Na pewno rwąc z rozpaczy włosy z głowy zastanawiacie się, gdzie też się podziewałam tyle czasu.
Otóż przyjechał do mnie Pegaz, aby razem ze mną witać Nowy Rok. I bynajmniej nie chodzi o to, że byłam tak zajęta patrzeniem mu głęboko w oczy.
Po prostu Pegaz zepsuł mi klawiaturę. A było to tak:
Sam zaoferował się, że gdy ja będę w pracy niosła światu informacje, on w tym czasie sprawi, że mój komputer nareszcie zacznie ładnie działać i mimo tego, że zazwyczaj kasuje za to górę złota, to zrobi to za darmo, bo w końcu głupio brać kasę od kobiety swojego życia. Wyjął z wnętrzności mojego laptopa taką ilość sierści Bianki, z której spokojnie można by było ulepić drugiego kota.
Komp śmiga bardzo elegancko. Nie ma dwóch klawiszy, a R działa tylko wtedy, gdy się naprawdę mocno naciśnie.
Ale jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Pegaz jest najpiękniejszym człowiekiem na świecie, który z jakichś głęboko ukrytych i wielce niezrozumiałych powodów chce być ze mną, to jakie znaczenie ma jakaś głupia literka R?
Więc skoro już połączyliśmy siły, to witanie Nowego Roku musiało być wyjątkowe.
Załóżmy więc, że wygrałam w paczce chipsów kupon na weekend w hotelu Haffner ze SPA w Sopocie.

I tak. Było nieziemsko. Nie bójmy się tego słowa.
I no cóż, wygląda na to, że znów miałam najlepszy weekend na świecie, nie poradzę nic na to.
Szczęśliwego Nowego oku!