Chociaż ten weekend trwał jakieś pół godziny, to jak się okazuje, całkiem sporo się działo.
Przyjechał Pegaz. I chociaż Bianka była przekonana, że przyjechał tylko do niej, po to, by ją przez trzy dni głaskać, to przyjechał w zupełnie innym celu.
(tu suszone morele nadziewane migdałami i zatopione w miodzie)W konkursie na "Coś, czego nigdy nie kupisz" zwyciężyła jedna czarna trufla w słoiczku wielkości paznokcia za 99 zł :)
Przyjechał także po to, by siedzieć ze mną na terenie Stoczni Gdańskiej na trawie, pod gwiazdami, gdzie Ennio Morricone dyrygował orkiestrą i chórem specjalnie dla nas.Dzisiaj Pegaza już nie ma. Ale za to jest wrzesień:
A Bianka oczywiście ze mną.


































