niedziela, 15 lutego 2009

Powrót

Melduję się na miejscu cała i zdrowa!

Olsztyn to drugie po Trójmieście miejsce, gdzie mogę wyobrazić sobie swoje przyszłe życie u boku Roberta Gonery. Spójrzcie, jak pięknie:

Jak się jednak okazało, Bohema Jazz Club istnieje także w Gdyni na skwerze Kościuszki, więc wcale nie muszę się przeprowadzać. Byliśmy kolejny raz w Bohemie z Pawulonem na kultowych już naleśnikach (czym złamałam wszelkie zasady diety south beach, ale trzeba chociaż raz spróbować tego naleśnika, żeby wiedzieć, że jest wart wszystkiego. Nawet kolejnego wałka na brzuchu)


Byliśmy odchamić się w teatrze, poczym czym prędzej popędziliśmy na Kortowo na walentynkową imprezę, upodlić się spowrotem :)

Quitana, zjeździliśmy za nią pół znanego mi Olsztyna, ale 6,49 za najpyszniejsze wino na świecie? Słabo?:)

Było wino, był teatr, potem były jeszcze dwa wina, tańce, granie w Boggle, śmianie się z ludzi na naszej klasie, ale jutro muszę wstać DO PRACY, więc dość tego dobrego.
Zostawiłam zapłakanego Pawulona (:*) na dworcu i przyjechałam.

Wychodzę z dworca we Wrzeszczu, a tu na słupie taka niespodzianka:

Jesteście kochani!

2 komentarze:

Pawel-as pisze...

Skwer Kościuszki już omówiliśmy;)...

zgaga pisze...

I po co jeździć do Olsztyna, gdy kochają we Wrzeszczu?