poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Piękna A. wyszła za mąż

W ostatnią sobotę Piękna A. wyszła za mąż za Chrisa, którego ksiądz uparcie nazywał Kristoferem.

Nie mam jeszcze od nikogo zdjęć z wesela, tylko parę swoich robionych moim telefonem, którego zazdroszczą mi najlepsi fotografowie National Geographic.

Więc jedziemy, jedziemy!

Było całe mnóstwo szamy, najedliśmy się jak dzikie bąki.
Tu na zdjęciu A., która pięknie śpiewa demonstruje głowę ryby, która łypała na nas okiem.

Było całe mnóstwo picia.
Tak dużo, że trzeba było brać ze sobą, żeby pomóc im jakoś pozbierać się z tym wszystkim. Naprawdę.

Wesele odbyło się gdzieś na Kaszubach. W niedzielę skoro świt (o 11), gdy styrani i nieprzytomni ( po całonocnym czuwaniu) wyszliśmy ze swoich pokoi, naszym oczom ukazał się taki o widok:

No i co było robić. Nie mieliśmy wyjścia. Popłynęliśmy z Pegazem rowerem wodnym na środek jeziora.


Gdzie słońce poparzyło moją strzaskaną na mahoń skórę tak, że nie mogę teraz ruszać ramionami.


A potem z innymi wznieśliśmy kilka(naście) toastów za Młodą Parę i skończyło się to mniej więcej tak:

Dziś przyszłam do Pięknej A., żeby zjeść resztę tortu i wypić całe wino, które zostało.


A tak naprawdę to po to, żeby pożegnać ją przed czwartkiem. Kiedy to wyleci do Anglii już na stałe.
I na szczęście wtedy, gdy płakałam stojąc z Piękną A. w przedpokoju, nikt nie robił żadnych zdjęć.

Pa Asiu.

3 komentarze:

Neskavka pisze...

Pięknie,pięknie.
Serdecznie Ci współczuję,wiem co to znaczy mieć przyjaciółkę daleko.
Ściskam mocno!

sowisko pisze...

Moja Miśka mieszka w Irlandii. Jak będę mieć milion dolarów, to wjadę tam znów i pojedziemy polować na Patricka McCabe. :)

Joanna K.-P. pisze...

Gdy powiększy się zdjęcie jeziorne, widać Martę i mnie pływające w czystej toni wód :-)

A poza tym... :((((