Dlatego miałam cały ten dzień zaplanowany.
Segregowanie ubrań (noszę; nie noszę, ale będę nosić; nie będę nosić, ale nie wyrzucę; wyrzucę, więc położę tutaj), segregowanie przepisów (zrobię; zrobiłam i było niejadalne; nie zrobię, ale poudaję, że zrobię) i mycie podłóg.
Otóż w myśl zasady "zawsze wszystko jest inaczej" rzeczywistość okazała się różnić od moich wyobrażeń.

Gdy tylko nie leżałam obłożona chusteczkami i kotami, inhalowałam się z kocem na głowie.

Cały dzień spędzony tylko z kotami dał mi możliwość obserwacji tego, co zazwyczaj robią, gdy my jedziemy do pracy.

Okazuje się, że jeśli nie wchodzą na parapety i regały, nie zjadają lampek choinkowych, to po prostu śpią.
Czytałam kiedyś, że koty wyczuwają chore miejsce u człowieka i właśnie na nim siadają. To chyba prawda, bo gdy chciałam skorzystać z kompa, Bianka usiadła między moją twarzą, a laptopem. Mogłam jedynie sięgnąć po telefon.

I tak o. Ja tu sobie choruję, a w tym czasie zmieniła się pora roku:
