zaczynają grzać po półrocznej zimowej przerwie, kiedy to grzejniki nie działają.
Na fitlessie jest więcej dziewczyn niż hantli.

I nasze balkonowo się budzi :)

I żywopłot, który wykazał niemałą siłę woli i przeżył zimę.

I storczyk od Z.


Wszystko się budzi!


Ok. Nie wszystko.

Palma

Bianka ma swoją palmę na takim długim patyku. Wyżarła z niej już prawie wszystkie pióra.
Tylko, że palma jej dopiero odbije, jak wyjedziemy na Święta. I tu wielka prośba do pięknej A., aby w Wielką Sobotę ze świętymi jajkami i świętą kiełbasą przyszła ją ukochać :) (i posprzątać w kuwecie)


Już trochę tradycyjnie poszłam wczoraj na koncert Lipali do Parlamentu.
A że w bluzce z pandą wśród długowłosych metali wyglądałam jak wariatka?

Bywa.

sobota, 4 kwietnia 2009

"Tak właśnie mija nas czas"

Z okazji pięknej i zachęcającej do spacerów pogody, zostałam w domu i umyłam okno.
Potem leżałam, oglądałam swoje dzieło, rozczapirzałam palce u stóp i czekałam, aż ktoś zaproponuje spacer, wypad, imprezę albo coś.

Żadne zaproszenie nie spadło mi z nieba. Więc, no cóż...

A dziś na TVN "Bridget Jones". Mogłabym powiedzieć to, czego nie lubi Tomek chłopak z sąsiedztwa - "jestem jak Bridget Jones".
Ale brakuje mi pewnego szczegółu:

Więc, no cóż...

Sobota (imieniny kota)

Mój ulubiony dzień. Nareszcie można zrobić to, na co do tej pory nie było czasu.

Więc mogę w końcu wynieść puste słoiki do piwnicy, które czekają na to od miesiąca, zanim moja A. wyrzuci mnie z domu razem z nimi.

Mogłyśmy z Bianką poleżeć dłużej w łóżku i pogadać, zamiast zrywać się o świcie.


A ja sobie wczoraj z pracy przyniosłam o to:


Nawet nie wiecie, jak ten papier dobrze myje okna. Żadnych smug.

czwartek, 2 kwietnia 2009

Nie mam rąk

Odpadły mi palce, nadgarstki i przedramiona.
Piszę do Was samą siłą swojej woli.


Spełniłam dziś swoje postanowienie noworoczne i poszłam na siatkówkę.

A teraz pozwólcie, że pójdę umierać.

środa, 1 kwietnia 2009

Kwiecień.


Mam dość przykry i bolesny zwyczaj wierzenia ludziom.
Wierzę w rzeczy typu "zadzwonimy do pani", "ta wędlina? taaaaaak świeża, dziś przyjechała" czy "nigdy nie przestanę cię kochać" albo "świetnie pani wygląda w tych spodniach, w ogóle nic się nie wylewa".

W ramach dzisiejszego prima aprilis dałam się zrobić w konia trzy razy.

Więc oczywiście uwierzyłam, gdy M. powiedział, że mam taaaaaaką dziurę w spodniach. Potem wykonałam paniczny telefon do Olsztyna, gdy Pawulon mi powiedział, że O. będzie ojcem. I uwierzyłam w historię o tym, że Tomasz Karolak dostał propozycję zagrania koncertu dla Szejka.
A dzień się jeszcze wcale nie skończył.

I jeszcze zbliżenie na stópki z kalendarza z dedykacją dla mojego ulubionego fetyszysty:

:)

p.s. To wcale nie prima aprilis - south beach działa: mam obojczyki :)

wtorek, 31 marca 2009

Sabotaż

Jedynym powodem, dla którego nie zostałam jeszcze pracownikiem miesiąca jest ciągły sabotaż.

Najpierw ze strony mojej koleżanki z pracy, która wyciągała mnie na świeże powietrze. Potem Tomka chłopaka z sąsiedztwa (który także jest Tomkiem chłopakiem zza ściany w pracy), z którym sabotujemy swoją pracę naprzemiennie: on rzuca hasło "herba?" i idziemy do kuchni a potem ja rzucam hasło "herba?" i nie idziemy do kuchni, bo Tomek ma dużo pracy.

Moją pracę i próby wyrobienia 400% normy sabotuje również słońce, które jakoś nie nastraja do siedzenia przed komputerem.

A od poniedziałku absolutnym terrorystą, który bombarduje moje starania o zostanie przodownicą pracy jest Poranny WF czyli Wojewódzki i Figurski na Esce Rock.
Dziś o mało co się nie popłakałam ze śmiechu, gdy dzwonili do jakiejś firmy z Raciborza.
Podali się za przedstawicieli producenta "Jak oni śpiewają" i poprosili o obniżenie temperatury w studio, bo Krzysztof Ibisz się rozpada i mu się oczy nie zamykają i chodzi cały czas taki zdziwiony. I proszą, żeby przestać zmniejszać tę temperaturę, gdy da się zauważyć szadź na twarzach widzów.... nie wytrzymam ;)))))

A jak już o pracy, to podziwiam panią, która sprząta u nas w bloku.
Gdy wstaję o 6 w nocy i bez oczu patrzę za okno, to ona już tam jest, grabi liście i zbiera śmieci, które te pomarańczowy idiota z góry wyrzuca przez swoje okno (bo po co wyrzucać śmieci do śmietnika).

No to ja wracam do pracy. Po herbie :)